Marcin Horała Marcin Horała
85
BLOG

Przebłysk geniuszu czy zbieg okoliczności?

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 2

OK, na życzenie stałych klientów oderwę się na chwilę od tematyki finansów osobistych i dokonam reanimacji niniejszego bloga.

Jak wiadomo karty w polskich samorządach były rozdawane gdzieś tak w 1989 roku. Kto wówczas zakładał komitet obywatelski ten - lub jego polityczni wychowankowie - rządzą do dzisiaj. W bardziej "czerwonych" okolicach podobnie jest  z ówczesną obsadą komitetu miejskiego PZPR. Z tego schematu wyłamują się tylko gminy będące pod względem struktury społecznej na styku świata "czerownych" i "biało-czerwonych" tak że i ta i ta historyczna opcja miała tam w latach 90-tych szanse. No i wielkie miasta gdzie ze względu na skalę elektorat jest bardziej podatny na zmiany preferencji w skali makro.

O ile jednak do 2005 ekipy z komitetu miejskiego miały dobry, mocny szyld i stabilną organizację - SLD, o tyle ekipy z komitetu obywatelskiego miały z tym problemy. Musiały wymieniać szyldy i toczyć o nie stałe boje, bo szyldy po prawej stronie często się zmieniały. Natomiast trzon ludzki - zazwyczaj jako się rzekło mający korzenie w lokalnym komitecie obywatelskim - pozostawał ten sam. Było więc sobie lokalne PC/ZChN/czasem UW/czasem coś innego - AWS - PiS lub PO (raczej PO, z wyjatkiem ściany wschodniej), a w środku stale ci sami Misiu, Zdzisiu i Rysiu.

Zawsze jednak Misiu, Zdzisiu i Rysiu czuli imperatyw przyklejenia sobie jakiegoś choćby względnie popularnego krajowo szyldu (choć w większości przypadków był on traktowany zupełnie instrumentalnie). Było to działanie jak najbardziej racjonalne:

1. Szyld X na starcie daje poparcie X% dzięki obecności w ogólnopolskich mediach. To jest bonus za nic, w sytuacji gdy pracująć na własny szyld trzeba zaczynać od 0. Zawsze lepiej mieć coś niż nic.

2. Nie przejęcie żadnego dużego krajowego szyldu powoduje, że trzeba z nimi wszystkimi walczyć. Poza gminami wiejskimi zazwyczaj każda poważniejsza partia wystawi jakąś-tam listę, ta lista za sam szyld jako się rzekło dostaje X% i te X% wszystkich list sumuje się duże XX% głosów niedostępnych dla szyldu lokalnego. Przejęcie jakiegoś dużego szyldu, a więc i jego głosów od razu automatycznie zmniejsza też pulę głosów "partyjnych" która jest dla lokalnego układu z góry stracona.

3. Chodzący na wybory są zasadniczo wszyscy zagospodarowani. Pewnie rok-dwa lata temu byli na wyborach parlamentarnych i chcąc nie chcąc głosowali na szyldy ogólnopolskie. Ludzie mają tendencję do utożsamiania się ze swoimi wyborami. Więc nie dość że wychodząc z własnym lokalnym szyldem mielibysmy na starcie 0% to jeszcze aby coś pozyskać musielibyśmy najpierw przekonać wyborcę do porzucenia wcześniejszego wyboru. Innymi słowy - wszystkie jabłka w sadzie są już zebrane, nie wystarczy zebrać z drzewa, trzeba podkradać innym z koszyków. Koszyków w kampanii przecież pilnowanych i utwardzanych w wyborze.

W Gdyni też tak to się toczyło, ekipa Cegielskiej-Szczurka przez alianse, infiltracje i mniej-lub-bradziej wrogie przejęcia w kolejnych wyborach przyklejała sobie popularne ogólnokrajowo szyldy.

I tu przychodzi rok 2002 i wydaje się że historia się powtórzy. Zaskakująco łatwo spacyfikowana zostaje tworzona oddolnie Platforma Obywatelska stając się wydmuszką-szyldem gotową do nalepienia na rządzącą miastem ekipę. Wszyscy - w tym niżej podpisany - spodziewali się takiego ruchu.

I nagle zonk - szyld zostaje schowany a w zamian za to wyskakuje szyld lokalny, własny. Posunięcie ryzykowne, ale bardzo ale to bardzo się opłaciło. Jak ryzykowne pokazuje choćby atrofia Konwencji Gdyńskiej po utracie zaplecza partyjnego. Dlaczego się opłaciło o tym może napiszę wkrótce bo post robi się długaśny - na dziś kończę stawiając pytanie: przebłysk geniuszu czy zbieg okoliczności?

Lokalni komentatorzy zazwyczaj przypisują gdyńskiemu układowi cechy diabolicznej niemal doskonałości i politycznej sprawności - a więc powinna to być decyzja wynikająca ze skrupulatnych badań i tajnych narad specjalistów politycznej technologii, ale ja intuicyjnie raczej jednak obstawiałbym zbieg okoliczności. Jak było naprawdę nie wiem. Ostatnio nawet chciałem spróbować pociągnąć za język na tę okoliczność naszego Największego Misia, ale dyskusja poszła w kierunku tak przyjemnych prztyczków gdańsko-gdyńskich że żal było się wcinać z innym tematem.

 

 

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka