wqbit wqbit
552
BLOG

Kto bardziej naiwny - wierzący czy niewierzący?

wqbit wqbit Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

 

      Rozróżnienie między wiarą a niewiarą dokonuje się, w zasadzie przez wybór między dwoma przymiotnikami. Są nimi z jednej strony „obiektywny”, z drugiej strony „subiektywny”.

    Otóż dla wierzących Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest faktem obiektywnym, konkretnym i możliwym do stwierdzenia wydarzeniem, jakie miało miejsce „poza świadkami”, którzy ograniczyli się do przyjęcia go do wiadomości.

     Dla niewierzących zmartwychwstanie jest natomiast faktem subiektywnym. Czymś, co się może i dokonało ale wewnątrz domniemanych świadków, w mrocznej sferze ich pragnień, ich podniet i ich neurozy, może w ich mistyfikatorskiej woli.

     Dla wierzących Zmartwychwstały jest dotykalnym ciałem: „Popatrzcie na moje ręce i  nogi: to ja jestem. Dotknijcie Mnie (pselafao - grec. obmacajcie) i przekonajcie się: duch nie ma ciała i ani kości jak widzicie, że Ja mam(Łk 24,39). Dla niewierzących jest natomiast rzeczywistością zwodniczą, patologiczną i mroczną.

     Więc po uproszczeniu spraw w ten sposób, gdy się nad nimi zastanowić, można ze zdziwieniem stwierdzić, że hipoteza obiektywna może mieć większe prawdopodobieństwo od hipotezy subiektywnej.

     Istotnie łatwiej jest przyjąć, że apostołowie i uczniowie musieli ulec stwierdzonemu, bezspornemu faktowi, że stwierdzili rzeczywistość, której nie dało się zaprzeczyć, ponieważ przyciągała nie ich wyobraźnię, leczzmysły. Od wzroku do słuchu aż po dotyk: wezwanie Jezusa, aby Go dotknąć.

     Rzeczywiście łatwiej jest przypuścić to niż mieć zaufanie do teorii subiektywnej. Zakłada ona, bowiem coś absolutnie nieprawdopodobnego, pewnego rodzaju nadzwyczajną „podnietę” dla przezwyciężenia w uczniach przygnębienia wywołanego przez mękę i śmierć Jezusa. Wiemy jak palące było rozczarowanie piątku. Tak wielkie, że grupa mężczyzn i kobiet, zagubionych, zabarykadowała się w domu w przekonaniu, że zostali oszukani. Bardzo stara tradycja łączy dzień sobotni z obecnością Maryi, która sama zachowywała mocną wiarę w zmartwychwstanie, podczas gdy wszyscy inni byli tak zawiedzeni, że grupa apostolska była bardzo bliska rozwiązania się, po tej przygodzie rozpoczętej z tak wielkimi przygodami a zakończonej tak tragicznie.

     Pozostawano, zatem w sytuacji psychologicznie dokładnie przeciwnej tej zakładanej przez hipotezę subiektywną, która domyśla się oczekiwania, nadziei, pragnienia, jakich tymczasem nie było.

     O, wiele zatem bardziej uzasadniona jest teza, wg, której było to zdarzenie na tyle niespodziewane, na ile obiektywne (powtarzające się ukazywania Zmartwychwstałego), a  nie teza o subiektywnych poruszeniach duszy dla wyciągnięcia tych zrozpaczonych z  otchłani, do której zostali wtrąceni. Tylko konkretne fakty mogły zaradzić tak konkretnemu palącemu rozczarowaniu, nie żadne tam wymysły i wzdychania.

     Celsus jako pierwszy uznał, że zjawienia się są tylko „zbiorowymi halucynacjami” (potem powtarzali to w zasadzie wszyscy aż do współczesnych – krytycy). Wg uczonych takie zjawisko w zasadzie nie istnieje a już na pewno nie może być trwałe. Np. w Lourdes w 1858, na fali emocji wzbudzonej przez Bernardettę Soubirous, wielu młodych twierdziło, że też mieli widzenia Matki Bożej. W zasadzie nikogo nie udało się im przekonać a po paru dniach „epidemia wizjonerska” wygasła.

     Doświadczenia mistyczne (pozytywne) jak i patologiczna halucynacja (negatywne) są ze swojej natury odosobnione.Na pewno nie wystarczyła „histeryczna kobieta” Celsusa; ani nie wystarczyli inni, którzy usiłowali przekonać towarzyszy, że widzieli czy słyszeli Zmartwychwstałego, aby spowodować w pierwszej chrześcijańskiej wspólnocie „psychiczną epidemię”, która doprowadziłaby do tak bardzo trwałej i solidnej pewności, żeby nawet prowokować nią groźby Żydów i Rzymian, a często i śmierć.

     Ale jest więcej: Już Fredrich Nietzsche powiedział: „O wielkich rzeczach trzeba mówić wzniośle”. O Zmartwychwstałym mówią, że ukazał się Marii Magdalenie, jako ogrodnik, anonimowy wędrowiec dwóm, którzy szli do Emaus, jako jakiś przechodzień lub rybak na brzegu jeziora. Nigdy w sposób majestatyczny,bez demonstracji splendoru i potęgi, które niewątpliwie mit by wymyślił lub halucynacja by sobie wyobraziła. Właśnie to umniejszenie, to skromne zachowanie dodatkowo dementują hipotezę subiektywną.

    Co ciekawe po Wniebowstąpieniu, ukazał się Pawłowi, podczas drogi do Damaszku, „jako światło z nieba jaśniejsze od słońca”, takie, że wszyscy upadli na ziemię (Dz 26,13).

     Zatem podczas 40 dni, kiedy dał uczniom wiele dowodów, na to , że żyje, mówiąc im o królestwie Bożym (Dz 1,3n), Zmartwychwstały wybrał dyskrecję, jego Zjawienia są skromne.

     Ten przedział przed i po Wniebowstąpieniu wydaje się potwierdzać, że autorzy Nowego Testamentu dalecy są od ulegania fantazji i relacjonują wydarzenia tak jak się one faktycznie miały. Jest pewne, że jego znajomym byłoby miło gdyby Jezus ukazał się im się w sposób chwalebny zaraz po wyjściu z grobu. Ale tak się nie stało, Boża strategia wybrała inne sposoby o wiele mniej głośne, a nawet ukryte, jeśli nie tajemne, a więc tak trzeba było relacjonować, ponieważ taka była prawda. Natomiast w przypadku Pawła prawda była w opowiadaniu, że Zmartwychwstały wybrał objawienie się w oślepiającej chwale.

      Te spostrzeżenia nie są na pewno rozstrzygające, ale te liczne poszlaki pozwalają odtworzyć klimat zaufania, że ci, którzy nam opowiadają Paschę i jej następstwa są tymi samymi, którzy opowiedzieli nam wszystko to, co poprzedza ten „radosny koniec” i  rozpoczyna historię Zbawienia.

 

 

wqbit
O mnie wqbit

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura