Marcin Horała Marcin Horała
411
BLOG

Czy Samorządność to partia?

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 18

Pod dwugłosem na stronie Gazety Świętojańskiej rozgorzała dyskusja na temat czy nasza gdyńska Samorządność jest partią?

Ja oczywiście twierdzę, że jest a Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, że nie jest. Ale oddajmy głos specjalistom:

Maurice Duverger: "partia to wspólnota o określonej strukturze wewnętrznej" PASUJE

Wilhelm Hosbach: "partia to zrzeszenie osób z takimi samymi politycznymi, przekonaniami i celami, które władzę publiczną podporządkowuje ich urzeczywistnieniu" PASUJE

Giovanni Sartori: "partia to taka grupa polityczna, która jest obecna w procesie wyborczym i jest zdolna poprzez wybory wysunąć kandydatów na stanowiska publiczne" PASUJE 

Max Weber: "partia to stowarzyszenie oparte na dobrowolnej rekrutacji, którego celem jest zapewnianie w ten sposób szans zdobycia władzy w ramach związku, a aktywnym członkom uzyskanie tą drogą szansy zaspokojenia materialnych i/lub duchowych potrzeb" PASUJE

Sigmund Neumann: "partia to wyodrębniona organizacja aktywnych politycznie aktorów społecznych, którzy są zainteresowani kontrolowaniem władzy wykonawczej i którzy konkurują o poparcie społeczne z inną grupą lub grupami o odmiennych poglądach" PASUJE

Kay Lawson: "partie to organizacje zrzeszające jednostki i pomagające im w zdobyciu wyborczego i pozawyborczego wsparcia społecznego dla przedstawicieli organizacji w sprawowaniu władzy" PASUJE

Anthony Downs: "partia to koalicja osób chcących legalnymi środkami zdobyć kontrolę na aparatem władzy" PASUJE

Oczywiście w Polsce bardzo popularna jest apartyjność i apolityczność, zawsze warto w oczach wyborców odciąć się od tych złych partii, a samemu być z założenia dobrą "apolityczną" i "bezpartyjną" organizacją. Takie są wymogi marketingu politycznego i ja oczywiście mam dla nich zrozumienie. Ale fakty pozostają faktami: Samorządność to lokalna partia.

Jeżeli miałbym ją charakteryzować dalej to jest to partia władzy, ze wszystkimi tego konsekwencjami, partia wodzowska ze wszystkimi tego konsekwencjami z bardzo słabymi formalnymi procedurami i instytucjami za to bardzo silną i skostaniałą hierachią nieformalną. Pod względem ideowym ma charakter nieokreślony, eklektyczny (co i nie dziwi w wodzowskiej partii władzy - zbudowana jest wokół osoby przywódcy i wokół instytucji władzy a nie wokół wspólnoty ideowej) - próbując jednak wyciągnąć wspólny mianownik z realizowanych i deklarowanych poglądów jest partią centrowo-etatystyczną (centrową światopoglądowo, etatystyczną gospodarczo) eksponującą jednak często z przyczyn marketingowych poglądy na prawo od swojego głównego nurtu (coś w rodzaju dawnej Unii Demokratycznej, jeszcze z Hallem i Ujazdowskim w składzie).

EDIT: 

S to zawsze była przede wszystkim grupa interesu, grupa powiązana osobistą lojalnością i wspólnymi interesami - nie wspólnotą ideową. Z bardzo określonym programem politycznym - ale tylko na szczeblu lokalnym. Przez pewien czas grupa ta pasożytowała na lokalnych strukturach centroprawicowych partii politycznych (dlaczego "pasożytowała"? gdyż zawsze interes grupy był stawiany ponad interesem danej partii i członek partii należący do grupy zawsze był lojalny wobec kolegów z grupy, a nie kolegów z partii), by ostatecznie utworzyć własną strukturę w postaci Samorządności.

