Ostatnio z rosnącym zainteresowaniem obserwuję ropoczętą wyjątkowo wcześnie kampanie wyborczą przed wyborami prezydenckimi w USA. Jak sobie pomyślę, że ja też miałbym prowadzić kampanię przez dwa lata to włos się jeży na głowie. Rozwód gwarantowany (żona ledwo wytrzymuje miesiąc kampanii a co dopiero dwa lata), ważyłbym -20 kilo (w czasie ostatniej schudłem 5 kilo w miesiąc) o bankructwie nie wspominając. W Ameryce wszystko jest większe, nawet kampanie wyborcze.
Powodem tak wczesnego startu jest wyjątkowa otwartość wyścigu. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat nie startuje aktualny prezydent ani wiceprezydent. Po obu stronach każdy nosi buławę w plecaku.
Tym bardziej, że większość front-runners (prowadzących w sondażach) nie odpowiada twardym elektoratom swoich partii (a te decydują w prawyborach). Czołowi kandydaci republikańscy są światopoglądowymi centrystami (Guliani wręcz liberałem), a aktywiści Starej Dobrej Partii to betonowi konserwatyści w kwestiach takich jak aborcja czy małżeństwa gejów. Z kolej wielu Demokratów, będących w polityce od kilku lat w pewnym momencie popierało wojnę w Iraku (bo była wówczas popierana przez wszystkich, a kto był przeciw mógł uchodzić za zdrajcę) - podczas gdy u działaczy przeważają nastroje radykalnie anty-wojenne.
Tak więc czarne konie mają pole do popisu. Wszyscy pamiętają, że John Kerry w pierwszych sondażach miał kilka procent, by ostatecznie o mało nie wygrać.
Moje sympatie są oczywiście po stronie Republikanów, ale tak jak wielu z nich mam problemy z wybraniem sobie odpowiedniego kandydata. W sondażach prowadzi trzech centrystów - senator John McCain, były burmistrz Nowego Jorku Rudy Guliani i były gubernator Massachusetts Mitt Romney.
Wszyscy mają w biografii piękne karty, zasługi i sukcesy. Np. McCain jest bohaterem wojennym, Guliani zwalczenie przestępczości w Nowy Jorku i 9/11 a Romney sukcesy w zarządzaniu stanem i organizacją zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City. Niemniej żaden z nich nie odpowiada mojemu profilowi ideowemu. Guliani na polskie warunki to w wielu kwestiach jest na lewo od PO (np. popiera małżeństwa gejów i dopuszczalność aborcji), McCain z kolej popierał podwyżki podatków i dopóki nie zobaczył szansy na partyją nominacje zajmował wyraźnie lewe skrzydło. Romney to ta sama historia co Guliani, tyle że ostatnio wykonał taktyczny zwrot na prawo.
Tak, że na razie trudno się zdecydować. Na dziś jestem za tym panem.


Komentarze
Pokaż komentarze