W mediach mała aferka z powodu wypowiedzi ministra Szczygło o prezydencie Wałęsie. Szczygło ma talent do przekazywania trafnych treści w krótkich żołnierskich słowach.
Pamiętam jak pół roku temu wybuchła afera "taśmowa". W TVN24 relacja na żywo z miasteczka namiotowego pod Sejmem, nocne konferencje prasowe, no w ogóle dziki szał. Łączenie z kancelarią prezydenta. A tam zupełnie spokojnie ówczesny szef kancelarii a obecny minister Szczygło mówi: "Politykom opozycji marzy się powtórka lewego czerwcowego. Ale tym razem nikt tych panów nie zaprosi do pałacu po ministerialne nominacje." (cytat z pamięci)
Po obecnych słowach Szczygły wybuchła burza w szklance wody a dyżurne autorytety zapieniły się w świętym oburzeniu. Ja na własne oczy widziałem w telewizji Jana Rokitę, który zrugał Szczygłę. Zrugał obrażając własną inteligencję, bo nie za to że Szczygło nie ma racji i Wałęsa był dobrym prezydentem i znakomicie realizował ideały Solidarności - nie, główny zarzut Rokity polegał na naruszeniu hierarchii dziobania. Jak taki Szczygło w ogóle śmie skrytykować taką wielką postać jak Wałęsa.
Ano śmie i ja też śmiem mimo że znaczę jeszcze mniej od ministra Szczygły. Nawet jeżeli założymy, że Wałęsa jest Wielką Postacią Historyczną to nie znaczy że nie można o jego roli w najnowszej historii Polski dyskutować i wyrażać w tej sprawie opinii.
Lata 90-92 to było nasze polskie 5 minut. Okres politycznej koniunktury tak znakomitej, że podobnej pewnie nie dożyje nawet piszący te słowa. Polska była na całym świecie uważana za lidera przemian. Sam Wałęsa był ikoną światowej popkultury na miarę Mandeli i księżnej Diany. Po rozpadzie ZSRR Rosja była w czasie wielkiej smuty zajmując się głównie swoimi wewnętrznymi problemami. W kraju układ postkomunistyczny miał poczucie własnej klęski i ani nie marzył o powrocie do władzy. Społeczeństwo pamiętało jeszcze jak wyglądało życie za PRL, więc zdolne było dać nowej władzy duży kredyt zaufania i zaciskać pasa.
To wówczas można było raz na zawsze zniszczyć postkomunistów. To wówczas można było przeprowadzić śmiałe reformy gospodarcze, na które obecnie nigdy nie będzie społecznego przyzwolenia.
I to wówczas popełniono błędy, które zaważyły o losach Polski na następne kilkanaście lat. Przeprowadzono reformy gospodarcze w taki sposób, że jej koszty ponosiła większośc społeczeństwa, a korzystała PRLowska elita władzy. Zablokowano lustrację i dekomunizację. Dopuszczono do uwłaszczenia postkomunistycznych elit. itp. itp. itp.
Wówczas można było dokonać przełomu. Szansa została zmarnowana. Oczywiście Wałęsa nie jest tu jedynym winnym. Premierem pierwszego niekomunistycznego rządu był Tadeusz Mazowiecki. Głównym ideologiem III RP był Adam Michnik. Im też należałoby sie kilka słów od ministra Szczygły.

Na razie jednak zostańmy przy Wałęsie. W 1990 roku było juz widać, że szansa na przełom w Polsce wymyka się z rąk. Że zamiast wykorzystać okazję do dobicia postkomunistycznej hydry, "rycerze Okrągłego Stołu" hydrę leczą i przywracają do życia.
Wówczas Wałęsa startował pod hasłem przyspieszenia, pod hasłem dokonania przełomu. Pod takim hasłem wygrał, po to wygrał. Po czym z miejsca przystąpił do odwlekania pierwszych w pełni wolnych wyborów, do wzmacniania lewej nogi, do zwalczania ludzi, którzy go do prezydentury wynieśli - a za swoich sojuszników uznał środowiska powiązane z PRLowskimi służbami specjalnymi z niejakim Mieczysławem W. na czele. Ostatecznym, odbierającym wszelkie złudzenia, akcentem był "lewy czerwcowy". Wałęsa stanął na czele koalicji postkomunistów i michnikowszczyzny w celu zablokowania lustracji i obalenia rządu który był trzecim rządem niekomunistycznym, ale dopiero pierwszym rządem antykomunistycznym.
Nie jest przypadkiem, że te same środowiska które w 1990 odsądzały Wałęsę od czci i wiary i przedstawiały jako debila, prostaka, radykała z nożem w zębach, antysemitę i zagrożenie dla polskiej demokracji - obecnie ze świętym oburzeniem bronią Wałęsy jako wielkiego autorytetu.
Abstrahując więc od roli Wałęsy w obaleniu komuny - to temat na osobną dyskusję - swoją prezydenturą Wałęsa zdradził ludzi którzy na niego głosowali i którzy dla niego pracowali w 1990 roku. Należy do grona kilku osób najbardziej osobiście odpowiedzialnych za zrobienie z Polski kraju realnego postkomunizmu.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)