Otóż na tekst Trysterona na temat picia mleka prosto z krowiego cyca odpowiedział Saloon240, tym że nomen-omen "trzeba globalnie spojrzeć na rzeczywistość", gdyż nolens-volens jedna chora krowa może skalać mleko całego stanu. Czyli nie chodzi o to, że jeden Amerykanin może sobie lokalnie dostać biegunki, a cały stan tę biegunkę dostanie globalnie. Więc pomysł by biegunkogennego mleka nie przewozić przez granicę stanów nie jest aż tak pozbawiony sensu. Okazało się więc, że Saloon240 ma zupełnie "zdrowe" lewicowe poglądy. Wg niego to nie pojedynczy człowiek dostaje biegunki. Biegunki dostają - jak chciał Marx - masy. Biegunki dostaje społeczeństwo jak chce socjaldemokracja, czy naród jak chcą narodowi socjaliści.
Jakoś dziwnie się złożyło, że oprócz tekstu o polityce fekalnej państwa - "powieszonego" u Jankesów - tego samego dnia zamieściłem u Konfederatów bliźniaczy tekst na temat kolektywizacji cycków. Tekstów tych do tej pory de facto nic nie łączyło, poza siostrzaną (jak te teksty) republiką Francją, radzeniem sobie z bezrobociem przez państwo i ogólnie kolektywnym czy wręcz totalitarnym myśleniem. Jednak Saloon240 znalazł nić przyczynowo-skutkową pomiędzy cyckami a biegunką w postaci rozstrojenia żołądka w skutek skażonego mleka.
Już Gombrowicz obrzydził mi twarz w Ferdydurke. Argumentował, że wszystko bierze się od "pupy" łącznie z "gębą", która jest potocznie zwana papą. Teraz cycki obrzydził mi Saloon240, ponieważ połączył je z tym, co z tej pupy - oprócz twórczości Gombrowicza - się wyłania. "A miało być już tak pięknie, wywiady miały być" a tak "Lamia, nie dotykaj tego (mleka) skażone może być!" i „prawie nas nie wykastrowały a Ty cycki sobie cyganie przyprawiasz”. Choć nie do końca pięknie, bo awersja porównał narysowane przeze mnie cycki do cycek od Delacroix. Moje są nierewolucyjne!
Jednak moje lokalne problemy z głową nie są aż tak istotne jak te globalne. (Venissę uprasza się o natychmiastowe zbadanie mojej kondycji psychicznej! Venissa zaproponowała kiedyś, że każdy nowy wpis powinien czytać psycholog i oceniać czy blogger nie ma jakiś zaburzeń i czy w związku z tym tekst nadaje do umieszczenia. Venisso! niech się Pani wypowie, bo jeszcze ktoś ten wpis przeczyta za nim mnie odeślą do psychuszki. Ten cham Dyzma ciągle straszy przeflancowaniem do Tworek. Choć podobno bycie wariatem nie jest takie złe. Goya zaczął genialnie malować po tym, jak oszalał od ciągłego wdychania farby opartej na ołowiu. Nam też się to może przytrafić od ciągłego kolektywnego wdychania H2Su i amoniaku. Będziemy narodem artystów!) Globalnym problemem jest to, że są osoby, które mają niedobór jakiegoś enzymu - powiedzmy dla ustalenia uwagi - laktazy (ale jako niewykształciuch mogę się mylić (wykształciuchy wypowiadają się zawsze ex cathedra)). Niejaki Witold Pyrkosz przyznał się w jednym talk-show, że po mleku dostaje biegunki.
Czy w związku z tym...?:
a) biegunka pana Witolda Pyrkosza to jego prywatna sprawa
b) biegunka pana Witolda Pyrkosza to publiczna sprawa, ale pan Witold Pyrkosz jest świadomy zagrożeń picia mleka, więc mamy do niego w tej materii pełne zaufanie ("wszyscy do wszystkich")
c) biegunka pana Witolda Pyrkosza to publiczna sprawa, ale ponieważ "biegunka jednej osoby to dramat - milionów to statystyka" - profilaktycznie/prewencyjnie zabraniamy mu pić mleko
d) biegunka pana Witolda Pyrkosza to publiczna sprawa, ale ponieważ "biegunka jednej osoby to dramat - milionów to statystyka" - profilaktycznie/prewencyjnie zabraniamy pić mleko wszystkim, gdyż byłoby to niesprawiedliwe społecznie, że tylko pan Witold nie może pić mleka
e) uznajemy pana Witolda za wroga ludu, gdyż jego biegunka jest sabotażem na mającą chwilowe problemy tzw. służbę zdrowia, nie po to podatnicy płacą na służbę zdrowia (przychody), by pan Witold marnował te środki wraz z odchodami
f) biegunka pana Witolda to "nasza sprawa" (cosa nostra)
Jestem ciekaw Państwa opinii.
Napisałem też tekst, że nie jesteśmy narodem specjalnej troski, gdyż i Amerykanie nie gęsi i swoje absurdy mają. Czy więc w materii przewożenia żywności jesteśmy od nich rozsądniejsi? Otóż nie. My mamy rozporządzenie ministra zdrowia, że babcia nie może przewieść natki pietruszki z jednego województwa do drugiego i sprzedać jej na bazarku. Przecież natka mogłaby się zepsuć. Minister wyszedł z założenia, że nie ważna jest odległość a granica województwa. Choć, "Panie! mleko ma najlepszy transport inaczej się zsiada".
Czyżbyśmy na prawdę żyli w totalitaryzmie? Zamiast Wielkiej Oddziałowej mielibyśmy Wielką Klozetową? Spokojnie... skończy jak Sardanapal na szkicu Delacroix (finalny obraz jest zbyt wylukrowany, taki różowo-salonowy).


Komentarze
Pokaż komentarze (2)