Marcin Horała Marcin Horała
86
BLOG

Felieton wakacyjny

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 2

Oto najnowszy mój felieton z Gazety Świętojańskiej:

Na wstępie przyznaję bez bicia, że myślami jestem już zdecydowanie przy nadchodzącym urlopie. W końcu będzie to pierwszy w miarę normalny urlop (trwający nie mniej niż dwa tygodnie, w lecie a nie np. na jesieni i spędzony z rodziną a nie np. na prowadzeniu kampanii wyborczej) od… właściwie trudno określić od kiedy. Od kiedy miewam urlopy a nie wakacje. Ale ale, czytelnicy Gazety Świętojańskiej nie czytają tego felietonu dla newsów z mojego życia prywatnego tylko z sesji.

I tu niestety poza wakacyjnym nastrojem na przeszkodzie w spłodzeniu wiekopomnego dzieła literackiego stoi również wtórność materii, a mianowicie to że (prawie) wszystko już było.

Tradycyjnie bowiem większość radnych (spod znaku „S”) okazała się sprzeciwiać wyraźnemu zwiększeniu funduszy we własnej dyspozycji rad dzielnic. Ponieważ dyskutowaliśmy na ten temat kolejny już raz, więc i dyskusja się sublimowała obfitując w coraz więcej wątków humorystycznych.

Po pierwsze kolega Stanisław Borski, przewodniczący Komisji Samorządności Lokalnej i Bezpieczeństwa poczuł awersję do słowa „opinia negatywna”. Taka była bowiem opinia komisji do projektu uchwały w sprawie środków do rad dzielnic. Kolega przewodniczący podobnej awersji nie odczuwa wobec słowa „opinia pozytywna”. Natomiast gdy przyszło powiedzieć że akurat tym razem negatywna to słowo to – tak niegodne wobec maestrii szlachetnego wniosku (wraz z jednozdaniowym uzasadnieniem) – uwięzło Staszkowi w gardle. Walcząc ostatkiem sił o życiodajny łyk powietrza zdążył tylko rzucić wynik głosowania 3 za 4 przeciw.

Następnie publiczną pokutę na mównicy odbywał kolega Andrzej Bień który swoim karygodnym zachowaniem na komisji (głosowanie przeciw) był bezpośrednio odpowiedzialny za taką opinię. Wobec tego został wysłany na mównicę, aby zaprezentować opinię dokładnie przeciwną (w myśl zasady – mam swoje zdanie na ten temat, ale się z nim nie zgadzam). Ponieważ człowiekiem jest z natury prawym i dobrego serca motał się w swojej wypowiedzi niemiłosiernie by w końcu wybrnąć w kierunku puenty, że apeluje żeby – gdyby się tak zdarzyło że poprawka podnosząca stawkę do 10 zł na mieszkańca zostanie odrzucona – to pomimo tego głosować za uchwałą bo bez niej stawki będą takie jak w zeszłym roku. Uwaga zaiste słuszna, tylko tak jakby ni pricziom – nikt do odrzucania uchwały w razie nie przyjęcia poprawek ani przez chwilę nie namawiał.

Z maniakalnym uporem przy kilku już okazjach na sesjach i komisjach apelowałem żeby nie podawać jako argument przeciwko zwiększeniu środków własnych dzielnic tego, że organizowane są i dobrze funkcjonują konkursy dla rad. Czym innym środki we własnej dyspozycji rad, czym innym konkursy. Na inne potrzeby te środki można przeznaczać, czemu innemu służą a przede wszystkim – chodzi nie tylko o zwiększanie środków ale i kompetencji rad dzielnic a uprawnienie do samodzielnego decydowania o wydawaniu większych sum jest ważną kompetencją. Tak że argumentowanie żeby nie zwiększać budżetów rad bo lepsze są konkursy to argumentacja żeby nie myć nóg bo lepiej umyć ręce. W ten deseń tez argumentowałem na sesji po czym – rwąc sobie krótkie i przerzedzone włosy z głowy – słuchałem jak z trybuny adwersarze z Samorządności po raz kolejny powtarzają „ nie podwyższajmy za bardzo tych środków, konkursy są bardzo dobre”.

Najwyraźniej ulitował się nad moja niedolą prezydent Guć i błysnął z trybuny nowy argumentem – niestety przy okazji wspinając się na wyżyny logiki, powiedzmy, alternatywnej. Otóż Pan prezydent stwierdził iż zwiększenie środków własnych gmin zagraża powodzeniu konkursów, gdyż zniszczy motywację do ubiegania się przez rady o dodatkowe środki z tychże. Rozpowszechnienie tego rodzaju poglądów zwiastuje rychłe wycofanie Gdyni z konkursów o środki unijne – wszak rosnący rok w rok budżet Gdyni powinien już dawno skutecznie zniszczyć naszą motywację w tym względzie.

Z kategorii „jaja jak berety” wspomnę jeszcze krótko o projekcie zmian w sposobie uchwalania budżetu, który zdjęty z porządku obrad na poprzedniej sesji na wniosek przewodniczącego Komisji Strategii i Polityki Gospodarczej (z argumentem że komisja chce jeszcze go przepracować) – na obecnej sesji się nie pojawił a wzmiankowana komisja się nim nie zajęła. Ale wniosek był autorstwa PO co zdaje się wiele tłumaczyć.

Ostatnim zdarzeniem w tej kategorii była konieczność dorzucenia – bagatela – coś koło sześciu milionów na zawalający się dach sali gimnastycznej w jednym z najnowszym budynków szkolnych w Gdyni. Tym bardziej, że ze wstępnych dyskusji wygląda na to że te kilka lat jakie minęło od budowy to jakaś era w dziejach ziemi. Wykonawcy nie ma, nadzoru nie ma, w ogóle – jak by powiedział Kononowicz – nie ma niczego. Wszyscy wymarli jak dinozaury.

Choć może prawda jest bardziej krwawa. Jak w starym dowcipie o rozmowie Breżniewa z Gomółką na temat zdjęcia z afisza „Dziadów”. Prezydent Szczurek mówi do prezydenta Stępy: jak tam z tą zawalającą się salą? Remontujemy Panie prezydencie. A wykonawca? Nie istnieje. Na to prezydent Szczurek kręci głową: czy aby trochę nie przesadziliście?

Takie były zabawy w one lato i w tym miejscu kończę życząc czytelnikom i sobie udanego letniego wypoczynku.

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka