Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 490 notek 181538 odsłon
Ignatius, 28 lutego 2018 r.

Voidhanger: The Antagonist (2012) - Recenzja

90 0 0 A A A
Otoczony okruchami boskości...
Otoczony okruchami boskości...

Voidhanger po udanym debiucie szybko utrwala swoją obecnie na scenie zgrabnym minialbumem, składającym się z czterech autorskich utworów i coveru Bathory. Całość trwa niespełna dwadzieścia minut – biorąc pod uwagę, że długograj trwał o dziesięć minut dłużej to i tak nienajgorszy wynik.

Pierwsze co się rzuca w uszy, to bardziej surowa produkcja, surowa i bezczelna jak oprawa graficzna. Takiego nasycenia brudu mogło brakować co poniektórym na Wrathprayer (2011).

The Antagonist (2012) jest mięsista niczym wapniejące żyły wiedźmy (zwłaszcza partie basu Zyklona) a zarazem sucha i złowieszcza, jak cała jej reszta (poprzestańmy na tym, co by niepotrzebnie, nie rozwodzić się na temat kondycji fizycznej biednej wiedźmy).

Płytkę otwiera tradycyjnie intro, będące mało czytelnym skrawkiem transmisji, zniekształconej zakłóceniami. Szybko przerwana zostaje brudnym voidhangerowym wjazdem a imię jego „Malignant Crescendo” – ciekawy zbieg okoliczności, zważywszy, że EPkę wydaje Malignant Voices… Wjazd ów szybko rozrasta się do rwącego potoku jadu i żółci (zwłaszcza w partiach wokalnych Warcrimera). Wspomniany już cudnie uwypuklony basiur Zyklona gra na mojej czułej nucie. W tle porykujące chórki wykrzykują tytułowe słowa. Utwór zróżnicowany pełen zwrotów akcji i ciekawych zagrywek. Przybrudzona produkcja podkreśla obskurny styl zespołu.

Jak na utwór tematycznie poświęcony świnkom, musiał się zacząć od uroczych i ciepłych odgłosów trzody chlewnej – kwik, kwik! W „Feed them to the Pigs” zmierzamy w złowrogie odmęty nieprzyzwoitości. Bardziej przestrzenny utwór, zwłaszcza jeżeli chodzi o sferę gitarową, z których zdjęto ciężar, na rzecz piłującego brzmienia. Barbarzyńskie partie perkusji Priesta razem z drażniącymi riffami przegryzanymi dozą pijackiej przebojowości. Finał jak to u Voidhanger – karkołomny, zwłaszcza gitary zbierają krwawe żniwo mieląc i tnąc.

Czas na gnijącą wisienkę na śmiercionośnym torcie rozkładu. Był taki czas, że szanujące się rockowe/popowe zespoły (absolutnie komercyjnego podtekstu) montowała przebój świąteczny, aby umilał gawiedzi oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia. Śląsko-krakowska kapela wpisując się w tę piękną tradycję, proponuje swój bożonarodzeniowy temat (sic) Po utworze o Wampirze z Bytomia z pierwszej płyty, przyszedł czas na kolejną barwną historyjkę z życia wziętą. „Silent Night, Deadly Night (25.12.1976)” poświęcona jest kryminalnej zbrodni (potrójne morderstwo) znanej szerzej jako „Sprawa połaniecka”. Jest to intensywny utwór z charakterystycznym dla zespołu akcentowaniem patosu. Całość jawi się jako kolejny turpistyczny hiciorek. Jest to najbardziej dopracowany utwór, zwłaszcza w fenomenalnie nienawistnych wokalizach i obłędnych przejściach perkusisty. Prosty ale jakże skuteczny naturalistyczny zabieg, w postaci sampli na początku i końcu uwiarygadniają przekaz kolędy.  

 

…niech żyje zatracenie!

Ostatnim utworem autorskim jest „Crumbs of Divinity” najbardziej death metalowy i rozpędzony utwór jaki znalazł się na The Antagonist (2012). W połowie kawałka przychodzi czas czarnej refleksji, utwór nieco wytraca tempo, partie gitar zyskują na ciężarze, by po nienaturalnym skrępowaniu, zerwać więzy i eksplodować w pierwotnym punkowym uniesieniu. Utwór okraszony został nawet polską frazą, co niejako stanowi przedsmak tego co się wydarzy na następnym wydawnictwie.  

Całość wieńczy „Sacrifice” Bathory – cover jak cover miły dodatek i wypełniacz.

Jak na przerywnik pomiędzy jedną a drugą płytą, The Antagonist (2012) jest bardzo treściwy. Jak to często bywa w przypadku tego typu wydawnictw, czuć niedosyt. Po odsłuchu nachodzi bezsensowna a jednak nurtująca myśl - jaka by wyszła z tego płyta, gdyby temat został pociągnięty i dograno by jeszcze parę kawałków? Zresztą zamiast się głowić, lepiej po prostu wcisnąć przycisk PLAY... a potem jeszcze raz... i jeszcze...



Opublikowano: 28.02.2018 19:30. Ostatnia aktualizacja: 28.02.2018 19:36.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Poliszynel Coś w tym z pewnością jest, ale popatrzmy na to z drugiej strony -  jednym...
  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...

Tematy w dziale Kultura