Wracam jeszcze do wrażeń po lekturze „Lodu” a mianowicie do głównego chyba bohatera tej książki czyli historiozofii. Jej bohaterowie co chwila dyskutują o takiej lub innej logice rozwoju dziejów i spierają się o nią. Z tego co mówi Dukaj w wywiadach – i o ile się orientuję ma rację – nie jest to nagięcie fabuły konieczne ze względu na koncepcję książki. W końcu XIX wieku i w początkach XX wieku faktycznie takie były tematy rozmów a pewne historiozoficzne obycie wchodzi skład zasobu poznawczego człowieka na pewnym poziomie.
Oczywiście aż się ciśnie na klawiaturę porównanie z czasami współczesnymi, czasami całkowitej atrofii tego rodzaju refleksji. W wymiarze historycznym, w której to nauce króluje przyczynkarstwo. Ale przede wszystkim w wymiarze politycznym – pierwsza liga polityki zupełnie abstrahuje od koncepcji takiej czy innej misji Polski, takiej czy innej wizji pozycji naszego kraju w perspektywie nie jednej-dwóch kadencji ale na przykład pół wieku do przodu.
Koncepcja sanacji państwa a’la PiS jest przecież postulatem dokonania bieżącego remontu instytucji wspólnotowych, przywróceniu państwu elementarnej sterowności i rządności. To oczywiście ważne kwestie ale nie tak ważne jak długofalowa koncepcja w jakim kierunku owe naprawione instytucje powinny naszą wspólnotę prowadzić, czyli mówiąc górnolotnie jaka powinna być misja Polski na najbliższe kilkadziesiąt lat.
Co by jednak o refleksji politycznej PiSu nie mówić bije na głowę koncepcje PO jedną cechą, że tak powiem ontologiczną – mianowicie istnieje. Bo koncepcja PO, o ile w ogóle można mówić w tym kontekście o koncepcji, to Polska gnana jak suchy liść na wietrze zewnętrznych i wewnętrznych koniunktur niezależnych od państwowego ośrodka decyzji politycznej. To Polska prowadzącą politykę zagraniczną będącą wypadkową polityki zagranicznej Niemiec i prowadzącą politykę wewnętrzną będąca wypadkową aktualnego układu sił między największymi lobbies.
Nasza polityka jest przygnębiająco mała


Komentarze
Pokaż komentarze (1)