W ostatnich dniach, czy może już tygodniach, obserwować możemy objawy możliwej zmiany sojuszy na prawicy. Media Ojca Rydzyka zaczęły chwalić LPR. To że przy okazji ganić PiS to małe piwo, prędzej czy później wzajemne picie z dziubków musiało się skończyć. Ale poparcie dla LPR jest iście kopernikańskim przewrotem.
Oczywiście przeciętny konsument medialnej papki a'la Lis i Wojewódzki Giertycha i Rydzyka wymienia na jednym oddechu. W demoliberalnej narracji obydwaj robią za "jądro ciemności". Z rolami rozpisanymi na okrutnego ale nieco tępego Frankensteina i śliskiego, podstępnego, pociągającego zakulisowo na sznurki Sarumana - niemniej funkcjonują zazwyczaj w tandemie.
Oczywiście nie tylko te czarne obrazki ale i rzekoma bliska współpraca były wyssane z palca. Wsparcie Radia Maryja dla LPR w istocie było dość krótkotrwałe i zasadniczo skończyło się w pare miesięcy po wyborach w 2001 roku. Prawdopodobnie na tle osobistych animozji i niemożliwości pogodzenia ambicji Wielkiego Romana i Ojca Dyrektora. Od tej pory LPRowi nieraz dostawało się niemiłosiernie na łamach "Naszego Dziennika" oraz na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam. Środowiska około-radiowe nie ustawały w próbach zmontowania politycznej alternatywy dla LPR - by wspomnieć na przykład "Dom Ojczysty" i "Razem Polsce".
Kto dziś pamięta te ugrupowania? Ojciec Dyrektor okazał się nie być aż tak potężnym politycznym demiurgiem jak się niektórym wydawało. Ostatnie kilka lat pokazuje, że o ile poparcie Radia jest wartościowym nabytkiem dla partii prawicowych, o tyle środowiska "radiowe" nie są wstanie wygenerować samodzielnego bytu politycznego. Mam z resztą teorię dlaczego, ale zostawie sobie jej opisanie na oddzielny post.
W zaistniałą pustkę weszło PiS, ze swoim programem praktycznego, pragmatycznego konserwatyzmu. I tu, z mojego punktu widzenia, Ojciec Rydzyk okazał się mądrością i przenikliwością Dostrzegł, że jeżeli chce się cokolwiek w polityce osiągnąć, to trzeba czasem pójść na kompromis. PiS nie jest partią ideologicznego narodowo-katolickiego monolitu - ale za to jest partią zdolną wynieść agendę społecznego konserwatyzmu z poziomu publicystycznego na poziom realnie wprowadzanego w życie progamu politycznego. Od początku widać było, że nie ze wszystkim i wszystkimi w PiS jest Radiu Maryja po drodze i vice versa - ale istnieje ogromne pole wspólne. Dekomunizacja, rozliczenie afer III RP, sprzeciw wobec demoliberalnej ofensywy światopoglądowej i promowanie tradycyjnych wartości były tym Paryżem który dla obu stron był warty mszy.
Niestety na polskiej prawicy krążą od dawna dwa bardzo szkodliwe bakcyle - partyjniactwa i sekciarstwa.
Bakcyl partyjniactwa polega na tym, że "prezes na zagrodzie równy wojewodzie". Prezes polskiej prawicowej partii zawsze bardzo obchodziło, żeby jego ugrupowanie zyskało 3% w sondażach albo dwa stołki więcej - bez względu na to czy prowadzące do tego działania nie wzmocnią na przykład lewicy lub nie spowodują że inna partia prawicowa straci 10% albo upadnie prawicowy rząd.
Bakcyl sekciarstwa polega na tym, że zamiast walczyć z prawdziwym wrogiem czyli przede wszystkim postkomunistami i zamiast koncentrować się na możliwych do osiągnięcia zmianach w polityce państwa - koncentruje się na osiągnięciu 100% doktrynalnej czystości i licytuje się w radykalizmie i słuszności poglądów, choćby przy okazji zrażało się większość społeczeństwa tak, że nigdy nic z tym słusznych poglądów nie będzie można wprowadzić w życie. A co za tym idzie walczy się głównie z politycznymi przyjaciółmi, u których wytropiono jakieś, choćby minimalne, odchylenie od wzorca z Serves ideologicznej czystości.
