Działo się to dnia 28 marca roku pańskiego 2007. A dzień ów pamiętany będzie w Gdyni po wsze czasy. Spadł grad jak kurze jaja, krowy dawały zsiadłe mleko, Chylonka spłynęła krwią, a klub Samorządności nie we wszystkich sprawach głosował jednomyślnie.
Oczywiście nie to, żeby rada podjęła jakąkolwiek decyzję inną niż nakazana przez Urząd. Co to, to nie, aż taka historyczna to ta sesja nie była. Niemniej lepszy rydz niż nic.
Oczywiście najważniejszym newsem dla mediów nie było to, kto na sesji był, tylko to, kogo nie było. A nie było Jacka Milewskiego, czyli jeszcze do niedawna Jacka M.
W całej sprawie, od samego aresztowania, opozycja wykazywała daleko idący rozsądek i dobrą wolę. Pan Milewski był przez wiele lat bliskim współpracownikiem Prezydenta Szczurka i jedną z ważniejszych osób w Samorządności. Ten bezsporny fakt, w połączeniu z aresztowaniem, mógłby stać się bogatą pożywką dla różnych insynuacji. W niejednym mieście opozycja rzuciłaby się na temat jak sępy na padlinę, aż by w mediach fruwały flaki. W Gdyni nic takiego nie miało miejsca. Opozycja nie ferowała pochopnych wyroków, wykazując maksimum dobrej woli i cierpliwości. Ta dobra wola i cierpliwość mogłaby zostać wystawiona na bardzo poważną próbę, gdyby pan Milewski po wypuszczeniu z aresztu chciał złożyć przysięgę i objąć mandat. Na szczęście podjął mądrą i dojrzałą decyzję o absencji na sesji.
Proszę mnie dobrze zrozumieć. Jestem jak najdalszy od oceniania Jacka Milewskiego jako człowieka, czy jako prezesa Arki. Za wręcz śmieszną uważam sytuację ogólnopolskiej nagonki na Arkę, jako na głównego (a może jedynego) winnego korupcji w polskiej piłce. Nie przesądzam czy, kto i czemu jest winny – bo od tego jest właściwy sąd. To wszystko prawda, ale… ale politykowi, również lokalnemu, stawia się wyższe wymagania niż zwykłemu obywatelowi. Zwykły człowiek jest niewinny, dopóki nie zostanie skazany. Z życia politycznego powinno eliminować już poważne podejrzenie. A podejrzenie poparte ponad dwudziestoma zarzutami prokuratorskimi należy traktować poważnie.
Proces, wraz instancjami odwoławczymi, będzie prawdopodobnie trwał latami. Dlatego korzystając z tego miejsca chciałbym zaapelować do pana Jacka Milewskiego o podjęcie drugiej mądrej i dobrej dla Gdyni decyzji – o złożeniu mandatu. Nie ma powodu, aby blokować mandat powodując, że dla gdynian pracuje jeden radny mniej niż powinien. Następny na liście Samorządności, Andrzej Bień, z pewnością będzie wartościowym radnym. A dla samego Jacka Milewskiego, w razie oczyszczenia z zarzutów, przyjdzie czas sprawiedliwej oceny przez mieszkańców w następnych wyborach.
Przechodząc do merytorycznej zawartości sesji, muszę odnotować dogrywkę w sprawie biletów – tym razem na tramwaj wodny. Prezydent Szczurek, sam doktor nauk prawnych, nie wykazał się empatią wobec kolegów po piórze, dążących dopiero do osiągnięcia swoich stopni naukowych. Ulgowe bilety na statek nie dla doktorantów. Co się będą po jakichś Helach rozbijali, lepiej niech siedzą w domu i piszą te doktoraty. A z drugiej strony – kilka wpływowych gazet, w tym ta najbardziej wpływowa, od jakiegoś czasu wieści nadchodzący rzekomo „bunt wykształciuchów”. Być może, w odwecie za gnębienie doktoranckiej braci, skieruje się on również przeciw władzom Gdyni?
Kolejnym punktem wzbudzającym emocje był projekt zmian w miejskim regulaminie porządkowym. Poszło o obowiązek smyczy i kagańca dla psów ras uznanych za agresywne. Ja osobiście byłem przeciwko, głównie dlatego, że jest to działanie pozorne. Aby skutecznie egzekwować nowe przepisy, trzeba by w straży miejskiej zatrudniać samych specjalistów kynologów. Ocena rasy na pierwszy rzut oka to, zwłaszcza w wypadku ras nieco bardziej egzotycznych, naprawdę wyższa szkoła jazdy. W wypadku mieszańców ras agresywnych (również objętych nakazem), w grę wchodzą już badania DNA w celu ustalenia przodków. Tak naprawdę zagrożeniem dla ludzi są psy bezpańskie, psy biegające bez kontroli właściciela, bez kagańców – idę o zakład, że niemal co do jednego kundle. Są to sytuacje niezgodne z już istniejącą regulacją, sytuacje do których nowelizacja w ogóle się nie odnosi. No, ale władze miasta pochyliły się z troską nad problemem, uchwaliły co uchwaliły, a że nic z tego w rzeczywistości nie wyniknie większości radnych specjalnie nie przejęło.
Dla utrzymania napięcia, po wyrzuceniu za burtę doktorantów i ataku psów-morderców, przejdźmy do jaskini hazardu. Jaskinia ta wkrótce mieścić się będzie w rodzinnym centrum rozrywki w Gemini. Ach te wspomnienia z dzieciństwa: wspólne wyjście do kina, kręcone lody w polewie czekoladowej, zabawa mikołajkowa, tatuś przegrywający nasz dom w ruletkę. Tak, tak, łezka się w oku kręci.
