Marcin Horała Marcin Horała
53
BLOG

Czy ktoś zamawiał wybory na jesień?

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 6

 

Na razie nikt na to nie zwrócił uwagi, ale jednym z efektów wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego jest zwiększenie prawdopodobieństwa wcześniejszych wyborów tej jesieni. Zaczynają się po prostu coraz bardziej opłacać PO.
 
Za:
 
1.     Jak widać kryzys jeszcze nie uderzył solidnie ludzi po kieszeniach i nie wystąpiło porządne zużycie partii rządzącej. Prawdopodobnie są to ostatnie miesiące takiego stanu rzeczy. Oczekiwanie, że uda się w nieskończoność utrzymywać popularność poprzez straszenie Okrutnym Kaczorem – w sytuacji realnego pogarszania się stopy życiowej – jest naiwnością. Być może zręczna socjotechnika pozwoli PO zachować znaczną część elektoratu, pozwoli nie skończyć tak jak AWS w 2001 i SLD w 2005 – ale, powtarzam, skrajną naiwnością byłoby oczekiwać że przy tak poważnych czynnikach negatywnych uda się zwiększyć albo przynajmniej zachować stan posiadania z poprzednich wyborów. Tymczasem wybory w pierwszym tygodniu października (żeby studenci wrócili z wakacji) dają szanse załapać się z wynikiem na jeszcze silne poparcie, kto wie może nawet dają szansę na samodzielną większość – a co najmniej większościową koalicję z jeszcze słabszym PSLD przez cztery a nie przez dwa lata.
 
2.     Zawierucha polityczna związana ze skracaniem kadencji a następnie kampanią wyborczą może przykryć w świadomości społecznej nasilające się skutki kryzysu i niepopularne decyzje rządu jak np. zwiększanie podatkow i danin. Jednocześnie znów stwarza szansę na widowiskowe konflikty wokół tego kogo obraził przez Kaczyński a jaką gafę popełnił prezydent Kaczyński. Zwłaszcza, że PO może liczyć w tej kwestii na współpracę mediów.
 
3.     Z ręką w nocniku zostają złapane inicjatywy potencjalnie groźne dla PO – SD Piskorskiego i Polska XXI. Obydwie szykują się do wyborów w 2011, obecnie nie są absolutnie do nich gotowe. Być może nawet nie zarejestrowałyby list. Podobnie w krzakach siedzi SLD nie mające teraz sił na odbicie elektoratu centrolewicowego - do czego w dwa lata może dać radę się przygotować.
 
4.     Z połową ręki w nocniku złapane zostaje PiS. Na potrzeby niskiej frekwencji w wyborach do PE wyostrzyło wizerunek dla zmobilizowania twardego elektoratu. Aby osiągnąć sukces w wyborach parlamentarnych musi wyjść do grup poza twardym elektoratem a co za tym idzie zmienić wizerunek – no co kilka miesięcy, w dodatku wakacyjnych, nie wystarczy. Zdaje się również, że obecnie PiS jest w słabszej od PO kondycji finansowej.
 
5.     Od poprzednich wyborów minęło już tyle czasu, ze ludzie o nich zapomnieli i ponowne skracanie kadencji nie spotka się z jakimś negatywnym odbiorem.
 
6.     Nawet oddanie władzy PiS nie będzie tragedią, gdyż odda PiSowi odpowiedzialność za zarządzanie kryzysem w momencie gdy wystąpią jego najostrzejsze skutki a będzie za późno żeby im zapobiec. Donald Tusk startowałby wtedy do wyborów prezydenckich jako mąż opatrznościowy który by wyprowadził Polskę z kryzysu obronną ręką i był już tego bardzo bliski, tylko mu przeszkodzono. Pewnie miałby większe szanse niż kandydując jako urzędujący premier coraz gorzej radzący sobie z kryzysem Można też by liczyć na długofalowe utopienie PiS pod falą społecznego niezadowolenia z kryzysu i – zwłaszcza mając urząd prezydenta – wywołanie kolejnego przesilenia politycznego zwracającego władzę PO. Jako „worst case scenerio” jest to stosunkowo niezły rozwój wypadków.
 
