Marcin Horała Marcin Horała
61
BLOG

Wracając do Półtawskiej

Marcin Horała Marcin Horała Kultura Obserwuj notkę 4

Seria pseudo-reportaży „Gazety Wyborczej” o Wandzie Półtawskiej zapisze się niewątpliwie trwale w historii tej gazety. Tuż obok artykułów o Armii Krajowej mordującej Żydów, rewelacjach z życia osobistego Gontarczyka i Cenckiewicza i tym podobnych. Tym razem w roli dziennikarskiego cyngla wystąpiła pani Aleksandra Klich a zlecenie obejmowało zapoczątkowanie rekonstrukcji postaci Jana Pawła II.

Jak wiadomo rrredaktor do miłośnika polskości i konstytuujących ją narodowych mitów nie należy. Niektóre z owych mitów postanowił on zniszczyć – przykładem wspomniana już Armia Krajowa czy Powstanie Warszawskie. Inne, swoje, mity chciał od zera stworzyć – tu możemy przywołać serię autorytetów, zazwyczaj zresztą zaangażowanych we współpracę z ministerstwem spraw wiadomych – od Szczypiorskiego po Wałęsę.
Co jednak gdy trafi się mit, którego z takiego czy innego powodu lepiej nie niszczyć (przynajmniej na razie) – a samym swoim istnieniem uwiera i nie pasuje do wymarzonej budowanej w pocie czoła konstrukcji nowoczesnego, otwartego, Polaka-europejczyka? Ano należy mit postać rekonstrukcji tak by był ten sam, ale już nie taki sam.
Ciekawym przypadkiem był tu na przykład Herbet którego jednak nie udało się w powszechnej świadomości przekreślić jako wariata – więc po kilku próbach chyba nastąpiła zmiana kursu i obecnie jest powoli powoli, jak zwykle wbrew oczywistym faktom, powinniśmy obserwowoać jego usalonowianie.
Wygląda na to, że ustalony został kurs na rekonstrukcję wielkiego, kto wie czy nie największego, mitu współczesnych Polaków – Jana Pawła II. Mitu tej postaci niszczyć nie ma co próbować, to oczywiste samobójstwo (wiedział o tym już wpraszający się do papa mobile Kwaśniewski). Należy więc go maksymalnie oswoić, a tego nie da się osiągnąć bez operacji głębokiej rekonstrukcji. Tak poważna operacja musi być oczywiście rozpisana na długie lata i na różne fortepiany. Zdaje się że usłyszeliśmy jej pierwszy akord.
Oczywiście artykuł nie powiela prostackich – i zupełnie absurdalnych sugestii – co do podtekstów przyjaźni Półtawskiej i Wojtyły. Takie insynuacje są możliwe do prostej weryfikacji i falsyfikacji. Nie mówiąc już o tym, że byłyby bezwartościowe z punktu widzenia rekonstrukcji mitu Jana Pawła II.
Gdzie mądry człowiek ukryje liść? W lesie? A co jeżeli nie ma w okolicy lasu? Wówczas mądry człowiek zasadzi las, żeby ukryć w nim liść. I taki oto las sadzi autorka na licznych szpaltach streszczając stosunkowo wiernie faktograficzną warstwę książek Półtawskiej (oraz przy okazji zupełnie ignorując wszelkie inne warstwy – w tym najważniejsze związane z opisem osobistego przeżywania wiary – takie jednak prawa autorki artykułu, że może wybrać sobie jego tematykę np. osobistą faktografię).
W tym lesie kilka niezłych kwiatków, to znaczy się listków, zostało rozłożonych to tu to tam. W nadziei, że czytelnik w masie podawanych informacji bezrefleksyjnie je łyknie. Na przykład dowiadujemy się z reportażu pod jak przemożnym wpływem Półtawskiej pozostawał Karol Wojtyła w dziedzinie etyki rodziny. Sama Półtawska z kolej po przejściach w Ravensbruck miała być wariatką a przynajmniej maniaczką na tle spraw związanych z seksualnością człowieka.
