17 obserwujących
19 notek
166k odsłon
  1638   0

Kto się boi 11 listopada?

Co roku w dniu 11 listopada środowiska narodowe organizują w Warszawie Marsz Niepodległości. Marsz ten zyskał już renomę imprezy masowej o charakterze patriotycznym. Zainaugurowane w stolicy w 2006 r. przez Obóz Narodowo-Radykalny niezależne obchody Święta Niepodległości z początku przyciągały kilkaset osób. Z biegiem lat frekwencja rosła. Przełomowym momentem dla Marszu Niepodległości stał się rok 2010. Wspólny pochód zaplanował wtedy ONR i odzyskująca blask Młodzież Wszechpolska – świeżo wyleczona z „giertychowszczyzny”. Wtedy to też środowiska wrogie autentycznemu patriotyzmowi i odradzającej się endeckiej tradycji, zorganizowały niebywałą nagonkę na organizatorów Marszu. Podjęto próbę zablokowania 10-tys. przemarszu. Medialne i rzeczywiste (fizyczne) ataki na uczestników przemarszu dały jedynie efekt odwrotny.
 
Na nic zdała się mobilizacja osobliwego tworu o nazwie „Kolorowa Niepodległa” rok później. W 2011 r. już nie tylko narodowi radykałowie i patriotyczni kibice zjechali do stolicy. Demonstrowało blisko 20 tys. osób. Inicjatywa zgromadziła sympatyków prawicy narodowej, konserwatystów, autonomicznych nacjonalistów, środowiska kibicowskie z całego Kraju, ale też tzw. zwykłych ludzi (w tym osoby starsze, rodziny z dziećmi). Właśnie ci „zwyczajni ludzie” zadecydowali o sukcesie Marszu Niepodległości. Porażką zakończyła się prowadzona w stosunku do realizatorów idei Marszu przez demoliberalne media i lewicę kampania oszczerstw. Oskarżenia o faszyzm, neonazizm czy rasizm i tym podobne brednie spełzły na niczym. „Normalni Polacy” wykazali się odwagą i odpornością na szczucie i tłumnie się stawili. A wszystko po to, aby okazać w dniu 11 listopada swoje przywiązanie do idei Polski suwerennej i narodowej tożsamości.
 
 
Marsz Niepodległości 2011 r.
 
Przebiegający bez zakłóceń Marsz (nie mający nic wspólnego ze sprowokowanymi zajściami na Placu Konstytucji) był też niewątpliwie głosem protestu przeciw ekipie rządzącej. Uczestnicy świętując odzyskanie niepodległości, przy okazji licznie manifestowali niechęć wobec Platformy Obywatelskiej. Zdaniem wielu, ugrupowanie to bowiem zamiast przyczyniać się do umacniania niepodległości Polski i jej pozycji w świecie, robi wszystko, aby uczynić z Kraju nieliczące się – zwasalizowane państewko.
 
Zdążyliśmy się zatem przyzwyczaić do trwającej od lat nagonki na Marsz Niepodległości. W tym roku należało się również spodziewać tego, że jako pierwsza do boju z „polskimi faszystami” ponownie ruszy skrajna lewica i jej partyjne przybudówki zrzeszające osobników z zaburzeniami orientacji seksualnej. Oczekiwaliśmy, że w pierwszych szeregach „antyfaszyzmu” staną dyżurni telewizyjni mędrkowie i „postępowi celebryci” – ogłaszający kolejny już (nieudany) bojkot Marszu. Tymczasem okazało się, że akcję rzucania kłód pod tegoroczne niezależne obchody Święta Niepodległości w Warszawie zainaugurował sam Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.
 
Prezydent apeluje
 
Podczas uroczystości upamiętniających Powstanie Warszawskie, Bronisław Komorowski zwrócił się do powstańców z apelem o podjęcie starań na rzecz zorganizowania z nim „wspólnego narodowego marszu 11 listopada”. Zdaniem prezydenta wywodzącego się bezpośrednio z Platformy Obywatelskiej, Marsz ma łączyć a nie dzielić Polaków. Jako powód podano traumę po zeszłorocznych zamieszkach i obawy przed ich powtórzeniem się.
 
Logika podobnej argumentacji jest całkowicie nieuzasadniona. Przede wszystkim tego rodzaju pomysły uderzają w podstawy samego państwa. Jak bowiem mamy darzyć szacunkiem państwowość, która lęka się rozruchów z udziałem kilkuset osób?! Silny organizm państwowy zapobiega niepokojom ulicznym, dba o bezpieczeństwo uczestników zgłoszonego legalnego pochodu a nie zmienia koncepcję uroczystych obchodów z uwagi na jakieś ewentualne zagrożenia. Tym bardziej, że Narodowe Święto Niepodległości jest rocznicą wyjątkową. Jest hołdem dla wielu pokoleń Polaków, którzy wykazali się uporem i odwagą w działaniach na rzecz przywrócenia suwerenności. Nie przystoi więc okazywać w związku z tym świętem jakichkolwiek lęków.
 
Głowa Państwa powinna raczej docenić oddolne inicjatywy świętowania odzyskania niepodległości. Prezydent winien dołożyć wszelkich starań, by maszerujący z tej okazji mogli czynić to według własnej, zgłoszonej odpowiednim władzom formuły. Zwłaszcza, że Marsz nigdy nie łamał obowiązującego prawa. W przeciwieństwie do jego przeciwników, próbujących notorycznie w sposób bezprawny blokować legalny pochód.
 
Skoro rządzący wielbią demokrację, to należałoby pamiętać też o tym, że naczelną zasadą demokracji jest prawo do organizacji własnych uroczystości przez dany nurt ideowo-polityczny, nawet ten krytyczny wobec władzy. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy główne partie polityczne w dużej mierze skompromitowały się i odpowiadają za obecną zapaść Kraju. Środowiska polityczne niechętne rządowi winny móc przygotowywać bez jakichkolwiek przeszkód (w tym i zakamuflowanych) odrębne uroczystości rocznicowe. Wspólne maszerowanie z przedstawicielami ugrupowania politycznego o korzeniach antyniepodległościowych – duchowych i materialnych spadkobierców totalitarnej PZPR (mowa o SLD ) też kłóci się z logiką. Podobnie jak i świętowanie razem z działaczami jawnie odrzucającymi potrzebę suwerenności Polski (Ruch Palikota).
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale