Marcin Horała Marcin Horała
501
BLOG

Z dzienniczka lektur: Ziemkiewicz, Twardoch, Rymkiewicz

Marcin Horała Marcin Horała Kultura Obserwuj notkę 3

Ostatnio pozwoliłem sobie na luksus zakupu paru książek. Jest więc okazja by wrócić do tradycji bloga i zdać relacje z wrażeń po lekturze.

 
„W skrócie” Rafała Ziemkiewicza to taki alfabet Ziemkiewicza, to znaczy kilkadziesiąt haseł rzeczowych i osobowych będących okazją do krótkich felietoników od sensu życia do lekarstwa na kaca. Do tego kilka wywiadów, które wcześniej ukazały się w prasie. Alfabet oczywiście przesmaczny i co ważne w znacznej mierze oryginalny. Dość regularnie czytuje felietony Ziemkiewicza w „Rzepie”, „Gazecie Polskiej” i na Interii – i poczucie, że to już gdzieś czytałem miałem dość rzadko. Z drugiej strony dopychanie książki do standardowego rozmiaru przedrukiem wywiadów prasowych to jednak odcinanie kuponów jest. No i miałem nadzieję, że będzie to bliższe abecadłu Kisiela, czyli więcej będzie smakowitych personaliów. Ze spotkań z Ziemkiewiczem na żywo wiem że ma dość szeroką wiedzę na temat znanych osobistości warszawki i umie ją bardzo barwnie sprzedać. No cóż, pewnie w gronie kilkunastu prywatnych osób można sobie pozwolić na więcej niedyskrecji niż można zaryzykować w druku – zwłaszcza jak się chce jeszcze potem mieć gdzie publikować a i czasem program w telewizji poprowadzić. Mam nadzieję że takie abecadło Ziemkiewicza jeszcze powstanie, ale pewnie kiedy będzie on bliski wieku Kisiela w chwili gdy powstawało jego abecadło. W sumie „w skrócie” daję 5-
 
„Prawem wilka” Szczepana Twardocha to zbiór czterech opowiadań, więc wypada o nich wspomnieć osobno:
 
„Bondahsittwa” to dla mnie wielki zawód. Kusił atrakcyjną tematyką oplecioną wokół „żołnierzy wyklętych”. Niestety potencjał tematu został w znacznej mierze zmarnowany, bo w opowiadaniu niewiele się dzieje i całe strony służą głównie popisywaniu się autora znajomością egzotycznych nazw i rytuałów. Mimo wszystko plus za tematykę i za występowanie kilku bohaterów „mojej bajki”: od Józefa Franczaka „Lalka” po barona Ungern von Sterna. W sumie 3+
 
„Żywot i śmierć Św. Felicjana” to fajna, rozrywkowa opowieść o nieprzyjemnej przygodzie jaka spotkała pewnego esbeka. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że wcześniej czytałem „Przemienienie” tegoż autora. „Żywot…” wydaje się recyklingiem motywów i postaci użytych wcześniej w tej powieści – lub powieść była recyklingiem postaci z opowiadania. W tym przede wszystkim głównego bohatera. Jak ktoś nie czytał „Przemienienia” to mu się spodoba bardziej, ale ja daję 4
 
„Maniera Tennebrosa” z kolej razi mnie swoim onirycznym, a w istocie manierycznym, klimatem. Jest to zamierzony zabieg autora, tyle że mi po prostu takie pisanie nie odpowiada. Ciekawostką jest pojawiające się na kartach opowiadania alter ego Tomasza Gabisia (o ile dobrze rozszyfrowałem). Ale w sumie daję 3-
 
„Rondo na maszynę do pisania, papier i ołówek” wydaje się powielać wady poprzedniego opowiadania – klimat lekko oniryczno-manieryczny, w dodatku namieszana koncepcja formalna (dzieje się w dwóch planach czasowych jednocześnie). Ale to wszystko w dokładnie odmierzonych proporcjach, wszystko jest na swoim miejscu, tak że całość jest po prostu ge-nial-na. Daję 6 i dla tego jednego opowiadania warto kupić cały tomik (chyba że ktoś trafi „Rondo…” w innym miejscu, było już publikowane).
 