I aczkolwiek to "stowarzyszenie" zajmuje się stricte działalnością partyjną (w przeciwieństwie do zwykłych stowarzyszeń które przy okazji swojej głównej działalności czasem również poprą jakieś rozwiązanie czy osobę w procesie wyborczym) to z przyczyn marketingowym musi pozycjonować się jako coś nowego, innego, obok struktur partyjnych.

Dzieje się tak ponieważ rynek polityczny jest zasadniczo podzielony i wejście na niego - zgodnie ze stanem faktycznym - jako kolejna partia skazuje na bardzo trudną walkę o każdy ułamek elektoratu. Natomiast przeniesienie dyskursu na inną, wirtualną płaszczyznę "obywatelskości", pozwala na ucieczkę do przodu, na stworzenie nowego mianownika podziału elektoratu przy którym to z kolej S jako amorficzny "ruch obywatelski" zajmuje całą przestrzeń i to partie muszą ją odbijać kawałek po kawałku.

Próba robienia takiej "apolitycznej" i "apartyjnej" polityki nie jest niczym nowym - by przywołać chociażby BBWR, OZN, PRON czy też koncepcje "ruchu obywatelskiego" promowanego w latach 89-90 przez środowisko późniejszej UD.

Dlaczego manewr taki się udaje? Otóż jak pokazuje historia np. sukcesu BBWR z jednej a klęski "ruchu obywatelskiego" 89-90 z drugiej: aby stworzyć od zera nową, wirtualną płaszczyznę polityczną konieczne jest posiadanie monopolu lub prawie monopolu na instrumenty polityczne w obrębie danej wspólnoty. Dlatego tak to znakomicie wyszło w 2002, bo udało się poprzez desant zneutralizować najgroźniejszego potencjalnie konkurenta w postaci PO (a inni konkurenci byli bardzo słabi tudzież wykonali polityczne samobójstwo), a omal nie rypnęło w 2006 gdy konkurentów zneutralizować się nie udało (mimo iż większość pozostałych czynników była pod kontrolą jak np. dominacja w lokalnych mediach czy też kilku-kilkunastokrotna przewaga finansowa).

Stąd też taka awersja na pomysły w rodzaju transmisji z obrad RM, specjalnej komisji ds. rad dzielnic, znaczące zwiększenie roli rad dzielnic (choć mam nadzieję, że chociaż tu się ostatecznie pomylę), uchwały rady zobowiązujące do wykonania czegoś (i nie chodzi o to żeby tego nie robić, nieformalnie nie ma sprawy, chodzi o to, żeby nie zafunkcjonował oficjalny mechanizm) itp. - bo wszystko to byłyby przejawy realnego życia politycznego. Stąd też niemożność wydarcia z gardła potwierdzenia oczywistego faktu że S to lokalna partia. Jest to mniej lub bardziej świadoma realizacja strategii odpolityczniania lokalnej polityki. Im więcej realnych politycznych faktów dziać się będzie bowiem przy otwartej kurtynie i przenikać do świadomości ludzi - tym więcej dziur w wirtualnej płaszczyźnie apolitycznej polityki.

A jako się rzekło gdyby tą wirtualną kołdrę pod którą skryta jest relna polityczna sytuacja w Gdyni porwać na kawałki i wyrzucić Samorządność w oczach elektoratu byłaby jedynie jedną z kilku partii walczących na lokalnej scenie politycznej, w dodatku połączoną wspólnotą interesu a nie wspólnotą ideową oraz kiepsko wypozycjonowaną, w szpagacie pomiędzy głównymi grupami elektoratu. Na dzień dobry kilkanaście procent w dół.

Choć oczywiście wówczas zawsze możliwa jest kolejna wylinka i powrót do strategii przejmowania lokalnych struktur partyjnych, co przy znakomitych kontaktach Pana Prezydenta na szczytach polskiej władzy - i przy wodzowskiej strukturze polskich partii - z pewnością zakończyłoby się sukcesem.

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka