Nie, nie zamierzam być oryginalnym i pisać o czymś innym niż piszą dzisiaj niemal wszyscy w salonie 24.
Przed pół godziną rozległy się syreny i klaksony. Wprawdzie ruch na Chylońskiej nie zamarł, ale może i do tego dojdziemy z czasem. Dobrze, że czynna pamięć o powstaniu wyszła poza Warszawę bo przecież chociaż z nazwy warszawskie powstanie było walką o wolną Polskę. I cała Polska winna jest powstańcom pamięć.
Nie będę też orginalny w moim rozdwojeniu, jakie odczuwam myśląc o powstaniu. No bo z jednej strony było czymś wspaniałym i pięknym - a zdrugiej strony było niewybaczalnym błędem i narodową tragedią.
Parę lat temu widziałem w telewizji staruszkę, która drżącym ze wzruszenia - a może ze złości głosem - niemal krzyczała do kamery "to była taka straszna ofiara, tyle ludzi zginęło, jak można mówić, że było to bez sensu!". To zrozumiałe z punktu widzenia psychologicznego, zwłaszcza dla uczestników tych zdarzeń. Patrzeć jak twój kolega kona w męczarniach, w kałuży z krwi, moczu i wymiocin, jak patrzy gasnącymi oczami na wypływające mu z brzucha wnętrzności - w czymś takim na prawdę nie ma ani krzytyny wzniosłości. Człowiek który, będąc niemal dzieckeim, widzi tego rodzaju sceny będzie naznaczony na całe życie. O ileż łatwiej z takim brzemieniem żyć wierząc, że to wszystko miało sens, że czemuś służyło. To - potwarzam - jak najbardziej zrozumiałe z psychologicznego punktu widzenia.
Ale nie z żadnego innego. Tak ogromne ofiary niczego nie usprawiedliwiają same z siebie - wręcz przeciwnie, wymagają tym większego usprawiedliwienia.
Jakie korzyści przyniosło Polsce powstanie? Nie da się ukryć, że niestety żadne. Sytuacja Polski po wojnie nie była ani o jotę lepsza od krajów walczących z Niemcami z o wiele mniejszym zapałem, jak Czechy, czy wręcz z Niemcami współpracujących jak Rumunia czy Węgry.
Powstanie - tak jak inne w długiej historii naszych przegranych powstań - miało jakoby umacniać narodowego ducha. Jak by nie umacniało uważam że narodowy duch byłby bardziej umocniony przez dalszą pracę i walkę dziesiątek tysięcy ofiar powstania. Naród, któremu właśnie w różnych Katyniach i Oświęcimiach wymordowano elitę w Powstaniu pozbawił się jeszcze najlepszych z pokolenia dzieci tej elity.
Jeżeli teraz dziwimy się dlaczego naród szwolerzerów i ułanów ostatnimi czasy tak skarlał odpowiedź jest prosta - bo tego narodu już nie ma. Został zamordowany w Katyniu, Oświęcimiu, Majdanku, Charkowie i tak dalej - ale to nie jest cała prawda. niedobitki tego narodu, następne pokolenie, zginęło na warszawskich barykadach. Kto wie czy to właśnie nie były dla Polski moment taki, jak Biała Góra dla Czechów. Organizm który bez przerwy krwawi w końcu popada w śpiączkę.
Ta hekatomba przetrwała w świadomości narodu i odbijała się czkawką. Jak się słucha wypowiedzi z lat 80-tych to zawsze przebija ta obawa przed "rozlewem krwi". Dla niektórych środowisk była to wręcz obsesja - dodajmy że obsesja szkodliwa, szczególnie w latach 89-90.
Powstanie było również kolejnym elementem trucia narodowej świadomości ślepym kultem martyrologii. Ofiarom należy się szacunek, ofiarom należy się pamięć - ale nie możemy się wiecznie samobiczować i za jedyny wzór naśladowania uznawać szlachetne przegrane. Przypomina mi się taki rysunek Jujki - idzie dwóch strasznie poranionych żołnierzy i jeden mówi do drugiego "mam już dość tych cholernych moralnych zwycięstw".
Na prawdę z perspektywy czasu widać, że decyzja o powstaniu to - jak to w polityce - gorzej niż zbrodnia, to błąd.
Czy ówcześni decydenci nie mając naszej wiedzy mogli przewidzieć że stanie się tak jak się stanie? Oczywiście że tak, to był ich, jako przywódców narodu, obowiązek. Skąd mogli wiedzieć, że Stalin zachowa się tak jak się zachowa? Bo z jasnej kalkulacji widać było, że powstanie jest sprzeczne z jego interesemi. Kto przy zdrowych zmysłach, po 17 września, po Katyniu, po akcji "Burza" mógł przypuszczać że Stalin postąpi w sposób sprzeczny ze swoimi interesami? W imię czego? godności? przyzwoitości? Stalin????
Tak więc o ile godzina W jest godziną chwały Polskiego narodu, jest też godziną wstydu i hańby Polskich polityków. Młodzież, która niemal gołymi rękami zdobywała gniazda niemieckich CKM-ów to bohaterowie. Politycy i dowódcy posyłający młodzież niemal z gołymi rękami na gniazda CKM-ów to zbrodniczy idioci kwalifikujący się pod sąd stanu.
Dość jednak o polityce. Popatrzmy na Powstanie jeszcze z innego punktu widzenia. Nie czcijmy go jako ofiary, jako bezsensownego rzucania się na stos w imię "umacniania ducha". Pamięć o powstaniu - to byłoby zdecydowanie higieniczniejsze dla naszego narodowego ducha - powinno być pamięcią o Polakach zwycięskich. Bo na prawdę żołnierze AK, często przecież jeszcze dzieci , dokonywali militarnych cudów. To byli godni spadkobiercy los infernos picadores i tylu innych walecznych Polaków. Walczyli jak poeci wojny. Tak, tak - to w czasach obecnego wszechobecnego łagodyzmu może być szokujące - ale to byli przede wszystkim zabójczo sprawni i skuteczni wojownicy.
W tej pogardzie dla śmierci w tej wierności obowiązkowi w tych charakterach hartowanych na najszlachetniejszą stal w ogniu barykad grały nuty dawnej świetności naszej cywilizacji. Cnoty nawet nie chrześcijańskie, ale rzymskie. Na chłopaczka w przydużym hełmie opadającym na oczy, który szedł z butelką benzyny na czołg z pewnością patrzyły z zaświatów duchy rzymskich legionistów, rycerzy Karola Wielkiego i Godfryda de Buillon. Wtedy na ulicach Warszawy oglądać można było męstwo w swojej najczystszej postaci, honor najwyższej próby. Męstwo i honor cenione wyżej niż życie - to coś zupełnie niezrozumiałego dla współczesnego człowieka.
Aż by się chciało powiedzieć - Armia Krajowa czasem ginie, ale nigdy się nie poddaje.
W takich chwilach aż chce się płakać na myśl o tym, jak bardzo nam Ich brakuje we współczesnej Polsce. Jak bardzo współcześni Polacy są karłami stojącymi na barkach gigantów.
Nam jedna szarża - do nieba wzwyż
Nam jeden order - nad grobem krzyż


Komentarze
Pokaż komentarze (12)