Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 483 notki 175075 odsłon
Ignatius, 11 marca 2018 r.

Chaotyczne doświadczenia: Vader - Relacja

187 1 0 A A A
Strange visions dreams my mind
Strange visions dreams my mind

Od lat w przedszkolach uczą o tym, że demo Morbid Reich (1990) otworzyło wrota do światowej kariery zespołu z Olsztyna. Pierwszym wymiernym owocem ciężkiej pracy była pierwsza długogrająca płyta The Ultimate Incantation (1992). Wszak Vader to pierwszy eksportowy zespól z za Żelaznej Kurtyny, który odniósł wymierny sukcesem komercyjny na świecie - wcześniej na poletku rockowym była chyba tylko węgierska Omega... 

Po mało chronologicznym cyklu tras celebrujących jubileusze: Black to the Blind (1997) wraz z EP Sothis (1994) w 2012 roku, czasów „zanim nastała era chaosu” (dema) w 2015 roku przyszła pora na objeżdżanie świata z The Ultimate Incantation (1992) Pierwsza przymiarka nastąpiła podczas Metalmanii 2017, gdzie jednak nie zagrano w całości tego materiału - tłumaczono ten fakt ograniczonym czasem festiwalowym. Dziwna to była wymówka, wszak dziwnym trafem, znaleziono czas na kilka innych utworów...

Inauguracyjnym koncertem drugiej części trasy World Incantation Tour 1993-2018 był gig w Zabrzu, który odbył się 9.03. w CK Wiatrak. Publiczność usiłował rozgrzać przymulający, jednostajny występ Uerberos - na uwagę zwróciło niecodzienne zachowanie wokalisty, który dwa razy opuścił scenę, w celu pospacerowania wśród publiczności. Kto wie może w celu skontrolowania czy instrumentaliści trzymają fason? Pod koniec zespół jakby bardziej się rozkręcił, nie wiem czy to kwestia nagłośnienia, ale propozycja zespołu z Żor niebyła porywająca.

Nieobojętne musiało być dla fanów, zwłaszcza weteranów z odpowiednim stażem (jakich w Zabrzu nie brakowało – i to w pierwszym rzędzie) intro będące fragmentem Macbeth (1989) kolektywu Laibach.. Dokładnie tak jak dwadzieścia pięć lat temu, co zostało udokumentowane na pierwszym albumie koncertowym The Darkest Age – Live '93 (1994).

Na koncertach Vader niema, że boli - nikt się w tańcu nie...oszczędza.

Na koncertach Vader docenić można posiadanie żeber… jakże potrafią być elastyczne! 

Na koncertach Vader w amoku headbangingu, nie przeszkadzają takie detale jak notorycznie wbijany łokieć w różne odcinki kręgosłupa…

W końcu muzycy w bojowym rynsztunku wyszli na scenę - dopracowany wizerunek sceniczny jakby żywo wyjęty z lat 80, idealnie współgrał z repertuarem.

The Ultimate Incantation (1992) w koncertowym wydaniu to była wyjątkowo intensywna batalia bez chwili wytchnienia. To była gitarowa uczta dla rozmiłowanych w starej szkole death metalu. Wspaniała kolekcja piekielnych riffów. Cały zespól dawał z siebie wszystko, pałker James Stewart tak wymiatał, że się szybko zaczął przegrzewać, o czym świadczyło pozbycie się koszulki. To była  rzeź…Tego typu trasy pozwalają posłuchać długo niegranych perełek. Na przestrzeni lat w secie raczej zawsze przewijały się takie vaderowe standardy jak: obowiązkowy „Dark Age”, „Chaos”, „Vicious Circle”, rzadziej „Final Massacre”,  Decapitated Saints”.

Dlatego największe wrażenie zrobiło na mnie skrzętnie ukrywane, zakazane zaklęcia. Sekretne formuły wyrwane z prastarej księgi Necornomicon. Mowa tu o obłędnym „One Step to Salvation”, w którym przez gapiostwo ochroniarza, Peterowi o mało fan mikrofonem nie wybił zębów. Innymi równie rzadkimi, przekleństwami sięgających czasów bogów Cthulhu i Yog-Sothotha były „Testimony”, „Demon’s Wind”. Na żywo mordujące jeszcze zacieklej niż na płycie. Ciekawostką była polskojęzyczną wersja Reign-Carrion czyli „Trupi jad”.

Trupi swąd, rozkładu swąd, martwe ciała gniją w piekle

Krwawa łuna, krwisty cios, śmierć za życie

Grób za krew, bramy piekieł, królestwo Złego, ognista otchłań

Gdzie mieszka śmierć…

Majestatyczny „Breath of Centuries” zamykał pierwszy album, na szczęście Vader miał w zanadrzu jeszcze parę niespodzianek. W ramach bisu poprawiono materiałem z EPki Sothis (1994) wyłączając przerywniki. Mimo wszystko Peter pokusił się o deklamację fragmentu „Hymn to the Ancient Ones”. Set przez to ani trochę nie zwolnił, nie licząc coveru „Black Sabbath” – w vaderowej interpretacji, Peter wznosi się na teatralne wyżyny. Ostatnim kawałkiem był obfity deszcz krwi – „Raining Blood” czyli – 125% Slayera w Slayerze.  

Koncerty Vader od lat utrzymują nieprzeciętny poziom. Zawsze pod sceną jest sroga walka, po której boli kark a gardło zdarte. Dla Petera i spółki czas się chyba zatrzymał - choć nie całkiem bo srebra z włosów nie ubywa… Pomyśleć, że przy okazji tras z okresu Revelations (2002) Peter sobie celowo wybielał włosy aby uzyskać efekt anioła z okładki...

Po wszystkim świętowanie przeniosło się do baru, poszczególnie muzycy po przerwie wyszli spotkać się z fanami, możnabyło załapać się na zdjęcie, autograf, zamienić po ludzku parę zdań. Interesującą informacją była zapowiedź kolejnej trasy z cyklu okrągłych rocznic, która odbędzie się jesienią.   

Ignacy J. Krzemiński


Opublikowano: 11.03.2018 22:15. Ostatnia aktualizacja: 25.03.2018 22:07.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...
  • @Teutonick  Mam z obu, ...

Tematy w dziale Kultura