Jak wiadomo, hazard może być nałogiem równie destrukcyjnym jak alkoholizm czy narkomania. Co roku staje się przyczyną tragedii wielu rodzin. Wiele przestępstw popełnionych zostało z powodu hazardowych długów. Nie bez powodu ustawodawca dał radom gmin uprawnienie do akceptowania (lub nie) lokalizacji kasyn, a ogólnopolskim zwyczajem jest umieszczanie ich w hotelach. Hazard nie jest niewinną rozrywką, taką jak wyjście do kina czy na lody. Jeżeli dorosły człowiek chce sobie pograć w ruletkę, pokera czy jednorękiego bandytę – jego sprawa. Ale oddanie się tego rodzaju rozrywce powinno być przemyślaną, świadomą decyzją, a nie przypadkowym wpadnięciem sobie ot tak, żeby zabić czas oczekiwania na film. A już z pewnością dzieciństwo nie powinno upływać na oczekiwaniu, kiedy wreszcie będę mógł pójść do tego fajnego kolorowego pokoju w którym bawią się dorośli.
Tego rodzaju argumenty prezentowały oba kluby opozycyjne, komisja zdrowia i o mały włos komisja strategii i polityki gospodarczej (w opiniowaniu kasyna był tam remis). Za kasynem jednomyślnie głosowała komisja bezpieczeństwa. Sam byłem na tej komisji i głosowałem za. Muszę powiedzieć, iż głównie w wyniku tego, że był to ostatni punkt długiego posiedzenia i przeszedł niezauważony, nie wzbudzając żadnej dyskusji. Trzech z siedmiu członków komisji po głębszym zastanowieniu i przedyskutowaniu sprawy na sesji zagłosowało przeciw. Refleksja napadła jednak również członków klubu Samorządność, którzy na komisjach głosowali przeciw kasynu – na sesji byli już za. Jedynie radna Reszczyńska wstrzymała się od głosu. Kasyno w Gemini więc będzie, choć stosunek głosów 12-9-1 był jak na razie najgorszym spośród wszystkich głosowań nad uchwałami popieranymi przez układ rządzący.
Wracając do wątku historycznego rys na monolicie Samorządności - poza radną Reszczyńską, drugą ryską ( a chronologicznie pierwszą) był wiceprzewodniczący Jerzy Miotke, który w sprawie planu zagospodarowania przestrzennego fragmentu Pustek Cisowskich nie tylko głosował przeciw – ale nawet zabrał głos z trybuny wzywając do innego głosowania niż rekomendował urząd.
Na sam koniec miało miejsce wystąpienie mojego klubowego kolegi Pawła Stolarczyka – kto wie, czy nie najważniejsze na całej sesji. Zaapelował on mianowicie do prezydenta Szczurka o powołanie zespołu do spraw oszacowania strat Gdyni w czasie II wojny światowej. To bardzo ważna i cenna inicjatywa. Swoje straty oszacowała już m.in. Warszawa, Gdynia powinna pójść w ślady stolicy. Tego rodzaju opracowanie miałoby ogromny walor edukacyjny, jak również praktyczny, dla odpierania mnożących się roszczeń byłych niemieckich właścicieli. Następnie kolega Stolarczyk zaapelował, aby z okazji 62. rocznicy wyzwolenia Gdyni uczcić minutą ciszy gdyńskie ofiary II wojny światowej. I tu niestety miały miejsce dwa zgrzyty. Po pierwsze: w apelu zabrakło mi stwierdzenia oczywistego faktu, że 62 lata temu nie miało miejsce żadne wyzwolenie, tylko zamiana jednej okupacji na drugą. I że wśród gdyńskich ofiar II wojny światowej powinniśmy również uczcić pamięć ofiar mordów i gwałtów dokonywanych w 1945 roku przez żołnierzy Armii Czerwonej. A drugim zgrzytem była wypowiedziana głośno dokładnie w tym samym czasie przez jednego z radnych kąśliwa uwaga pod adresem pani senator Arciszewskiej-Mielewczyk. Panią senator można lubić lub nie, a pożartować na radzie to czasem nawet trzeba – ale chwila, kiedy przewodniczący właśnie próbuje ogłosić minutę ciszy dla uczczenia ofiar, nie jest do tego najlepszym momentem. Nazwisko radnego przemilczę, bo to skądinąd sympatyczna i porządna osoba, więc myślę że był to tylko niezamierzony wypadek przy pracy.
Więcej grzechów nie pamiętam.
PS. Ponieważ kolega Bzdęga w swoim „trzecim oku” wystawia cenzurki (w tym bardzo pozytywną dla mojej skromnej osoby – dziękuję za uznanie) więc i ja pokuszę się o coś podobnego, ale zarazem nieco innego. Otóż postanowiłem od tej pory przyznawać mój subiektywny tytuł radnego miesiąca, dla radnych, którzy wyróżnili się czymś szczególnym na sesji.
Tytuł radnego miesiąca marca otrzymuje…
…
chwila napięcia
…
Jerzy Miotke (oklaski), za zapisanie się w historii rady jako pierwszy członek klubu Samorządności, który wyłamał się z żelaznej dyscypliny.
Wyróżnienia otrzymują:
Paweł Stolarczyk, za bardzo literackie w formie wystąpienie, w którym mówił o sprawach naprawdę ważnych.
Jacek Milewski, za zrozumienie, że nie wystarczy być, a czasem nawet lepiej nie być (obecnym).
Felieton ukazał się jako część "dwugłosu" na stronie Gazety Świętojańskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)