To oczywiście bezczelna, czy też żeby użyć ulubionego słowa publicystów Wyborczej – podła, insynuacja. W dodatku jeżeli autorka artykułu tak jak twierdzi czytała wszystkie książki Półtawskiej – świadome kłamstwo. No chyba że nie posiadła umiejętności czytania ze zrozumieniem. Czyta sama, ale od rozumienia ma redaktora prowadzącego.
Bo tym co charakteryzuje, ba – stanowi o wyjątkowości – książek Półtawskiej (w tym przede wszystkim „Beskidzkich rekolekcji”, ale i na przykład „I boję się snów”), jest wyjątkowa otwartość, wręcz psychiczny ekshibicjonizm. Jeże więc te książki się przeczytało i nadal się twierdzi, że poglądy Półtawskiej wynikały z odchyłów wywołanych obozową traumą - to albo się świadomie kłamie, albo się nic z owych książek nie zrozumiało. Chyba że założymy że wiara katolicka jest jako taka jednym wielkim psychicznym odchyłem. No ale zapomniałem – autorka nic nie twierdzi. Sugestie są zupełnie oczywiste, ale pozostają tylko sugestiami. Za konkretne słowo złapać się nie da.
Nie wspominając już o tym, że swojej etyki rodziny, znajdującej wyraz na przykład w encyklice Evangelium Vitae, kardynał Wojtyła i później papież Jan Paweł II nie wyssał z palca tudzież z rzekomych fobii Półtawskiej. Tak się składa że etyka ta jest wprost kontynuacją i rozwinięciem wielowiekowej tradycji magisterium Kościoła w tej dziedzinie. Że to raczej wewnątrzkościelni oponenci Wojtyły w tych sprawach proponowali innowacje i odejście od tradycji – a więc bardziej polegać musieli na własnych, osobistych, osądach i odkryciach. Wojtyła raczej systematyzował, uzupełniał i podbudowywał w argumentację tezy, których sam wymyślać nie musiał. A tym bardziej nie wymyślała mu ich Półtawska.
Nie jestem jednak pierwszym naiwnym, żeby się jakoś szczególnie zżymać na tego rodzaju manipulacje gazety, której nie jest wszystko jedno. Z resztą co najmniej w jednym miejscu autorka mocno przedobrzyła chcąc do założonego efektu dojść zbyt na skróty. W efekcie pojechała po bandzie tak, że każdy choć odrobinę kumający człowiek zobaczy o co chodzi. Zobaczy, iż próba zrozumienia bogatej relacji dwojga przyjaciół i ich wzajemnego wspierania się w wierze i rozwijania powołań – bo to o tym tak naprawdę są „Beskidzkie rekolekcje” – że jednym słowem istota opisywanych spraw - była ostatnią troską autorki artykułu.
Mamy mianowicie cytat z niezawodnego w takich przypadkach biskupa-filozofa Życińskiego, który w gronie przyjaciół Jana Pawła II co najmniej na równi (o ile nie wyżej od Półtawskiej) umieszcza Leszka Kołakowskiego i uwaga, uwaga… Adama Michnika. Biskupa Życińskiego jak wiadomo cechuje szaleńcza odwaga w wygłaszaniu z pełną powagą kompletnych bzdur, byle tylko służyły one interesom naszego salonowego towarzystwa wzajemnej adoracji (a i związki z ministerstwem spraw wiadomych pewnie coś by tu tłumaczyły). Wyskok nadgorliwca i bezkrytyczne jego powtórzenie przez dziennikarkę wytresowaną do bezkrytycznego potakiwania autoryTWetom spruły jednak całą koronkową akcję i unaoczniły z czym mamy do czynienia.
A mamy do czynienia z konstruowaniem wizerunku nowego, lepszego, Jana Pawła II. Otwartego, postępowego przyjaciela Adama Michnika, którego smutne konserwatywne wyskoki i odchyły w niektórych sprawach należy przypisać zbytniej łatwowierności - a co za tym idzie zgubnym wpływom religijnych maniaków w rodzaju Wandy Półtawskiej.

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura