Oczywiście pomijam tu przypadki oszustów którzy biorą z góry zakładając że nie spłacą.
Ale czemu kredyty biorą ludzie którzy wiedzą że na pewno będą musieli je spłacić?
Każdy kredyt (z wyjątkiem bardzo rzadkich rat 0% nie będących manipulacją tylko faktycznymi ratami 0%) związany jest z określonymi kosztami.
Jeżelli więc kupuję telewizor kosztujący 3000PLN na kredyt, który będę spłacał w dziesięciu miesięcznych ratach po 360PLN to przepłaciłem 600PLN. Tak naprawdę płacę więc aż 600 złotych za to, że będę miał nowy telewizor zaledwie o osiem miesięcy szybciej. Warto?
To jednak jeszcze nic w porównaniu z ludźmi, którzy jadą od kredytu do kredytu, dla których spłacenie pożyczki jest momentem w którym z radością mogą zaciągnąć pożyczkę na coś nowego - takie osoby po prostu stale przepłacają za wszystkie swoje większe zakupy 10-20-30% albo i więcej.
Szczególnie zaś dziwią mnie osoby naprawdę biedne, które też pożyczają - a ponieważ mają słaby rating kredytowy pożyczają najdrożej w różnych Providentach i tym podobnych. Im ktoś jest biedniejszy tym bardziej nie stać go na kredyt!
Oczywiście grają tu rolę dwa podstawowe czynniki:
1. Przymus okoliczności. Są wydatki na prawdę niezbędne jak np. koszty leczenia, wydatki powodowane różnymi zdażeniami losowymi itp. i tu faktycznie środki po prostu muszą się znaleźć, jak się nie da to w postaci kredytu. Są również wydatki prawie-że-przymusowe (np. nowa pralka, lodówka, kuchenka gdy stara padnie na amen), bez których można by się obejść teoretycznie ale trzeby by być mieć osobowość psychopatyczną, dla normalnego człowieka obycie się bez nich jest niemożliwe - i wówczas również pieniądze po prostu muszą się znaleźć.
Jaka na to rada? Ano banalnie prosta - oszczędzać. Że co, że biednego nie stać żeby oszczędzać? A na spłacanie kredytu to będzie stać? Tak naprawdę to właśnie biednego nie stać na to żeby nie oszczędzać! Choćby najdrobniejszą sumę. Nawet czteroosobowa rodzina, która musi przeżyć miesięcznie za 2000 złotych może oszczędzić na przykład 30 złotych miesięcznie. A to 30 złotych miesięcznie będzie oznaczało że w dwa lata już będą zabezpieczeni przed awarią jednego z urządzeń gospodarstwa domowego (i wpadnięciem z tego powodu w długi a co za tym idzie ponoszeniem związanych z nimi kosztów).
2. Pęd do natychmiastowej konsumpcji. Zresztą umiejętnie podsycany przez cały okołokredytowy biznes. Najnowsza nowość, musisz mieć już teraz, teraz, teraz. Przez parę miesięcy pracowałem w banku specjalizującym się w pożyczkach konsumpcyjnych i podstawowym trikiem jakiego uczono nas na szkoleniach było skłonienie klienta żeby poczuł przyjemność jaką może mieć już za chwilę z kupionej rzeczy. "Proszę sobie wyobrazić, że już dziś mógłby pan oglądać film na swoim nowym telewizorze, po co czekać?"
Ano po to, żeby nie przepłacić tych 10-20-30% - a więc w perspektywie móc pozwolić sobie na więcej lepszych rzeczy.
Sprawa jest prosta - jeżeli kredyt kosztuje np. 20% to ktoś kto żyje cały czas na kredyt będzie mógł sobie pozwolić w skali całego życia na konsumpcję o powiedzmy 30% mniejszą od osoby która zarabia tyle samo, ale na swoje wydatki oszczędza (bo oszczędzający nie tylko uniknie kosztów kredytu ale jeszcze otrzyma zyski ze swoich inwestycji).
Kredytujący będzie tylko miał większe natężenie konsumpcji w początkowym okresie, a oszczędzający w późniejszym - ale per saldo będzie zawsze do przodu (chyba że wpadnie pod samochód, albo będzie III wojna światowa).
Jedynym wyjątkiem od zasady nie brania kredytów są moim zdaniem kredyty mieszkaniowe - bo okres oszczędzania byłby zbyt długi z powodu dużej wartości inwestycji i stosunkowo niskiego oprocentowania kredytu. Bardziej sensowne jest spłacanie kredytu przez 30 lat niż kupno mieszkania za gotówkę po 20 latach gnieżdżenia się kątem u rodziców/teściów. Ale i tu absolutnie nie warto "iść na maksa" i kupować najlepsze mieszkanie na jakie nas stać. Czy na prawdę te 10m2 więcej jest warte 20lat fajnych wakacji co roku, albo wyjścia do restauracji co miesiąc przez 20 lat, czy co tam jeszcze by sprawia nam przyjemność? Warto sobie odpowiedzieć na takie pytanie.
Biorąc kredyt żeby coś kupić tracimy wielokrotnie, bo:
1. Ponosimy koszty kredytu.
2. Tracimy zyski z inwestowania naszych oszczędności w trakcie zbierania na daną rzecz.
3. Kupujemy pod wpływem impulsu, podczas gdy kilka miesięcy do namysłu zazwyczaj spowoduje iż decyzja o zakupie będzie bardziej racjonalna.
4. Zajmujemy sobie część swojej zdolności kredytowej, co gdy zdarzy się jakaś katastrofa (choroba, wypadek) i na prawdę będziemy zmuszeni wziąć kredyt zdecydowanie pogarsza naszą sytuację (ten przymusowy kredyt będzie przez to droższy, mniejszy, albo w ogóle go nie dostaniemy).
No więc dlaczego ludzie biorą kredyty? Bo nie myślą, nawet w swoim własnym interesie.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)