Poza pracą, obowiązkami domowymi, polityką i tak dalej potrzebuję czasem jakiejś intelektualnej odskoczni. Od kilku tygodni taką odskocznią jest dla mnie zgłębianie tajników wojny secesyjnej, która od dawna jest dla mnie jednym z ciekawszych okresów w historii. Trudno powiedzieć dlaczego, pewnie przez amerykanocentryczną popkulturę (ze swietnym czterogodzinnym filmem "Gettysburg" na czele).
Nie będę tu jednak dywagował czy Robert E. Lee był lepszym generałem niż "Stonewall" Jackson (bo Grant był niewątpliwie generałem przeciętnym, której to tezy podejmuje się bronić), co by było gdyby pierwszego dnia bitwy pod Gettysburgiem brygada Smitha została wysłana do zajęcia praktycznie nie-bronionengo Culp's Hill, albo drugiego dnia brygada Vincenta spóźniła się pół godziny na Little Round Top, dlaczego flaga Skonfederowanych Stanów Ameryki zupełnie nie wyglądała jak ta, która obecnie uchodzi za flagę Konfederacji i tak dalej.
Chcę się tylko podzielić małym rodzynkiem na który przy okazji natrafiłem:
9 maja 1864 roku podczas wstępnej fazy bitwy pod Spotsylvania Court House dówódca jednego z korpusów w Armii Potomaku generał John Sedgwick zginał trafiony w głowę kulą strzelca wyborowego. Wiecie jakie były jego ostatnie słowa tuż przed śmiercią: "Spokojnie, z tej odległości nie trafiliby w słonia"
(za: Larry Tagg "The Generals of Gettysburg: The Leaders of America's Greatest Battle).




Komentarze
Pokaż komentarze (2)