To jedna z głównych refleksji wynikających z lektury "Lodu" (jak zresztą również znacznie wcześniejszej mini-powieści Dukaja "Xawras Wyżryn") - czy Polska jest konieczna, czy Polska jest prawdopodobna? Czy przypadkiem istnienie Polski nie jest anomalią, wybrykiem historii, realizacją jednego z mniej prawdopodobnych wariantów rozwoju dziejów? Bo tak na chłodno analizując to że Polska zaistniała i nadal istnieje w XX wieku jest wynikiem splotu okoliczności od pomyślnych do fantastycznych. Na czele z tą, że wybuchła wojna światowa, którą przegrały na raz wszystkie trzy państwa zaborcze.
Jak tak się zastanowić to w ogóle od prawie trzystu lat Polska ma się dobrze w wyniku pozytywnych koniunktur zewnętrznych i zbiegów okoliczności, a jak tylko ktoś mocniej popuka w mapę (jak Katarzyna II, Hitler czy Stalin) to albo się z niej wysypuje jak przegniłe próchno albo co najmniej popada w dziesięciolecia niewoli.
Refleksja to niewesoła, zwłaszcza że niemal każdy współczesny Polak wydaje się wierzyć że obecna korzystna dla naszego kraju koniunktura będzie trwała wiecznie - i co gorsza ten pogląd o lokalnym "końcu historii" wydaje się podzielać przytłaczająca większość elit opiniotwórczych i polityków. A co z tego wynika temat przygotowania na trudniejsze czasy nie przejawia się w naszej praktyce politycznej niemal w ogóle.
Przykład pierwszy z brzegu - ostatnio słyszałem w radiu jak jakiś debil (bo inaczej się tego nazwać nie da) cieszył się że w pierwszych planach budżetowych na przyszły rok na obronę narodową przeznaczono tyle ile wymagają od nas ustawy i zobowiązania sojusznicze i ani grosza więcej bo to "zmarnowane pieniądze". A stado kretynów uważających że wojna w Gruzji nas nie dotyczy jest całkiem pokaźne.
Tymczasem sprzyjająca sytuacja międzynarodowa nie jest dana raz na zawsze i powinniśmy z tego wyciągać praktyczne wnioski, których nie wyciągamy. Na przykład: powinniśmy chronić naszą strategiczną rezerwy energetycznej - złoża węgla kamiennego - zamiast przez całe lata 90-te je eksploatować pełną parą jeszcze do tego dopłacając. A co z gazoportem, rurociągiem norweskim czy też połączeniem Brody-Odessa? Co z rozwijaniem wertykalnych szlaków komunikacyjnych bardziej i szybciej od horyzontalnych? Czy nie powinniśmy inwestować w silną i dobrze wyposażoną armię? I maksymalnie korzystać z możliwości zdobycia doświadczeń bojowych np. w Iraku i Afganistanie zamiast się z nich wycofywać? I wreszcie - ze wszystkich sił bronić dostępu Zachodu do ropy z Azji Środkowej przez szlaki transportowe Azerbejdżanu i Gruzji.
Jeżeli patrzeć na kilka ruchów do przodu to zagrożenie dla rurociągu Baku-Batumi jest zagrożeniem polskiej niepodległości. Niestety zatrważająco nieliczni przedstawiciele naszych elit wydają się zdolni do patrzenia kilka ruchów do przodu.
Czy trudno sobie wyobrazić wygranie wyborów na Ukrainie przez Partię Regionów, wybudowanie Gazociągu Pólnocnego, przejęcie przez Rosję kontroli nad Gruzją lub Azerbejdżanem? A dorzućmy do tego izolacjonistycznego prezydenta Stanów Zjednoczonych i dojście do władzy w Niemczech i Francji socjaldemokracji (taka mała podpowiedź - poprzedni premier Niemiec z tej opcji zasiada w radzie nadzorczej konsorcjum Nord Stream budującego Gazociąg Północny). Jaka wówczas będzie nasza sytuacja? I czy to jest taki nieprawdopodobny scenariusz rozwoju wydarzeń?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)