Pod dwugłosem na stronie Gazety Świętojańskiej rozgorzała dyskusja na temat czy nasza gdyńska Samorządność jest partią?
Ja oczywiście twierdzę, że jest a Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, że nie jest. Ale oddajmy głos specjalistom:
Maurice Duverger: "partia to wspólnota o określonej strukturze wewnętrznej" PASUJE
Wilhelm Hosbach: "partia to zrzeszenie osób z takimi samymi politycznymi, przekonaniami i celami, które władzę publiczną podporządkowuje ich urzeczywistnieniu" PASUJE
Giovanni Sartori: "partia to taka grupa polityczna, która jest obecna w procesie wyborczym i jest zdolna poprzez wybory wysunąć kandydatów na stanowiska publiczne" PASUJE
Max Weber: "partia to stowarzyszenie oparte na dobrowolnej rekrutacji, którego celem jest zapewnianie w ten sposób szans zdobycia władzy w ramach związku, a aktywnym członkom uzyskanie tą drogą szansy zaspokojenia materialnych i/lub duchowych potrzeb" PASUJE
Sigmund Neumann: "partia to wyodrębniona organizacja aktywnych politycznie aktorów społecznych, którzy są zainteresowani kontrolowaniem władzy wykonawczej i którzy konkurują o poparcie społeczne z inną grupą lub grupami o odmiennych poglądach" PASUJE
Kay Lawson: "partie to organizacje zrzeszające jednostki i pomagające im w zdobyciu wyborczego i pozawyborczego wsparcia społecznego dla przedstawicieli organizacji w sprawowaniu władzy" PASUJE
Anthony Downs: "partia to koalicja osób chcących legalnymi środkami zdobyć kontrolę na aparatem władzy" PASUJE
Oczywiście w Polsce bardzo popularna jest apartyjność i apolityczność, zawsze warto w oczach wyborców odciąć się od tych złych partii, a samemu być z założenia dobrą "apolityczną" i "bezpartyjną" organizacją. Takie są wymogi marketingu politycznego i ja oczywiście mam dla nich zrozumienie. Ale fakty pozostają faktami: Samorządność to lokalna partia.
Jeżeli miałbym ją charakteryzować dalej to jest to partia władzy, ze wszystkimi tego konsekwencjami, partia wodzowska ze wszystkimi tego konsekwencjami z bardzo słabymi formalnymi procedurami i instytucjami za to bardzo silną i skostaniałą hierachią nieformalną. Pod względem ideowym ma charakter nieokreślony, eklektyczny (co i nie dziwi w wodzowskiej partii władzy - zbudowana jest wokół osoby przywódcy i wokół instytucji władzy a nie wokół wspólnoty ideowej) - próbując jednak wyciągnąć wspólny mianownik z realizowanych i deklarowanych poglądów jest partią centrowo-etatystyczną (centrową światopoglądowo, etatystyczną gospodarczo) eksponującą jednak często z przyczyn marketingowych poglądy na prawo od swojego głównego nurtu (coś w rodzaju dawnej Unii Demokratycznej, jeszcze z Hallem i Ujazdowskim w składzie).
EDIT:
S to zawsze była przede wszystkim grupa interesu, grupa powiązana osobistą lojalnością i wspólnymi interesami - nie wspólnotą ideową. Z bardzo określonym programem politycznym - ale tylko na szczeblu lokalnym. Przez pewien czas grupa ta pasożytowała na lokalnych strukturach centroprawicowych partii politycznych (dlaczego "pasożytowała"? gdyż zawsze interes grupy był stawiany ponad interesem danej partii i członek partii należący do grupy zawsze był lojalny wobec kolegów z grupy, a nie kolegów z partii), by ostatecznie utworzyć własną strukturę w postaci Samorządności.
I aczkolwiek to "stowarzyszenie" zajmuje się stricte działalnością partyjną (w przeciwieństwie do zwykłych stowarzyszeń które przy okazji swojej głównej działalności czasem również poprą jakieś rozwiązanie czy osobę w procesie wyborczym) to z przyczyn marketingowym musi pozycjonować się jako coś nowego, innego, obok struktur partyjnych.
Dzieje się tak ponieważ rynek polityczny jest zasadniczo podzielony i wejście na niego - zgodnie ze stanem faktycznym - jako kolejna partia skazuje na bardzo trudną walkę o każdy ułamek elektoratu. Natomiast przeniesienie dyskursu na inną, wirtualną płaszczyznę "obywatelskości", pozwala na ucieczkę do przodu, na stworzenie nowego mianownika podziału elektoratu przy którym to z kolej S jako amorficzny "ruch obywatelski" zajmuje całą przestrzeń i to partie muszą ją odbijać kawałek po kawałku.
Próba robienia takiej "apolitycznej" i "apartyjnej" polityki nie jest niczym nowym - by przywołać chociażby BBWR, OZN, PRON czy też koncepcje "ruchu obywatelskiego" promowanego w latach 89-90 przez środowisko późniejszej UD.
Dlaczego manewr taki się udaje? Otóż jak pokazuje historia np. sukcesu BBWR z jednej a klęski "ruchu obywatelskiego" 89-90 z drugiej: aby stworzyć od zera nową, wirtualną płaszczyznę polityczną konieczne jest posiadanie monopolu lub prawie monopolu na instrumenty polityczne w obrębie danej wspólnoty. Dlatego tak to znakomicie wyszło w 2002, bo udało się poprzez desant zneutralizować najgroźniejszego potencjalnie konkurenta w postaci PO (a inni konkurenci byli bardzo słabi tudzież wykonali polityczne samobójstwo), a omal nie rypnęło w 2006 gdy konkurentów zneutralizować się nie udało (mimo iż większość pozostałych czynników była pod kontrolą jak np. dominacja w lokalnych mediach czy też kilku-kilkunastokrotna przewaga finansowa).
Stąd też taka awersja na pomysły w rodzaju transmisji z obrad RM, specjalnej komisji ds. rad dzielnic, znaczące zwiększenie roli rad dzielnic (choć mam nadzieję, że chociaż tu się ostatecznie pomylę), uchwały rady zobowiązujące do wykonania czegoś (i nie chodzi o to żeby tego nie robić, nieformalnie nie ma sprawy, chodzi o to, żeby nie zafunkcjonował oficjalny mechanizm) itp. - bo wszystko to byłyby przejawy realnego życia politycznego. Stąd też niemożność wydarcia z gardła potwierdzenia oczywistego faktu że S to lokalna partia. Jest to mniej lub bardziej świadoma realizacja strategii odpolityczniania lokalnej polityki. Im więcej realnych politycznych faktów dziać się będzie bowiem przy otwartej kurtynie i przenikać do świadomości ludzi - tym więcej dziur w wirtualnej płaszczyźnie apolitycznej polityki.
A jako się rzekło gdyby tą wirtualną kołdrę pod którą skryta jest relna polityczna sytuacja w Gdyni porwać na kawałki i wyrzucić Samorządność w oczach elektoratu byłaby jedynie jedną z kilku partii walczących na lokalnej scenie politycznej, w dodatku połączoną wspólnotą interesu a nie wspólnotą ideową oraz kiepsko wypozycjonowaną, w szpagacie pomiędzy głównymi grupami elektoratu. Na dzień dobry kilkanaście procent w dół.
Choć oczywiście wówczas zawsze możliwa jest kolejna wylinka i powrót do strategii przejmowania lokalnych struktur partyjnych, co przy znakomitych kontaktach Pana Prezydenta na szczytach polskiej władzy - i przy wodzowskiej strukturze polskich partii - z pewnością zakończyłoby się sukcesem.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)