Przeciw:
 
1.     Można się przeliczyć, a wysokie sondaże mogą się okazać medialną rzeczywistością wirtualną. Wreszcie można się spóźnić i trafić z wyborami na miesiąc-dwa po znaczącym tąpnięciu poparcia.
 
2.     Obecna sytuacja nie jest zła – komfortowa większość i duże szanse w wyborach prezydenckich. Po co ryzykować?
 
3.     Kampania toczyłaby się w trakcie przyjmowania nowelizacji budżetu 2009 i tworzenia budżetu 2010 i mogłaby – odwrotnie – zamiast przykryć te tematy, podgrzać je i wysunąć na front debaty publicznej. Przekaz: „Podwyższymy wam podatki, zabierzemy podwyżki, ograniczymy świadczenia. Głosujcie na nas” będzie bardzo trudny do obronienia.
 
4.     Nie będzie większości do samorozwiązania konieczne byłoby więc przejście przez trzy kroki konstytucyjne a to niesie ze sobą podwójne ryzyko: raz, podważenia wizerunku partii przynoszącej spokój i stabilizację; dwa, chwilowego poparcia przez SLD powstania mniejszościowego rządu PiS-PSL, który na przykład rządził by przy poparciu prezydenta jako „tymczasowy rząd ocalenia Polski przed kryzysem” przy okazji czyszcząc cały aparat z działaczy PO i kreując działania zwiększające popularność tworzących go partii – po to żeby następnie przeprowadzić wybory w dogodnym dla siebie momencie. Dawanie przeciwnikowi choćby potencjalnej możliwości przechwycenia inicjatywy jest zawsze ryzykowne.
 
5.     Siła inercji, opór aparatu niskiego i średniego szczebla. Posłowie z drugiego szeregu, nie mający pewności wyboru za samo nazwisko, pewnie jeszcze nie ustukali kasy na kampanię (zwłaszcza że również poprzednia zaskoczyła ich w połowie kadencji). Działacze ledwo się usadowili w urzędach, rada nadzorczych itp. nie po to żeby teraz ryzykować ich utratę.
 
Jak?
 
Bardzo prosto – PO musiałaby rozwalić koalicję, ale tak, żeby wyglądało to na winę PSL.
 
Jest na to łatwy do przewidzenia scenariusz:
 

1. Rząd proponuje bardzo ostre i bolesne posunięcia związane z kryzysem: podwyżka podatków osobistych, zamrożenie albo wręcz obcięcie świadczeń socjalnych i pensji w budżetówce itp. Powstaje wielka awantura, opozycja szaleje, związki protestują, PSL zaczyna brykać bo nie chce brać odpowiedzialności za tak niepopularne posunięcia.

 

2. Rząd obraduje całymi nocami głowiąc się nad możliwością uniknięcia powyższych działań. Reporterzy na żywo spod kancelarii relacjonują że – już już – pojawia się jakaś szansa na uniknięcie tych cięć.

 

3. I nagle – JEST. Rząd znalazł cudowny sposób! Nie będziecie płacić wyższych podatków, dostaniecie podwyżki! Jaki to sposób? Otóż zlikwidowana zostanie dotacja budżetowa do KRUS i zlikwidowane zostaną agencje okołorolnicze.

 

4. PSL oczywiście nie może się na to zgodzić i wychodzi z koalicji. Media gromią PSL za takie chamstwo i narażanie wszystkich na straty a może wręcz katastrofę poprzez destabilizację państwa w kryzysie – w imię obrony własnego partykularnego interesu.

 

5. Premier nie chce dopuścić by całe społeczeństwo poniosło koszty samolubstwa PSL. W obecny sejmie likwidacje KRUS zablokuje PSL i PiS do spółki z prezydentem. Konieczne jest odwołanie się do woli społeczeństwa PO zgłasza wniosek o samorozwiązanie a w razie jego nie przyjęcia zapowiada dymisję rządu (dodatkowy bonus – nie popierając samorozwiązania to opozycja będzie winna za zamieszanie związane z trzema krokami).

 
No i mamy wybory na jesieni.
 
Nie postawiłbym pieniędzy na taki scenariusz, ale moim zdaniem nie jest on zupełnie nieprawdopodobny.

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka