Szczepan Twardoch na swoim blogu umieścił artykuł o braku przemocy w polskim życiu politycznym. Skręcając się z zazdrości nad niedościgłym dla mnie talentem publicystycznym gorąco polecam - kliknij tutaj.
Tekst powstał na kanwie głośnego ostatnio eseju Rymkiewicza "Wieszanie". Na razie nie czytałem (co mam nadzieję nadrobić). W kilku miejscach natrafiałem jednak na wywołane tą książką dyskusje, artykuły itp. I musze stwierdzić że często czytając je mam wrażenie dokładania idealnie pasującego puzzla do moich poglądów. To znaczy, że ja właściwie od dawna tak myślałem, tylko swoich myśli nie domknąłem, nie usystematyzowałem - i teraz ktoś to robi za mnie. Z ust mi to wyjęli.
Bo faktycznie mi też od dawna doskwiera jakaś taka babskość i łagodyzm polskiej polityki. Od patriotyzmu historycznego opartego na wiecznym samobiczowaniu, martyrologii, rzucaniu życia na stos, gloria victis, Polska Chrystusem narodów i tym podobne brednie. Przez sposób w jaki został pół-obalony komunizm i jakie to wywołuje zachwyty, że nie utoczono przy tym ani kropli polskiej krwi (w domyśle krwi komuszej, bo przez pięćdziesiąt lat polskiej polało się niemało) - a ja im jestem starszy tym bardziej mi się podoba wariant rumuński. Po współczesne dążenie żeby wszyscy wszystkim robili na rękę, "pięknie się różnili" ę-ą i bułkę przez bibułkę. Powszeche uwielbienie dla polityków kochających wszystkich i milusich do wyrzygania (jak np. Kwaśniewski w latach świetności czy miłościwie nam panujący Pan Prezydent Szczurek) - gdy ja wolę polityków, którzy nie chcą się podobać wszystkim, z ogniem w oku bronią swoich poglądów a nawet są ostrymi politycznymi graczami i nie maskują tego tonami wazeliny (przykład - Jarosław Kaczyński).
Niedawno poważny kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych senator John McCain w odpowiedzi na pytanie jak rozwiązać problem irańskiego programu nuklearnego zanucił na melodię piosenki Beach Boys - bomb, bomb, bomb Iran. Starsznie brakuje mi takich ludzi i takiego podejścia do polityki w Polsce. Po więcej odsyłam do artykułu Twardocha (i oczywiście książki Rymkiewicza kto będzie miał okazję).


Komentarze
Pokaż komentarze