Przypomniałem sobie niedawno „Pogodę na jutro” Stuhra. Nawet niezła komedyjka – w przeciwieństwie do wielu innych (w tym opisywanego tu niedawno „Serca na dłoni”) jest śmieszna.
Natomiast ponownie, tak jak przy pierwszym kontakcie, uderzył mnie w niej przykład strasznego lenistwa i niedbalstwa.
Mianowicie w filmie często przewija się wątek kampanii wyborczej z obowiązkowo pokazanym głupim i nieuczciwym politykiem. Mniejsza już o to, taki w polskiej popkulturze funkcjonuje obraz polityka i na to się nie zżymam.
Zżymam się natomiast na sposób pokazania mechaniki, „kuchni” kampanii wyborczej, który świadczy o tym że autor scenariusza trzymał się na kilometr od kogokolwiek kto choćby raz w życiu przez kilka godzin pracował przy jakiejś kampanii.
Przykład pierwszy z brzegu: w pewnym momencie z ekranu pada „potrzebujemy dwieście plakatów i trzysta ulotek do Radomia”.
Dwieście plakatów i trzysta ulotek to jest ilość która byłaby w ogóle zauważalna w mieście do kilku tysięcy osób. Już w kampanii do Rady Miasta Gdyni (a więc obejmującej teren kilku dzielnic tego miasta) byłyby to ilości zupełnie niezauważalne – a co dopiero w mieście wielkości Radomia. Co więcej zupełnie dziwne są proporcje – zazwyczaj ilości zużytych ulotek wynoszą w sztukach 10-20 razy więcej niż plakatów. Mało tego – taką duperelą na pewno nie zajmuje się prawa ręka lidera ugrupowania.
To tylko przykład pierwszy z brzegu, ale takich kwiatków jest mnóstwo. Kasa jest nieleganie wyprowadzana z kampanii na zakup nieruchomości – podczas gdy tak naprawdę każda kampania to worek bez dna na pieniądze i w sposób zorganizowany to raczej kasę na lewo się na kampanię zbiera a nie z kampanii zabiera (z tego co słyszałem, oczywiście sam świadkiem nie byłem, byłem natomiast świadkiem że zawsze i w każdej kampanii problemem jest brak pieniędzy a nie gdzie ulokować ich nadmiar). Takie przynajmniej były jak do tej pory wszystkie afery związane z finansowaniem kampanii (związane z przepływem pieniędzy do a nie od kampanii). Poza jednym jedynym przypadkiem sztabu PO w 2005, ale tam była to prywatna gra dwóch osób nacinających własne ugrupowanie. Kampania która w sposób zorganizowany pozbawiałaby sama siebie środków na funkcjonowanie to absurd.
I tak dalej, i tak dalej mógłbym tak długo.
Tego wszystkiego można by uniknąć gdyby producent/scenarzysta/reżyser wykonał kilka telefonów i dał scenariusz do przeczytania komuś kto ma o kampaniach wyborczych choć blade pojęcie. Niestety jak widać nie chciało się.
Przy takim podejściu czuję się jako widz olany i zlekceważony. Nie mam zaufania do filmu jako takiego bo skoro o kampanii wyborczej są bzdury to pewnie o innych elementach tła też są bzdury.
Nie wymagam od razu maniactwa na poziomie Roberta DeNiro który podobno przed rolą w „Taksówkarzu” kilka tygodni jeździł na nocnych kursach nowojorską taksówką. Wymagam tylko minimum rzetelności i dbałości o realia. Najwyraźniej wymagam zbyt dużo.



Komentarze
Pokaż komentarze