Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 489 notek 180366 odsłon
Ignatius, 25 października 2018 r.

Kolejny martwy rok: KSU - Relacja

895 7 0 A A A

A KSU na tej wojnie, ładnych parę lat. Już czwartą dekadę idzie pod prąd. Taki staż na polskiej scenie rockowej to nie w kij dmuchał. Szmat czasu i bardzo zacny wynik. Zwłaszcza, gdy mowa o takim fenomenie jak KSU. 20.10 w katowickim Mega Clubie odbył się jeden z specjalnych koncertów celebrujących jubileusz.

Niesamowite historie na temat jednych z prekursorskich polskich punkowych załóg, cały czas są spisywane i wydawane w kolejnych woluminach. Ostatnia pozycja KSU mój świat (2018) swą premierę miała dzień przed koncertem. Do dziś wielu zachodzi w głowę… Jakim cudem w 1977 roku, w głębokim PRL’u, na końcu świata tzn. Polski (w bieszczadzkiej głuszy), powstał zespół KSU. Istnieją różne wersje zaczerpnięcia nazwy zespołu z Ustrzyk Dolnych: od tablicy rejestracyjnej oraz akronimu Kurwa Sami Ukraińcy. Cuda jednak się zdarzają, grupka nonkonformistów zachłyśnięta zachodnią muzyką rockową (dzięki radiu Wolna Europa – gdzie po raz pierwszy usłyszeli muzykę punk rockową) rozpoczęła swoją małą rebelię. Należy pamiętać, że to był jeden z nielicznych prawdziwych grup punkowych, które rzeczywiście, konsekwentnie i realnie walczyły z systemem. Za co członkowie zespołu spotkali się z odpowiednimi sankcjami. Nie wchodząc w szczegóły, oprócz takich atrakcji jak inwigilowanie przez SB, zespół borykał się z wieloma innymi problemami. Świadczy o tym fakt, że w przeciwieństwie do całego „reglamentowanego” rocka w Polsce lat 80 – KSU dopiero dziesięć lat od momentu powstania nagrywa swój debiut, nie mówiąc o występie na Jarocinie. Głównymi powodami było wyznawanie lokalnego patriotyzmu, jawnie antykomunistycznej postawy, nieodłącznie związanej z działalnością w WRB (Wolna Republika Bieszczad).

KSU nawet pod kątem wydawania albumów jest specyficzny – to jest jeden z najbardziej piraconych polskich zespołów. Zespół od jakiegoś czasu nagrywa raz na ruski rok, często nagrywając nowe wersje dotychczasowych utworów – jubileuszowe, w tym akustyczne płyty. Wyczuwam w tym reminiscencje wczesnego okresu, kiedy to KSU coverowało m.in. Black Sabbath i Led Zeppelin. Folkowy sznyt mocno podkreślany w muzyce i sferze tekstowej zdominowało stylistykę KSU.

Z oryginalnego składu pozostał jedynie Eugeniusz ‘Siczka’ Olejarczyk (wokal oraz gitara). Wspomagany od lat przez perkusistę Leszka ‘Dziaro’ Dziarka. Skład KSU na przestrzeni lat co chwile ulegał zmianom. Od roku drugim gitarzystą jest Maciej Biernacki, bas szarpie Tomasz Rzeszutek. KSU towarzyszyła część muzyków sesyjnych z folkowej grupy Matragona, którzy brali również udział w nagrywaniu ostatniego albumu Dwa narody (2014).

Na początek parę słów o licznym gronie suportów. Była to mieszanka niezależnych młodych (heavy metalowy Styxx, „hipsterski” Zespół Wychowawczy, heavy metalowy P.A.G.E.) i starych zespołów (najbardziej brudna i punkowa Terapolka) z okolic metalu i szeroko rozumianej rockowej alternatywy. Zespoły, które uczestniczyły w świętowaniu, zostały wybrane w głosowaniu za pośrednictwem facebooka. Ostatecznie każda z grup, zaprezentowała szczerą muzę, okraszoną polskojęzycznymi tekstami.

