Blog
Panem et Circenses czyli Taniego Kredytu i Tańca z Gwiazdami
hrPonimirski
hrPonimirski sarmata
8 obserwujących 113 notek 23092 odsłony
hrPonimirski, 14 listopada 2017 r.

Rewolucja francuska – ulica bez zagranicy, ale z cyklistami

230 6 0 A A A

O rewolucji francuskiej pisałem rok temu sprawdzając, co możemy się ciekawego dowiedzieć z wiki. Dziś będzie jeszcze ciekawiej, bo będzie to na podstawie książki z cyklu Historia Powszechna. Dowiemy się jak powstał Komitet Obrony Parlamentu (docelowo z hasłem – „Precz z Ludwikiem-Okrutnikiem”) i jak doszło do wyborów Stanów Generalnych, czyli pierwszego kroku odsunięcia złej absolutystycznej władzy. Jeżeli cykl pozwoli to dojdziemy w kolejnych odcinkach do dyktatury Napoleona. (Intuicja powinna nam podpowiadać, że przeważnie obrona demokracji kończy się rządami wojskówki, ale warto to prześledzić krok po kroku.) Czy władza była zła, czy miała pecha „nie być właściwą władzą” – nie mnie to oceniać. Najpierw, więc akapit nudnego wstępu na temat nudnego kataklizmu z akapitem dygresyjnym. Potem już jak u Hitchcocka i w poprzednim tekście na bazie wiki – napięcie będzie rosnąć.

Otóż Francja AD 1789 to kraj nędzy i rozpaczy. Francja wymyśliła sobie, że wprowadzi wolny rynek i jakieś 10 lat wcześniej obniżyła cła na handel tekstyliami z Wielką Brytanią do 10%. Strzelam, że to była realizacja programu fizjokratów – „laissez faire, laissez passer”. Pewnie rynek, by się po jakimś czasie obronił, jednak przez jakiś czas się stabilizował – tzn. właściciele i robotnicy odpowiednich manufaktur nie chronionych cłami już stracili pracę, ale jeszcze nie znaleźli sobie nowej (choć Francuzi ogólnie zyskali tanie ciuchy, a 10 lat to trochę długo). Do tego było gradobicie i koklusz. Naprawdę. Był nieurodzaj i ceny żywności wzrosły. Do tego kilka pożyczek po kilku mniej lub bardziej sensownych wojnach. Plus nowe pożyczki potrzebne na ratowanie sytuacji, czy zawinionej przez państwo (bo wiadomo, jak państwo wprowadza regulacje to później musi je potem naprawiać, nawet jak są one deregulacjami), czy obiektywnej – gradobicia i kokluszu. W każdym razie potrzeba było na gwałt pieniędzy.

Dlaczego wcześniej były wysokie cła? Bo występowała inna mądrość etapu – zamiast fizjokratyzmu był merkantylizm. Merkantylizm - jak wieść gminna niesie - promuje eksport nad import w celu skarbienia pieniądza. Bo pieniądz to bogactwo. Ale to nieprawda. Merkantylizm to inna odsłona wolnego rynku. Każdy liberał wie, że jak się opodatkuje cegłę to jakby się opodatkowało wszystko a podatki będą proste. Ale co jak się przywiezie cegłę zza granicy? Albo towar z manufaktury (wybudowanej z cegieł)? Trzeba import zablokować cłami albo przynajmniej niech cła zrównoważą brak wpływu z podatków. Koniaczek?

No i zamiast jednego okienka mamy jedną komorę (celną). W sumie tych monopoli państwowych było dużo więcej, ale myśl, że łatwiej ściągać podatki w takich warunkach, wydaje mi się kusząca.


Wracając do głównego wątku seria nieszczęśliwych wypadków wygląda tak:

- król potrzebuje pieniędzy (spadł mu rejting i nie może dalej pożyczać)

- De Brienne, generalny kontroler finansów zwraca się z prośbą (a w zasadzie „po prośbie”) do z gromadzenia notabli (głównie kler i szlachta, choć i stan 3ci) o pieniądze (tu by się przydał głos jakiejś spikerki z telewizyjnej stacji komercyjnej o tonie, przepełnionym grozą - zwiastującą mającą nastąpić katastrofę; jakieś efektowne prezentacje ze strzałkami jak przesyłane są wnioski, etc…)

- Markiz de La Fayette mówi: - „Hola, hola a gdzie Stany?” -„No ale nie zwołujemy Stanów Generalnych od ponad 100 lat.” – „No tak, ale nie zwiększaliście podatków”

- De Brienne rozwiązuje zgromadzenie notablów, zamiast tego zwraca się do parlamentu paryskiego o rejestrację królewskich edyktów podatkowych

- Parlament odmawia zarejestrowania edyktów stając na stanowisku tym samym co markiz de La Fayette, że tylko Stany Generalne mogą uchwalić nowe podatki

- Król osobiście stawia się w parlamencie i nakazuje odpowiednie zapisy

- Parlament unieważnia zapisy następnego dnia

- Król skazuje parlament na wygnanie do Troyes

- Parlament staje się popularny wśród burżuazji – czy powstanie Komitet Obrony Parlamentu? Burżuazja zapomina, że parlament bronił warstw uprzywilejowanych (np. wysokich rent noblesse de cour). Parlament to taki Trybunał Konstytucyjny – ale zaraz, zaraz – nie ma jeszcze konstytucji. Parlament to głównie noblesse de robe (szlachta sukni – urzędnicy)

- Parlament reflektuje się, że jeśli zwołane zostaną Stany Generalne to jego pozycja w mówieniu „spadaj na bambus” królowi zmaleje

- Parlament reflektuje się, że w sumie to tylko blefował z powołaniem SG, aby zyskać na czasie

- Król traci cierpliwość i rozprawia się ostatecznie z parlamentem

- Komitet Obrony Parlamentu przechodzi od słów do czynów na zamykanie lokalnych parlamentów (poza Paryżem) odpowiada zamieszkami. W jednym miejscu rzuca nawet dachówkami w wojsko – przywrócono tam parlament. Gdzieniegdzie wojsko w ogóle odmówiło interwencji

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"The market is a democracy in which every penny gives a right to vote." [Ludwig von Mises]
"The battle is a democracy in which every sword gives a right to vote." [Jerzy hr. Ponimirski]

image


Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Pana literówka zainspirowała mnie do nazwania uniwersum "lewackich" memów i tłitów...
  • "W bliżej nieokreślonej przyszłości – może nawet jeszcze w tym tysiącleciu?" proszę nie...
  • pamiętajmy Roberta Aske'a

Tematy w dziale Kultura