Sprawności politycznej Jarosława Kaczyńskiego zawdzięczamy, to, że w Polsce prawica jest postrzegana jako sprawna politycznie machina. Ale przecież jeszcze kilka lat temu prawica była u nas synonimem zbiorowiska kilkunastu marginalnych i wiecznie żrących się między sobą kanap.
Bakcyle partyjniactwa i sekciarstwa nigdy nie zostały jednak wyleczone do końca a po wyborach w 2005 roku ich głównym roznosicielem na prawicy stał się Roman Giertych. Przez pierwszych kilka miesięcy po wyborach atakował głównie - i to zajadle - PiS, przez co na przykład rozleciał się pakt stabilizacyjny. Osiągnął w końcu sukces tzn. załatwił swojej partii pare stołków w rządzie. Program rządu się od tego nie zmienił, bo i wcześniej i później był właśnie programem realnego, pragmatycznego konserwatyzmu i patriotyzmu. Był to więc sukces Giertycha wyłącznie w kategoriach partyjnych, a nawet partyjniackich.
To, że tego rodzaju działania nie przynosiły upragnionej zwyżki LPR w sondażach zawdzięczać można po pierwsze przebijającemu z owych działań cynizmowi (werbalny radykalizm i ocena PiS przez Giertycha wykazywały fluktuację skorelowaną z wolą PiS na dopuszczenie go do rządzenia.), a po drugie bardzo rozsądnej postawie Ojca Rydzyka, który nie dawał się wciągnąć pułapkę sekciarskiego radykalizmu na usługach partyjnego interesu LPR.
Przyczajony Giertych jednak nie porzucił swoich marzeń o wielkim LPR i czekał na stosowną okazję. Okazją stała się afera wokół nominacji biskupa Wielgusa, która spowodowała pewne poróżnienie Ojca Rydzyka i braci Kaczyńskich. Drzwi się uchyliły, a nogę w nie wstawił ochoczo Giertych. Ową "nogą" okazał się projekt zaostrzenia uregulowań konstytucyjnych odnośnie aborcji i eutanazji.
Żeby była jasność w tych kwestiach sam jestem katolickim fundamentalistą i akurat w sprawie aborcji raczej bliżej mi do poglądów Marka Jurka niż Przemysława Gosiewskiego.
Nie można jednak mieć złudzeń. Tak na prawdę w całym zamieszaniu chodzi o obronę życia... politycznego Ligi Polskich Rodzin. Giertych w obronie bytu i dążeniu do sukcesu swojej partii uderza - po sekciarsku - w ugrupowanie politycznie pokrewne czyli PiS. Nie obchodzi go w ogóle, że głoszone przez niego radykalne rozwiązania nie mają żadnych szans na konstytucyjną większość w Sejmie. Że w istocie w ten sposób topi jedyną realną możliwość zwiększenia ochrony życia, poprzez zabezpieczenie konstytucyjne rozwiazań obecnej ustawy. Nie wspominając już o tym, że wzmacnia proaborcyjnych radykałów po drugiej stronie i odwraca uwagę opinii publicznej od taśm Oleksego, które przy dobrym nagłośnieniu mogłyby zupełnie pogrążyć postkomunistów. Ważne żeby LPR znów miała 10 a nie 3%. I wielka szkoda że tym razem Ojciec Rydzyk daje się łapać na partyjniacką rozgrywkę Giertycha.
Juz kiedyś w Polsce Liga Polskich Rodzin miała 15% procent i wyprzedzała PiS. Były to wybory do Europarlamentu. Przypominijmy, że wygrała je wówczas PO z 24% a partie obecnego LiD uzyskały łącznie 22%.
Tylko tak się może to skończyć - droga do sukcesiku LPR wiedzie po trupie PiS. PiS silne, również poparciem elektoratu narodowo-katolickiego, ze zmarginalizowaną LPR, ma szansę skutecznie zawalczyć z obozem postkomunistycznym i demoliberalnym. PiS słabe, uwiązane przez ciągłą konkurencję z silną LPR o zdecydowanie prawicowy elektorat, nie jest w stanie przyciągnąć wyborców z poza tego elektoratu i w konsekencji oddaje pole PO i SLD.
Ludzie o twardych prawicowych poglądach, w tym słuchacze Radia Maryja, powinni pamiętać, że nie walczą o ochronę życia ludzkiego tylko o ochronę życia politycznego LPR. Że radykalizm w kwestii zmian konstytucji w istocie służy skłóceniu i zmarginalizowaniu prawicy i długim latom rządów PO i SLD.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)