Śląski Styxx wybijał się specyficzną choreografią – bezsprzecznie wigor basisty i jego sceniczne ruchy skradły show reszcie zespołu. Zespół Wychowawczy z Ząbkowic Śląskich zaczął hołdem dla zespołu Defekt Muzgó po czym niepotrzebnie przymulał przez ¾ sztuki. Dopiero coś ich ruszyło na sam koniec prezentując wesołe, skoczne, lekko pastiszowe granie, które dużo lepiej się sprzedało niż smęcenie. P.A.G.E. z Krosna zaprezentował porcję bardzo melodyjnego heavy metalu z ciekawym przesłaniem. Na uwagę zwracała atrakcyjna forma autopromocji zespołu, który rozrzucał egzemplarze płyt i zachęcał do polubienia swego fanpage’a. W zamian za płytę (premiowano pierwsze dziesięć polubień – ciekawe, czy się załapałem). Zespół prezentował interesujący, pozytywny przekaz. Był to zdecydowanie najlepiej nagłośniony zespół tamtego wieczora. Terapolka rodem z Chełmka i Oświęcimia zaprezentował najbardziej surowe brzmienie, najbliżej stojące obok punka zarówno lirycznie jak i muzycznie.

Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że w zasadzie do ostatniej chwili nie wiadomo było jak układa się lineup – kto, o której i dlaczego tak długo. Było to bardzo nieprofesjonalne, zważywszy na to, że wiele osób przybyło z zamiarem zobaczenia wyłącznie gwiazdę wieczoru. Szkoda, że zabrakło rasowego punkowego zespołu np. kolegów z sąsiedztwa Burek! Dobry Pies – sądzę, że tacy goście byliby jeszcze milej widziani. Samo wydarzenie zaś byłoby bardziej spójne.

KSU swój koncert rozpoczął utworem „Pęknięty dzban”. Wyważony folkowy, ładnie zagrany kawałek bez odpowiedniego przytupu, którego by się oczekiwało na starcie (zwłaszcza) od punk rockowej grupy. Tak sobie myślę, że zacznę od wylania wszystkich „żalów” związanych z występem czcigodnych jubilatów. Niestety niedane mi było wcześniej posłuchać na żywo i w kolorze KSU. Przez to nie posiadam punktu odniesienia, jak wygląda „standardowy” gig zespołu z Bieszczad. Z początku tłumaczyłem sobie, że to kwestia troski i uszanowania gości grających na instrumentach o słabszej sile rażenia. Niestety dotyczyło to również kawałków granych bez ich udziału. W gitarach było za mało gruzu i mięcha, brzmienie było płaskie i suche. KSU było najsłabiej nagłośnionym zespołem tamtego wieczoru! Fakt, faktem brzmienie było selektywne, wokal Siczki był czytelny niestety nic poza tym. Folkowo akustyczne momenty koncertu nadawały występowi powagi, tworząc odpowiednią atmosferę, która współgrała z zaangażowanym przekazem oraz poetyką tekstów. Wszystko to było tożsame z stylem wypracowanym na przestrzeni lat. Jednak nie tylko ja podczas koncertu, zaczynałem kręcić nosem. Raz usłyszałem odosobniony pomruk niezadowolenia i ponaglania, żeby zespół zagrał nieco żwawiej. Mimo to nie mogę zaprzeczyć, że fani byli więcej niż zadowoleni. Dawno nie wiedziałem takiej frekwencji w tym lokalu – Mega Club został wypchany do cna. Pod sceną w oparach alkoholu i potu wszyscy celebrowali, bawili się, skakali, podrygiwali i śpiewali. W ferworze walki dostrzegłem fanklubowe koszulki. Przyjęcie zespół miał wyborne, kilka razy zaśpiewano „100 lat”, widać było i słychać, że publiczność była zadowolona.

Opublikowano: 25.10.2018 22:00. Ostatnia aktualizacja: 25.10.2018 22:05.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Poliszynel Coś w tym z pewnością jest, ale popatrzmy na to z drugiej strony -  jednym...
  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...

Tematy w dziale Kultura