Od dawna się mówi, że największym wrogiem PiSu jest on sam i nic nie jest w stanie zaszkodzić jego wizerunkowi tak jak sami PiSowcy. Fakt faktem, że wystarczy parę tygodni bez większych awantur i medialnych aferek by notowania PiSu poszybowały w górę.
Ja jednak sądzę, że nie tyle sami PiSowcy szkodzą PiSowi, co wrogowie PiSu mu pomagają. Pomógł Oleksy przyznając szczerze, że w prywatyzacji były przekręty, a postkomuniści to sitwa co miała Polskę w dupie. To jednak mały pikuś w porównaniu z ostatnimi wydarzeniami.
Streszczając program i rację bytu PiS w jednym zdaniu można by powiedzieć, że od czasu okrągłego stołu rządził polską układ postkomunistów, agentów i ludzi przez te środowiska skorumpowanych, który traktował Polskę jak swój prywatny folwark i na jej szkodzie się tuczył. A głównym celem i zadaniem PiSu jest ten układ rozbić.
Oczywiście domorośli psychologowie tezę o układzie zdemaskowali jako obsesję kaczorów. Jaki układ - pytają - skoro przez całą III RP prawica i lewica tak zawzięcie się zwalczały, a przy tym wymieniały się u władzy.
Tymczasem kroi się wokół Kwaśniewskiego antyPiSowski ruch obrony demokracji. W ramach wodowania ruchu właśnie odbyła się konferencja "Europejskie Standardy Demokracji", dzięki której mogliśmy sobie zaobserwować jak to z tą całą sceną polityczną było. Bo oto nagle z Kaczyńskimi chcą wspólnie walczyć prawicowcy i lewicowcy i liberałowie na dodatek. Sami Kwaśniewski, Olechowski, Wałęsa i Mazowiecki to przecież główni antagoniści trzech kolejnych wyborów prezydenckich. I co? Nagle się okazało, że wszyscy są z jednej formacji? Jak ktoś na przykład z całego serca kibicował Wałęsie, który miał w 90 roku rozbić komunę a w 95 powstrzymać postkomunę - ma prawo poczuć się ciężkim frajerem. Właśnie mogliśmy zobaczyć na własne oczy, że tak naprawdę oni wszyscy byli końcami tego samego postkomunistycznego kija. Trzej muszkieterowie III RP: etos, donos i kompromis.
A jacy to ciekawi osobnicy kręcą na zapleczu. Poza gronem dyżurnych pożytecznych idiotów w postaci licznie zgromadzonych aktorów, piosenkarzy i innych bajkopisarzy - mamy i leśniczego Pawła Piskorskiego i znanego obrońcę wolnych mediów Włodzimierza Czarzastego i nawet samegoż Mieczysława Wachowskiego.
Wychodzi na to, że faktycznie rządził nami układ rodem z najbardziej absurdalnych teorii spiskowych. Widać, że ta cała walka polityczna lat 90 to było tak na niby, coby ludność miejscowa miała się czym ekscytować i za bardzo się nie wtrącała w robienie interesów przez kogo trzeba. W obronie tego "dorobku" stają wreszcie w jednym szeregu TW Alek, Bolek i Must. Oficer prowadzący też jest na miejscu. Wszak złośliwe plotki głoszą, że Wachowski nie znalazł się na liście Maciarewicza, dlatego, że ta zawierała tylko nazwiska agentów, a nie etatowych pracowników SB. Obrazu dopełnia zgraja pieczeniarzy w rodzaju Piskorskiego i Czarzastego oraz artystów z objawami ciężkiego przedawkowania "Wyborczej"
Taa, ruch obrony demokracji jak się patrzy. Nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, ale jakby ktoś chciał się wyrzygać to właśnie jest ku temu stosowny moment.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)