Polska wysłała porządny kontyngent do Afganistanu. Jednocześnie nadal, choć na mniejszą skalę jesteśmy zaangażowani w Iraku. Frajerstwo, co nie? Hiszpanie dawno nawiali, do wycofania przymierzają się Brytyjczycy a my zwiększamy poziom zaangażowania.
Mniejsza już tu o dyskusje na ile jest to opłacalne z punktu widzenia geostrategicznego, polskiego interesu narodowego itp. - bo na takiej płaszczyźnie można dyskutować.
Jak zwykle przy tej okazji dają oto głos pacyfiści. Niestety ideologia ta zatruła umysł współczesnego człowieka. Pokój, pokój, pokój na świecie słychać ze wszystkich stron. Nawet kiedy czasem mi się zdaży trafić w kościele na mszę dla dzieci, podczas której zazwyczaj podchodzą one mikrofonu zgłaszając intencje do modlitwy powszechnej - to na bank musi się pojawić co najmniej jedno dziecię wzywające do modłów za światowy pokój.
I dobrze i na zdrowie. Daleki jestem od zachwytów takiego na przykład Jungera na "stalowymi burzami". Jakoś się nie kontentuję pięknem wojny jako "zderzenia krańcowego porządku organizacji wojskowej z krańcowym chaosem pola bitwy". Pokój to rzecz piękna i oczywiście lepsza od wojny.
Ale na Boga - nie zawsze, nie wszędzie, nie za wszelką cenę (w temacie wojny i pokoju aż roi się od dobrych cytatów, więc może zacznę takim: "My, Polacy, nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę"). A to właśnie proponuje ideologia pacyfizmu i jej wyznawcy. Zawsze i wszędzie protestują przeciw wojnie i zbrojeniom. I dlatego właśnie pacyfiści mają krew na rękach.
Naprawdę gruby to pech, że pacyfizm Neville'a Chamberlain'a został akurat nazwany appeasmentem. A Monachium było właśnie czystym przykładem polityki pacyfistycznej. Może i Hitler to bandyta, no ale przecież nie możemy dopuścić do wojny. Trzeba siąść z bandytą do stołu i się z nim dogadać, pokój jest przecież bezcenny. "Mieli do wyboru hańbę lub wojnę. Wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak" - tak skomentował Churchill i słowa te pozostają aktualne do dziś. Gdybyż, ach gdybyż w 1937 czy 38 państwami zachodnimi rządzili jacyś szaleni podżegacze wojenni typu Busha czy Reagana a nie skończeni pacyfiści - świat byłby o conajmniej kilkanaście milionów trupów do przodu.
Historia uczy nas, że niczego nas nie uczy. Lekcję z Monachium świat przerabiał już wielokrotnie. Ot choćby taki Wietnam. Gdzie najpierw w imię nie eskalowania konfliktu Ameryka krwawiła latami - zamiast jednym zdecydowanym uderzeniem zakończyć wojnę w rok. W międzyczasie gwiazdy amerykańskiej popkultury w imię pacyfizmu zdążyły wbić medialny nóż w plecy swoim własnym żołnierzom. Ostatecznie USA się wycofało, zdradzając swoich sojuszników, zdradzając dziesiątki milionów Wietnamczyków pozostawionych na pastwę komunistycznych zbrodniarzy i bambusowych obozów koncentracyjnych.
Przez całą zimną wojnę na Zachodzie było mnóstwo pożytecznych idiotów gotowych protestować przeciw tym strasznym, agresywnym i prowojennym rakietom i dywizjom US Army (dywizje i rakiety sowieckie były oczywiście pokojowe). Tu na szczęscie pacyfiści nie odnieśli sukcesu. Zachód lepiej lub gorzej ale zawsze utrzymywał wystarczające siły i wolę walki, żeby sowieccy generałowie bali się ryzykować konfliktu. A plany były gotowe. Cała machina Układu Warszawskiego była ofensywna. Stałe rozbudowywane dywizje tylko czekały na sukces zachodnich pacyfistów, na samorozbrojenie Zachodu na tyle aby mozna było się pokusić o zwycięstwo w III wojnie światowej. Bogu dzięki się nie doczekali.
Już Rzymianie wiedzieli, że si vis pacem, para bellum (chcesz pokoju, szykuj się do wojny). Czy też może słowami Kaczmarskiego: "Komu zależy na pokoju, ten zawsze cofnie się przed gwałtem. Wygra kto się nie boi wojen". To są sprawy tak oczywiste, że aż trudno zrozumieć jak pacyfistycznemu amokowi mogą ulegać ludzie skądinąd inteligentni.
A ulegają, ulegają. Czym niby Zachód sprowokował radykalny Islam do ataku na WTC? Ano sprowokował samym swoim istnieniem, tym że ma coca-colę, wolność słowa, chrześcijaństwo i kobiety z odkrytymi twarzami. To my, ludzie Zachodu, zostaliśmy zaatakowani pierwsi. I jaką politykę proponują nam na to pacyfiści? Zamknąć oczy i poczekać aż problem sam sobie gdzieś pójdzie. Taką taktykę to można stosować w przedszkolu, a nie w polityce międzynarodowej.
Nie możemy zamykać oczu na agresję radykalnego Islamu. Może to nie u nas będą wysadzali bomby... Może to będzie dopiero za 50 lat, to ja nie dożyję... Przecież w końcu akurat Polsce nic nie zrobili.... To postawa kolesia który śpi spokojnie, gdy bandyci mordują jego sąsiada. Kiedy bandyci przyjdą do niego, będzie już za późno, będzie zupełnie sam.
Nasi żołnierze w Karbali, Kirkuku i innych egzotycznych miastach tak na prawdę walczą o to, żeby to naszym dzieciom i wnukom nie obcinano głów, nie kamieniowano, żeby to w Pałacu Kultury i w Twin Towers w Gdyni nie były detonowane bomby.
Wojna z radykalnym islamem trwa. Tak na prawdę efekt działań pacyfistów może być tylko jeden. Jeżeli nie będziemy walczyli teraz na ulicach Bagdadu i Kabulu, będziemy musieli za pokolenie-dwa walczyć na ulicach Nowego Jorku, Paryża i Warszawy.
Historia upadku wielkich cywilizacji jest bardzo powtarzalna. Upadały zazwyczaj dlatego, że w ich rozleniwiającym dobrobycie nikomu już nie chciało się kiwnąć palcem dla ich obrony. Bardzo dobrze, że na Zachodzie są jeszcze siły, którym chce się kiwać palcem. Palcem na spuście. I jestem dumny, że w szeregach tych sił, tej (miejmy nadzieję że nie ostatniej) nadziei białych, walczą też żołnierze pod biało-czerwonymi sztandarami.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)