Znów przetoczył się przez kraj - a przede wszystkim media - różowo-serduszkowo-kiczowaty potwór pod nazwą walentynki.
Ja generalnie nie cierpię świąt, które nie są wolne od pracy. A walentynek to już szczególnie jako tworu wyraźnie obcego i jakiegoś takiego debilnego w treści. Już nawet pomińmy, że tradycyjnym świętem zakochanych jest prasłowiańska noc Kupały, zaadoptowana przez chrześcijaństwo jako noc Świętojańska.
Najważniejsze, że przecież te wszystkie serduszka, róże itp. to, jeżeli spojrzeć na nie chłodnym okiem, gigantyczna erupcja kiczu, infantylności i w ogóle wszystko to takie milusie, że aż cytując klasyka: rzyg, rzyg, rzyg.
To swoją drogą ciekawe czemu święto zakochanych jest w istocie świętem kobiet, przecież ta serduszkowa estetyka jest zdecydowanie kobieca, ewentualnie kobieco-dziecinna. Na walentynki w radiu lecą kobiece piosenki, a do kina chodzi się na kobiece kino - komedie romantyczne.
Ten fenomen rozciąga się szerzej. Jest, niestety ostatnio odżywający, Dzień Kobiet - a nie ma Dnia Mężczyzny. Jest tylko Dzień Chłopaka a i on jakiś rachityczny. Tak samo imieniny czy urodziny, co do których większość facetów ma neutralny zdystansowany stosunek (pomijając oczywiście niedopieszczonych neurotyków, których ostatnimi czasy niestety coraz więcej) i nigdy by im nie przyszło do głowy się obrażać i strzelać focha tylko dlatego, że ktoś akurat zapomniał złożyć życzenia. Spróbujcie natomiast moi drodzy zapomnieć o imieninach kobiety (o urodzinach trzeba pamiętać selektywnie - tzn. pamiętać że są, ale broń Boże nie pamiętać które).
Cóż takiego tkwi w kobiecej płci mózgu, że bardziej łaknie ogólnie pojętego świętowania relacji międzyludzkich?
Poważmy się na radykalne uogólnienie, jak zawsze pełne dziur - ale w para-felietonistycznej formie uprawnione. Oto jeden z wielu przejawów różnicy płci mózgu. Widać po raz kolejny, że mężczyźni to Istoty Faktów i Idei, podczas gdy kobiety to Istoty Wrażeń. Nie, wbrew pozorom nie uczuć. Mężczyźni też kochają, nienawidzą, pragną zemsty, władzy i tak dalej - nieraz mocniej niż kobiety. Dla mężczyzn jednak uczucia są bardziej faktami, a mniej wrażeniami. Mężczyzna jak kocha to kocha i tyle, taki jest obiektywny fakt. Nie musi tego celebrować, akcentować i udowadniać. Uczucie nie spełnione, dla którego spełnienia się dąży (zazwyczaj w formie takiego czy innego zdobycia przedmiotu uczucia) stanowi coś w rodzaju idei - a dla idei mężczyźni gotowi są do daleko idących poświęceń a nawet - o zgrozo - pracowitości. Po czym osiągając spełnienie Idea przekształca się w Fakt, w obiektywny stan rzeczy. Z męskiego punktu widzenia celebrowanie istnienia faktu jest bezsensowne. Przecież nie podchodzimy do krzesła i nie mówimy mu: jesteś krzesłem, istniejesz, i nie siadamy na nim bez potrzeby - i bez tych czynności będzie obiektywnie istniało i nie zniknie samo z siebie.
Do kobiet natomiast fakty dochodzą przez filtr wrażeń. Nie chodzi mi tu o prymitywne "bujanie w obłokach". To się zdarza akurat częściej mężczyznom w pogoni za Ideą. Wręcz przeciwnie "wrażeniowość" kobiet prowadzi do ich większego materializmu. Bo podtrzymywania wrażenia wymaga stałych działań w sferze realnej. Dla mężczyzny abstrakcje, idee, są realnymi bytami. Facet powie, albo nawet tylko pomyśli, że kocha i uznając to za fakt obiektywny przechodzi do realizacji innych idei, lub w tryb wypoczynku. Tymczasem dla kobiety żeby uczucie zaistniało realnie nie może być abstraktem, ale musi się przejawiać stale w formie wrażenia budowanego przez misterną sieć słów i działań. Stąd ogólnie pojęta rozbuchana celebracja stosunków międzyludzkich w tym i różnego rodzaju coraz wymyślniejszych "specjalnych okazji".
Ja nie ganię ani nie chwalę, tylko opisuję.
A wracając do tematu walentynek, to z ich okazji kupiłem żonie odkurzacz, bo stary się zepsuł. Zrewanżowała mi się ciastkiem. Walentynki obydwoje mamy w głębokim poważaniu, stąd tak oryginalne prezenty. Bo, oczywiście będąc 100% kobietą, jest przede wszystkim moją żoną i dobrze się dobraliśmy :)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)