Marcin Horała Marcin Horała
131
BLOG

O wyższości partii wodzowskiej

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 10

Tak się jakoś porobiło w polskiej polityce że z sześciu największych partii partie wodzowskie (PiS, PO, SO, LPR) wygrywają z niewodzowskimi (SLD, PSL) 4:2, a jeżeli policzyć poparcie społeczne to jeszcze bardziej.

I o ile PiS i SO od początku były tak pomyślane, to LPR i PO przeszły ewolucję zaczynając od formy dość pluralistycznej. Nie może to być przypadek i nie jest. A dlaczego nie jest, możemy między innymi zobaczyć po ostatnich wydarzeniach politycznych.

Otóż wódz, lider ma na tyle wyrobione nazwisko, że - sensie politycznym - "zawsze się wyżywi". Tzn. wystarczy mu miejsce na jakiejkolwiek "biorącej" liście żeby się dostać do parlamentu. A zatem stać go na znacznie większe ryzyko, stać go na to żeby zrezygnować z korzyści doraźnych w imię szansy na znacznie większe korzyści w przyszłości, długofalowego interesu partii lub zgoła nawet w imię zasad i ideałów.

Oczywiście w wypadku partii marginalnych taki lider stanowić może przekleństwo - vide Korwin i UPR - bo ponieważ on sam politycznie zawsze "żyje" nie ma naturalnego ciśnienia na zaistnienie całej formacji. Jego osobistej pozycji to nie poprawi. Ba, takie zaistnienie jest dla niego potencjalnie szkodliwe, bo mogłoby wynieść do społecznej świadomości potencjalnych konkurentów do partyjnej władzy.

Co innego w partiach dużych, mających udział w realnym życiu politycznym. Jeżeli partia wodzowską nie jest, jeżeli rządzi nią pluralistyczna oligarchia partyjna - to grozi jej wpadnięcie w korkociąg który zabił AWS i o mało co nie zabił SLD (ocalało bo znacznie lepiej zakorzenione i otorbione społecznie i finansowo, no i miało swojego prezia).

Otóż jeżeli rządzi oligarchia to w pewnym momencie jej interes staje się rozbieżny z interesem partii. Dokładnie w momencie w którym partia może jeszcze mieć władzę, ale nie może już realizować programu akceptowanego przez jej elektorat. W interesie partii jest wówczas władzę oddać i przejść do opozycji. Bezsilne pozostawanie u władzy bez możliwośći żadnej realnej akcji politycznej, władza za cenę zaprzeczenia kręgosłupowi programowego - to scenariusz na korkociąg w sondażach i anihilację partii. Ale - z drugiej strony partyjna oligarchia zawsze chce się pożywić konfiturami jeszcze choć przez parę miesięcy. To bardzo naturalne i ludzkie nawet u osób kryształowo uczciwych i na prawdę chcących dobrze. Do limuzyny z szoferem i dobrej pensji przyzwyczaja się człowiek błyskawicznie. Więc jeśli w partii rządzi jej oligarchia to trwa i trwa u włądzy za wszelką cenę, aż się kompletnie nie zgra.

Natomiast partia wodzowska może dokonać taktycznego zwrotu. Lider ma takie nazwisko że politycznie nie zginie więc stać go na śmiałe decyzje, w tym o oddaniu władzy lub zaryzykowaniu oddaniem władzy kiedy na to pora.

Premier Kaczyński właśnie testuje (a może już przetestował) czy już na to pora. Czy dalsze rządzenie byłoby tylko biernym trwaniem, czy jest szansa żeby jeszcze coś z programu wprowadzić w życie.

Obecnie wybory postawiłyby PiS wbrew pozorom w całkiem korzystnej pozycji. Unicestwiłyby LPR co rozwiązałoby PiS ręce do manewrów dośrodkowych. Obecnie zbytnie przesunięcie do centrum grozi zawsze utratą głosów elektoratu narodowo-katolickiego na rzecz LPR. Bez Ligi takie ryzyko zdecydowanie maleje i można podejmować bój o odzyskanie elektoratu bliższego centrum.

Więc po wyborach albo POPiS na warunkach bardzo korzystnych dla PiSu, prawdopodobnie z większością dającą możliwość zmiany konstytucji - albo bardzo silna (z prezydenckim vetem!) opozycja wobec rządów PO-LiD. Siłą rzeczy w tym drugim scenariuszu PO zepchnięta byłaby na lewo (ulegając UDecyzacji) i zostawiając PiSowi (przy eliminacji LPR) całą przestrzeń na prawo centrum. A to z kolej byłaby znakomita szansa na utrzymanie prezydentury za trzy lata i do 40% w następnych wyborach (a więc samodzielne rządy przez pełną kadencję).

Wybory są więc teraz dla PiSu dość korzystne, zwłaszcza długofalowo. Dlatego sensowne jest bardzo ostre jechanie z LPR i Samoobroną na zasadzie - albo pełne podporządkowanie albo wybory. Żeby jednak taka gra była skuteczna, decyzja o ewentualnych wyborach musi być faktyczna, bluff można by łatwo sprawdzić.

A do takiego manewru, jako się rzekło, zdolna jest zdecydowanie bardziej partia wodzowska.

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka