Marcin Horała Marcin Horała
35
BLOG

Jeszcze o psach w aspekcie podatków i kup

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 3

Może trochę przynudzę, ale temat psów ostatnio wałkuję na wszystkie strony. Poniżej obszerne fragmenty mojego ostatniego felietonu do Gazety Świętojańskiej.

 

Psy w mieście to temat zaiste gorący i polaryzujący społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Z jednej strony mamy więc wojujących antypsiarzy, którzy chcieliby, aby wszystkie psy wyprowadzane były tylko na smyczy w kagańcu i w kajdankach, a posiadanie psa wymagało zgody wszystkich sąsiadów, komendanta policji i uchwały rady miasta. Z drugiej - miłośników psów zakochanych w swoich ulubieńcach, którzy z kolei najchętniej puszczaliby swoje Pimpki i Azorki luzem w każdym parku i na każdym placu zabaw, a że taki Azorek czasem się gdzieś załatwi, albo poszczeka no to doprawdy trudno mieć pretensje, w końcu taka jego natura. A nawet jak Azorek kogoś ugryzie to nie jego wina, bo jest łagodny z natury i widać ten ktoś go sprowokował.

Ja pochlebiam sobie że w tym psiarsko - antypsiarskim sporze siedzę okrakiem na barykadzie. Co jest miejscem w sumie dość niewygodnym, gdyż obrywa się w nim zazwyczaj od obu stron. Cóż jednak na to poradzę, że tym razem – jak rzadko – racja naprawdę leży po środku.

Jako się rzekło temat „wypłynął” z powodu projektu uchwały o opłacie od posiadania psa. Do tej pory był to podatek, a nie opłata – a z tej różnicy nazw wypływał ważny efekt praktyczny - podatku władze miasta nie mogą znieść, a opłaty jak najbardziej. Przez komisje przetoczył się więc ogień dyskusji o zasadności utrzymywania opłaty. Ja sam byłem jej przeciwnikiem z sześciu powodów (wymieniłem je w poprzednim wpisie na tym blogu).

Dlaczego piszę w czasie przeszłym? Otóż po negatywnym zaopiniowaniu przez komisje Samorządności Lokalnej i Bezpieczeństwa oraz Gospodarki Mieszkaniowej, po nagłośnieniu sprawy w mediach, po zajęciu przeciwnych opłacie stanowisk przez kluby PiS i PO, a przede wszystkim po gorącej – z tego co słyszałem, gdy przechodziłem pod drzwiami, wracając z komisji – dyskusji w łonie klubu Samorządności, pan Prezydent zdecydował się zdjąć projekt uchwały z porządku obrad. A więc od przyszłego roku opłaty od posiadania psa w Gdyni nie będzie.

Co oczywiście wywołało po sesji dyskusję w niektórych kręgach – kto się właściwie przyczynił do takiego wyniku? Czy to suwerenna, niepodległa i niezawisła decyzja klubu Samorządność, a opozycyjna żaba podkłada nogę tam gdzie prezydenckiego konia kują? Czy może jednak jakiś tam swój kamyczek opozycja dołożyła chociażby kreując zewnętrzny nacisk który dostarczył dodatkowych argumentów przeciwnikom opłaty w łonie klubu Samorządność? Kto ma oczy niechaj patrzy, a kto ma głowę niech sobie wyrabia opinię. Ja sam, jako bezpośrednio zaangażowany, z pewnością jestem nieobiektywny.

Czyżby zatem punkt dla psiarzy, czyżby mogli mnie zaliczyć do swojego grona? Swego czasu byłem przeciw bzdurnym przepisom zobowiązującym do wyprowadzania tak zwanych psów ras niebezpiecznych jednocześnie na smyczy i w kagańcu, więc czyżby czyżby? Niestety nic bardziej mylnego. Otóż w innej sprawie skłaniałbym się w przeciwnym kierunku.

Chodzi mi o problem psich kup, którymi przeciętny gdyński trawnik jest upstrzony niczym keks bakaliami. Stoję tu na stanowisku wyrażonym nieco brutalnie acz celnie przez bohatera „Dnia świra”: „Gów**o psie nie jest mniej gów***niane od ludzkiego”. Jak byśmy potraktowali osobnika który sadzi takie „kwiatki” na trawniku w parku lub pod blokiem? A psy sadzą w najlepsze… Dlaczego jak nam upadnie na ulicę papierek, to jednak większość z nas poczuje się w obowiązku go podnieść i wrzucić do kosza – a jak nasz pies postawi „figurkę z brązu” na trawniku to już nie? Chyba dlatego, że psią pamiątkę kwalifikujemy podświadomie do stanu natury a nie kultury – ot rozłoży się i użyźni glebę. Przecież jak krowa zasadzi na miedzy placek, to chłop nie leci za nią go zbierać, a tym bardziej leśniczy w lesie nie sprząta po dzikach i jeleniach. Ale halo, halo czy ktoś zauważył, że nie żyje już w kurnej chacie, czy wręcz w jaskini, tylko w środku miasta? Wiążą się z tym udogodnienia takie jak: bieżąca woda, kanalizacja, ciepły kaloryfer i trolejbusy kursujące co pięć minut – ale i nieokreślone niedogodności, a wśród nich taka, że po naszym żywym inwentarzu powinniśmy sprzątać tak jak po sobie.

Mamy niestety poważny problem i to problem skrojony idealnie na miarę władzy samorządowej. Do tej pory podejmowała ona nieśmiałe próby w tym kierunku, ale spełzły one na niczym. Pora więc na środki radykalniejsze. Jestem przeciwnikiem uciekania się do metod tylko policyjnych, sądzę że zamiast tylko grozić kijem powinniśmy również dawać marchewkę – bo takie działania są po prostu skuteczniejsze.

Zaproponowałem więc (w imieniu klubu PiS) podejście do sprawy w sposób kompleksowy. A więc po pierwsze wyznaczenie na dzielnicach „psich toalet”, gdzie psy mogłyby załatwiać swoje potrzeby. Po drugie rozpowszechnienie dystrybutorów torebek na odchody (płatnych), aby właściciele mogli posprzątać po psach, które załatwiły się poza „toaletami”. Po trzecie przygotować akcję informacyjną, która zapoznałaby właścicieli psów z tymi możliwościami, a zarazem pouczyła o konsekwencjach nie sprzątania po swoich pupilach. Wreszcie po czwarte – zmienić podejście służb porządkowych do tematu, tak aby nie posprzątanie po swoim psie, załatwiającym się w miejscu do tego nie przeznaczonym, wiązało się z realnym ryzykiem otrzymania solidnego mandatu.

Wiem, że problem łatwo obśmiać, co więcej od kilkudziesięciu lat uchodzi za nierozwiązywalny. Co gorsza trudno, żeby jakiś radny czy wysoki urzędnik szczycił się walką z psimi kupami. Z bezrobociem, z przestępczością, z biedą – o z tym można dumnie walczyć. Ale z kupą? No cóż, trudno, jak się jest radnym to czasem trzeba i z kupą… Na szczęście wygląda na to, że coraz większa liczba radnych dochodzi do tego wniosku.

Mamy więc do czynienia w naszym mieście z dużym postępem „w temacie” psów: podatek już „załatwiony”, a co do kup to jest realna nadzieja.

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka