No i znów ręce mi opadły z szelestem a szczęka toczy się po podłodze.
A to z powodu wczorajszego posiedzenia Komisji Samorządności Lokalnej i Bezpieczeństwa. Na komisji mieliśmy zająć się regulaminami konkursów "grantowych" dla rad dzielnic.
Ja przyszedłem z luźnym zbiorem propozycji ze strony mojego klubu (PiS) podobnie miała się sprawa z kolegami z PO. Koledzy z Samorządności przyszli z gotowym projektem regulaminu co im się chwali, bo dzięki temu prace przyspieszyły - zamiast debatować nad ogólnymi tezami mogliśmy od razu tworzyć tekst regulaminu. Generalnie okazało się, że wszyscy (PiS, PO, Samorządność) doszliśmy zasadniczo do podobnych wniosków. Wszyscy się zgodziliśmy że projekt Samorządności jest zasadniczo dobry, natomiast dyskutowaliśmy sobie o kilku konkretnych rozwiązaniach. Nie było w tej dyskusji widać podziałów partyjnych, różne osoby zajmowały różne stanowiska. Niektóre z moich propozycji spotkały się z przychylną reakcją części członków komisji z Samorządności. Ostatecznie zgłosiłem cztery poprawki do regulaminów konkursowych:
1. Umożliwienie radom dzielnic ubieganie się o jeden grant samodzielnie i o drugi wspólnie z innymi radymi (przy rozwiązaniu, że może się ubiegać tylko o jeden może to spowodować że rada będzie stawać przed dylematem - czy wyrzucić do kosza swój dobry projekt, czy storpedować również dobry projekt wspólny proponowany przez sąsiednie dzielnice).
2. Wyraźne wpisanie do regulaminu że konkurs powinien być ogłaszany na co najmniej dwa miesiące przed terminem składania wniosków (brak w regulaminie terminu ogłoszenia, a praktyka z konkursem "Bezpieczna dzielnica" była taka że często był ogłaszany w ostatniej chwili i rady skarżyły się że nie miały dość czasu na przygotowanie wniosku).
3. Umożliwienie sfinansowania ze środków konkursowych publikacji w wypadku konkursu dotyczącego kultury (publikacje są z automatu wykluczone we wszystkich konkursach, szeroko pojęte piśmiennictwo jest podstawowym składnikiem kultury więc trudno je wykluczać w konkursie dotyczącym kultury właśnie).
4. Wprowadzenie w obradach komisji konkursowej części otwartej, w której przedstawiciele rad pokrótce prezentowaliby swoje wnioski oraz odpowiadali na pytania członków komisji.
Jedną poprawkę zgłosił również kolega Bzdęga z PO.
Jak widać poprawki moim skromnym zdaniem niegłupie, a przede wszystkim w znacznej mierze kosmetyczne. Poprawka nr 2 po prostu uzupełniała przeoczenie. Jest rzeczą naturalną, że w tego rodzaju regulacji podaje się takie terminy.
Przed głosowaniem spodziewałem się że poprawka 2 przejdzie jednogłośnie bo jest czysto techniczna a z pozostałych może jeszcze jakaś (cytaty z wypowiedzi niektórych radnych S gdy je omawiałem "to fajny pomysł", "racja", "tak, tak").
O święta naiwności. Wszystkie poprawki, włącznie z dodaniem terminu na ogłoszenie konkursu, gładko opadły - w każdym głosowaniu Samorządność w całości przeciw.
Po czym - uwaga, uwaga - padło stwierdzenie mniej więcej takie: niech się koledzy nie przejmują, niektóre z tych poprawek są dość dobre i przedstawimy je na naszym klubie. Musieliśmy tak głosować bo poprawki były nowe i klub jeszcze nie ma stanowiska. Kto wie, może jeszcze przejdą.
No siadł i płacze. Wybaczcie mi koleżanki i koledzy z Samorządności ale tego rodzaju zachowanie pozwala na tylko jeden komentarz: niektórzy myślą mózgiem a inni klubem.
Ja rozumiem, że klub ma swoje prawa, niektóre kluby dają swoim członkom dużą swobodę (jak klub PiS) inne trzymają krótko (jak Samorządność). Jednak - na Boga - czy nie można czasem podjąć decyzji bez stanowiska klubu??? To przecież byłoby najzupełniej normalne (i mi się też już raz zdarzyło) inaczej głosować w jakiejś sprawie na komisji - a potem po konsultacji w klubie, w wyniku przekonania przez kolegów lub wreszcie wprowadzeniu dyscypliny klubowej - inaczej na sesji. To jest normalne. Głosowanie "na wszelki wypadek" przeciwko wszystkiemu co nie zostało zgłoszone przez "naszych" normalne nie jest.
Analizując głębiej problem wydaje mi się że ma on podłoże personalne. Jak pamiętają uważni czytelnicy mojego bloga analizowałem kiedyś strukturę wewnętrzną Samorządności opierając się na terminologii wojskowej. No więc pozostając jej wiernym przedstawiciele S w komisji bezpieczeństwa to dwójka szeregowców którzy nie mogą być pewni swojego dnia ani godziny (nie byli w ostatnich wyborach wyznaczeni na radnych a jednak nimi zostali) - więc muszą bardzo uważać żeby nie podpaść, oficer z bardzo świeżego awansu, który też w związku z tym ma słabą pozycję i nie może sobie pozwolić na ekstrawagancję samodzielności i podoficer z dużymi perspektywami i politycznym "ciągiem na bramkę", który w związku z tym stara się wykazać i być bardziej prezydencki od prezydenta. Myślę, że gdyby w komisji był choć jeden Samorządnościowy wyga z silną pozycją w hierarchii paradoksalnie byłoby to dla radnych opozycji lepiej - ktoś taki nie bałby się czasem wykonać samodzielnego ruchu bez czekania na pozwolenie.
A tak mamy jak mamy. Ale nic to, może jednak klub Samorządności przychyli się do choć jednej mojej poprawki. Żyję tą nadzieją. Wiadomo czyja to matka.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)