Złośliwi twierdzą, że minister Julia Pitera zajmuje się praktykowaniem sztuki o nazwie „jak nic nie robić i pojawiać się ciągle w mediach”. To oczywiście tylko złośliwi, bo przecież przez ostatnie miesiące pani Pitera zajmowała się między innymi tworzeniem raportu na temat nieprawidłowości w korzystaniu ze służbowych kart kredytowych przez ministrów rządu PiS.
Raport ujrzał wreszcie światło dzienne. W objętości sześciu stron co daje Pani minister tempo pisania w okolicach jednej strony na miesiąc. Mniejsza o to, wszak główna praca nad tego rodzaju raportem to praca analityczna a nie pisarska. No więc jakie są efekty tej wytężonej analitycznej pracy?
Raport ukazywać miał bizantynizm i rozpasanie funkcjonariuszy kaczystowskiego reżimu. I oto wreszcie straszna prawda ujrzała światło dzienne: łącznie ministerstwa dysponowały 223 kartami kredytowymi. I łącznie przez dwa lata dokonano na te karty zakupów uznanych za prywatne na kwotę – olaboga – ok. 21 tys. złotych.
Tak, tak zdajmy sobie sprawę ze skali nadużyć – przeciętny użytkownik służbowej karty w rządzie PiS wydał z niej na cele prywatne ok. 100zł w przeciągu 2 lat. A więc – o zgrozo – bizantyńsko rozpasany PiSowski urzędnik marnotrawił aż 4 (słownie: cztery) złote publicznych pieniędzy miesięcznie. W kontekście tych strasznych odkryć od razu widać, że warto wydawać te kilka tysięcy miesięcznie publicznych pieniędzy na pensję pani Pitery.
To jeszcze nic: jak pokazuje raport przytłaczająca większość kwestionowanych wydatków poszła na eleganckie perfumy, alkohol i konsumpcję w restauracjach. To dopiero skandal – wszak ministrowie powinni swoich rozmówców podejmować zupą grzybową w barze mlecznym, a w upominku wręczać wino „Arizona” i wodę kolońską „Brutal”.
No i gwóźdź do PiSowskiej trumny: DORSZ. Jeżeli jeszcze komuś było mało opisów moralnej degrengolady to przed dorszem musi skapitulować. Otóż za aż 8 złotych ze służbowej karty kupiono dorsza rzekomo celem zbadania jego jakości – ale nie z nami takie numery. Dorsz za publiczne 8 złotych z pewnością został przez PiSowski reżim zeżarty i znalazł się w prywatny nie-publicznym PiSowskim brzuchu.
Niech ten zeżarty dorsz jeszcze bardziej zewrze nasze szeregi!
A szeregi muszą być naprawdę zwarte żeby przetrzymać taką drobną informację również zawartą w raporcie: opisywane wydatki na cele prywatne ze służbowych kart zostały tak częściowo zakwalifikowane przez samych wydatkujących, w 95% zostały zwrócone a w pozostałych 5% trwają procedury zwrotu.
I tu widać całą perfidię poprzedniej władzy. Otóż nie dość, że władza zeżarła dorsza to jeszcze sama o tym zgłosiła służbom finansowym i zwróciła za dorsza do publicznej kasy. Ci PiSowcy są do wszystkiego zdolni byle tylko zrobić na złość Platformie!
Dawnymi czasy mówiło się: jedzcie dorsze g***o gorsze. Czytajcie raport Pitery…


Komentarze
Pokaż komentarze (6)