Nie ten wpis nie jest efektem baby blues, tym bardziej że przez ostatni tydzień praktycznie mieszkam w pracy i mojego baby prawie wcale nie widuję.
Po prostu nie chce stałym fanom bloga kazać za długo czekać na nowy wpis więc na szybko stwierdzę parę prostych i mało odkrywczych faktów.
Otóż obecnie w Polsce absolutnie nie opłaca się mieć dzieci.
Pomińmy już takie drobiazgi jak to że dziecko w sposób naturalny zwiększa potrzeby konsumpcyjne a co za tym idzie powoduje przesunięcie określonych środków z inwestycji na konsumpcję - tracimy więc zyski z inwestycji a poza tym płacimy podatki konsumpcję obciążające (wprost VAT, a pośrednio również np. podatki dochodowe osób zatrudnionych przy produkcji danego towaru, akcyzę na benzynie zużytej do jego dystrybucji - to wszystko zwiększa koszty producentów i dystrybutorów a co za tym idzie końcową cenę każdej głupiej pieluchy czy gryzaczka).
Pomińmy że siłą rzeczy środki przeznaczone na konsumpcję zamiast na konsumpcję w postaci biletu do kina, butelki Chivas Regal czy też rachunku w dobrej restauracji wydajemy na konsupcję w postaci pampersów, ubranek, i tak dalej.
To wszystko detale nie warte uwagi. Prawdziwa zgroza zaczyna się jeśli przyjrzymy się systemowi emerytalnemu. Otóż w pierwszym filarze niby każdy z nas ma jakieś tam indywidualne konta, ale to i tak pic na wodę i pusty zapis księgowy bo w praktyce pieniądze z obecnie płaconych składek idą od razu na wypłatę obecnie płaconych emerytur. Na tym polega system tzw. solidarnościowy.
A więc nasze emerytury będą płacone nie ze składek które teraz dajemy ZUS tylko ze składek jakie za kilkadziesiąt lat płacić będą nasze dzieci i wnuki. Sprawa jasna, nieprawdaż?
Przez sam fakt istnienia tzw. solidarnościowego systemu emerytalnemu zniszczone zostają ekonomiczne podstawy więzi międzypokoleniowej. Kiedyś było tak, że im więcej dzieci i im lepiej są one przygotowane do życia i wychowane - tym większe zabezpieczenie na starość. Teraz to jest odwrócone bo kiedy człowiek jest młody, na dorobku i ma dzieci, to płaci ogromne składki, więc trudno sobie na dzieci pozwolić - za to na starość od strony ekonomicznej dzieci nie są do niczego potrzebne bo ma się zapewnioną jakąś tam emeryturę. Całkowita likwidacja tego systemu i oddanie ludziom wolności decyzji co do sposobu oszczędzania na emeryturę to niestety utopia, zwłaszcza że wówczas nie byłoby z czego finansować już zaciągnietych przez państwo zobowiązań emerytalnych. Aczkolwiek byłoby rozwiązanie najlepsze.
Przede wszystkim jednak ta TAK ZWANA solidarnościowość oznacza w istocie prawo do pasożytnictwa. Bo kiedy obecnie ja wydaję pieniądze na pieluchy, mój bezdzietny kolega może je sobie wydawać na Chivasa - a za czterdzieści lat MOJE dziecko, które JA wychowałem będzie pozbawiane prawie połowy pensji po to żeby sfinansować JEGO emeryturę w równym stopniu co moją.
Swego czasu poseł Piłka został wyśmiany za propozycję wprowadzenia podatku bykowego (podatek od bezdzietnych kawalerów), ale w perspektywie powyższego nie byłoby to takie głupie.
Lepiej jednak byłoby po prostu uzależnić od ilości posiadanych dzieci wysokość składek na pierwszy filar. Byłoby to jak najbardziej sprawiedliwe ponieważ osoba wychowująca dzieci nie tylko swoimi składkami finansuje emerytury wypłacane obecnym emerytom ale również tworzy przyszłego sponsora emerytur wypłacanych za kilkadziesiąt lat.
Czyli np. dla osób powyżej trzydziestki przy ustalaniu wysokości wpłat na rachunek emerytalny należałoby stosować coś w rodzaju mnożnika wpłacanych środków np.
0,6 dla bezdzietnych (tzn. z każdych wpłaconych 100zł zapisze mu się tylko 60)
0,8 dla posiadających jedno dziecko
1 dla posiadających dwoje dzieci
1,2 dla posiadających troje
1,4 dla posiadajacych czworo i więcej
Oczywiście w wypadku pozbawienia praw rodzicielskich rodzic pownien płacić składkę jakby dzieci nie miał - a rodzić samodzielnie wychowujący dziecko w sytuacji gdy drugi z rodziców się do tego nie poczuwa wskakiwałby o oczko wyżej (np. miał przelicznik 1 już przy jednym dziecku).
Osoby posiadające więcej dzieci powinny mieć prawo decyzji czy wykreowaną przez przelicznik nadwyżkę wolałby przeznaczyć na podwyższenie emerytury czy na obniżenie wysokości wpłacanych teraz składek.
Oznaczłoby to przede wszystkim przywrócenie elementarnej sprawiedliwości bo obecnie osoby posiadające dzieci są w stosunku do bezdzietnych "trafione" na kilkaset tysięcy złotych (tak, tak przy takiej samej składce całość kasy otrzymanej w życiu jako emerytura przez bezdzietnego jest jego zyskiem w stosunku do frajera który mu wychował sponsora).
Co również polecam uwadze tych, co za straszną niesprawiedliwość uważają becikowe tudzież kwotę wolną od podatku na dziecko. Tak naprawdę to osoby wychowujące dzieci fundują reszcie społeczeństwa wielki tort a becikowe itp. to tylko oddanie im z powrotem małego okruszka z tego tortu.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)