„Rozmowy polskie 1995-2008” to zbiór rozmów z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Może zacznę od wad. Rymkiewicz ma dla mnie taką „wadę”, że oprócz tego że jest eseistą, autorem „Wieszania” i „Kinderszenen” to jest przede wszystkim poetą, historykiem i teoretykiem literatury. Oczywiście Rymkiewicz nic tu nie winny, ale ja nic na to nie poradzę że są to tematy, które mnie interesują średnio – a zwłaszcza we wcześniejszych wywiadach pojawiają się często. Te części mnie znudziły, ale to, zaznaczam, prywatna perspektywa. Im jednak dalej tym lepiej, wywiady krążące wokół „Wieszania” i „Kinderszenen” oraz bieżącej polityki są przesmaczne. Znajduje się w zbiorze ten słynny wywiad – dla mnie najważniejszy wywiad ostatnich lat – w którym padają słowa o Jarosławie Kaczyńskim, który ugryzł w dupę żubra. Mnie osobiście najbardziej zainteresowało obserwowanie ewolucji poglądów Rymkiewicza jaka zaszła przez te trzynaście lat oraz mojej własnej ewolicji na tym tle. W 1995 w mało czym bym się z nim zgadzał a teraz zgadzam się w prawie wszystkim. Z innego punktu wyjścia i inną drogą doszedłem niemal w to samo miejsce. Ciekawym smaczkiem jest demonstrowana w kilku miejscach całkowita ignorancja Rymkiewicza w temacie współczesnej popkultury. Oceniając książkę jako całość daję 5-
 
No i wreszcie samo „Kinderszenen” tegoż autora, książka czytana przeze mnie „od końca” to znaczy w ponad rok od wydania i ze świadomością i znajomością debaty, którą wywołała. Obiecywałem sobie czytelniczą ucztę i się nie zawiodłem. Przede wszystkim w tak „oklepanym” literacko temacie jak ostatnia wojna wreszcie ktoś napisał coś oryginalnego (przynajmniej dla mnie, więc może coś wcześniej przeoczyłem, nie jestem literaturoznawcą). Co więcej jest to książka która urzekła mnie swoim pięknem. Oczywiście nie takim pięknem jakie nam się kojarzy na pierwszy rzut oka z tym słowem – nie łatwym pięknem fregaty pod żaglami czy koni w galopie. Przewrotnym, okrutnym pięknem mordu i pożogi, walki tak zażartej, że mało brakowało a powstańcy by się z Niemcami gryźli i szarpali pazurami. Już sam Rymkiewicz zwracał na to uwagę i ja zdecydowanie tu się z nim zgadzam że takie np. walki o ruiny katedry św. Jana, nawet abstrahując od racji moralnych walczących stron, niosły w sobie groźne, przerażające wręcz piękno – coś jak widok sczepionych ze sobą, walczących na śmierć i życie tygrysów.
 
Dalej idąc „Kinderszenen” jest podróżą do zupełnie innego pojmowania polskości niż to, do którego przyzwyczajeni jesteśmy obecnie. Patriotyzmu tak skrajnego, że każe on nie tylko bić się o Polskę jako taką, jako bliżej niesprecyzowaną ideę – ale też każe bić się (i umierać) za każdy kawałek tej Polski, za schody na chór w katedrze św. Jana czy jeden pokój w Wytwórni Papierów Wartościowych. Ten obraz też urzeka swoim szaleńczym pięknem – obraz Polaków, którzy tak ukochali Polskę że sczepili, się wryli w nią wręcz fizycznie. Że każdy kto przyszedł zabrać choćby najmniejszy jej kawałek musiał go wyrwać ze zaciśniętej pięści stygnącego trupa Polaka.
 
Ale ta książka jest nie tylko o wojnie i o Polsce. Przede wszystkim jest o życiu, czyli o wszystkim. Działa jak granat wrzucony przez Niemca do piwnicy pełnej rannych – bryzga wokół krew i latają flaki naszych dotychczasowych schematów myślenia, przyzwyczajeń i złudzeń. Zanurzamy się w świat straszy, ale zarazem piękny a nawet wesoły – ale nietypowym pięknem i nietypową wesołością. Świat opuszczony przez Boga, świat w którym sensem życia jest masakra – ale w którym zarazem człowiek potrafi przekroczyć siebie i sięgnąć po wielkość. Kto wie czy nie świat prawdziwszy – w sensie dotykania sedna istnienia – od tego, który nas otacza.
 
Jeżeli fascynacji ulec mogłem ja - stary polityczny realista, żeby nie powiedzieć cynik, ideowy wychowanek krakowskich stańczyków – to możliwość jest tylko jedna. Ta ksiązka jest fascynująca. 6+

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura