Po ostatnim poście na temat Wałęsy, który wzbudził gorące emocje i pobił rekord ilości komentarzy na moim blogu, pora na chwilę wytchnienia i powrót na nasze gdyńskie podwórko.
Poświęciłem pare chwil na analizę zgłoszonych kandydatów do rad dzielnic i generalnie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
W czterech dzielnicach zgłoszono mniej kandydatów niż jest miejsc w radzie.
W kilku innych kandydatów jest dokładnie tyle, ile osób liczy rada.
W przytłaczającej większości pozostałych liczba kandydatów przekracza liczbę miejsc do obsadzenia o góra kilka osób.
Tak więc ilość rad, w wyborach do których będzie panowała realna konkurencja można policzyć na palcach jednej ręki pijanego pracownika tartaku.
Ludzie (kandydaci) głosują nogami, pewnie zagłosują też nogami w trakcie wyborów jak zwykle je bojkotując.
Najwyższy czas na zmiany, bo inaczej w następnej kadencji rady wymrą śmiercią naturalną. Albo miejmy odwagę je zlikwidować. Tertium non datur. Czy koledzy radni miasta mnie słyszą?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)