3 obserwujących
522 notki
198k odsłon
92 odsłony

Cum on Feel the Noize of Mega Therion: Slade / Therion - Relacja

Wykop Skomentuj1

Im dalej brniemy w tegorocznym wyjątkowo niemajowym, zasmarkanym maju tym gorzej… a przecież tak pięknie się zaczął (przynajmniej dla mnie) majówką we Wrocławiu. W koncertowym harmonogramie dla wielu miłośników gitarowych brzmień, stanowi od dawna honorowe miejsce. Dla tych co szarpią druty jest to wyjątkowa okazja, aby dla formalności stawić się i pobić kolejny rekord Guinnessa. Osobiście wolę rolę biernego uczestnika za to mocno zasłuchanego, w to co dane zespoły mają do zaoferowania. Tegoroczny przegląd zespołów w każdym z trzech dni był spektakularny. Organizatorzy zdecydowanie stawiają na różnorodność stylistyczną, dbając o to, aby każdy mógł nakarmić swój gust.  

Żałując z braku możliwości przeżycia wszystkich trzech dni 3-majówki, po dość trudnej selekcji zdecydowałem się na dzień pierwszy. Karta przetargową okazała się obecność legendy glam rocka w postaci Slade. Inne zespoły również były nad wyraz kuszące: poczynając od pastiszowego Nocnego Kochanka, który jest w trakcie ogrywania swej najnowszej płyty po zespół zamykający pierwszy dzień majówki Therion, który zresztą też jest całkiem świeżo po wydaniu premierowego materiału. Niestety z bólem serca muszę się przyznać, że spóźniłem się na Napalm Death – jestem przekonany, że nie zawiedli i pokazali jak się od najlepszej strony, (w małym stopniu, ale jednak przyczynili się do tego organizatorzy, którzy nie poinformowali o procedurze wymiany biletów na rzecz obowiązkowych opasek na ręce). Koncerty grane były na dwóch scenach. Niestety w dużej mierze występy zachodziły się na siebie, dlatego, Ci co nie opanowali sztuki bycia jednocześnie w dwóch miejscach stawali przed trudnym wyborem.

Nocny Kochanek

Wybierałem się na koncert śmieszków z Nocnego Kochanka od dłuższego czasu, ale jakoś zawsze coś wypadało. Sądząc po wciąż niegasnącym płomieniu popularności, nie muszę przybliżać na czym polega fenomen grupy. Jak już poruszam kwestie pirotechniczne to szkoda, że występ odbył się jeszcze za dnia - co to za randka w ciemność skoro było całkiem widno?! Sporo utraciła na tym ognista oprawa, jednak zespół zdecydowanie bronił się z jednej strony muzyką jak i nieodłącznym jajcarsko sucharowym (dla niewtajemniczonych należy dodać - z pełną premedytacją) zachowaniem scenicznym i nieodłącznym, obciachowo przejaskrawionym wizerunku. Set zdominowany, był przez jeszcze ciepły trzeci album z nieprzeciętnym hiciorem o koniu na białym rycerzu na czele. Wykonanie na żywo niejednego mogło zaskoczyć. Zwłaszcza, że perkusista Dominik Wójcik całkiem zgrabnie odegrał nastrojowy wstęp na flecie.

Nie mogło w tym heavy metalowym kabarecie zabraknąć sztandarowych kawałków z poprzednich krążków takich jak: „Andrzeju…” „Dziabnięty”, „Zdrajca metalu”, „Dziewczyna z kebabem” (niestety grany już na bis, kiedy to udałem się na występ następnego zespołu). Mnie osobiście najbardziej brakowało kawałka „Wielki wojownik”, ale to nic bo sądząc po reakcji fanów odniosłem wrażenie, że nie to było najistotniejsze co grali tylko to, że w ogóle grali. Publiczność dzielnie wtórowała wokaliście w zarówno starszych jak i nowych kawałkach. Nieskutecznie nawoływała do tego aby Krzysztof Sokołowski pokazał dupę, doszło nawet do ciekawej mutacji „ściany śmierci” polegającej na… prezentacji tańca towarzyskiego w mosh picie (sic)

Dlatego warto przynajmniej raz wybrać na koncert Nocnego Kochanka by zobaczyć na własne oczy zaangażowanie ludzi pod sceną i po prostu pozytywnie pobawić się przy starym dobrym heavy metalu. Pomimo prześmiewczego charakteru tekstów i wizerunku scenicznego błędem byłoby lekceważyć umiejętności techniczne poszczególnych muzyków (niedowiarków odsyłam do macierzystej grupy Night Mistress). Kamp w wykonaniu Nocnego Kochanka nadal się broni i dowodzi, że nie jest jeno sezonowa fanaberia.

Slade

Niestety aby nie przegapić początku występu Slade musiałem poświęcić fragment bisów Nocnego Kochanka. Miło że organizatorzy rozmieścili telebimy i po drodze z jednej sceny na druga można było w pewnym stopniu kontrolować poczynania zespołu na scenie.

Bez opóźnień na głównej scenie rozpoczął swój występ zespól Slade w składzie: Dave Hill (gitara), Don Powell (perkusja), John Berry (wokal, bas, skrzypce), Russell Keefe (wokal, klawisze). Pierwsza dwójka wyżej wymienionych stanowi połowę członków pierwotnego składu Slade.

Czystą przyjemnością była możliwość posłuchania na żywo 70. minutowego setu składającego się z samych hiciorów. Pokuszę się o stwierdzenie, że było esencjonalnie… w zasadzie zabrakło może jedynie ich popularnego bożonarodzeniowego kawałka... ale chyba podczas majówki nikomu, w głowie była zimowa aura. Z drugiej strony cóż weterani mogli innego zaprezentować? Skoro nawet nie mają, po co silić się na premierowy materiał. Dobrze zdając sobie z tego sprawę, że nawet na milimetr nie zbliżą się do chwały swych złotych lat...

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura