Dzień Pięćdziesiątnicy, w którym narodził się Kościół, jest naznaczony cudami bardzo charakterystycznymi dla atmosfery biblijnej; cudami bardzo konkretnymi zdumiewającymi, a jednocześnie pełnymi głębokiego sensu symbolicznego. Pięćdziesiątnicę żydowską łączono tradycyjnie z pamiątką otrzymania Praw Bożych na górze Synaj
Teraz znowu ma zstąpić Bóg, już nie po to, aby objawić prawa, ale by umocnić wiernych i przygotować ich do poniesienia objawionej Nowiny chrześcijańskiej na cały świat — do ludzi wszystkich narodów. W tej wielkiej perspektywie należy pojmować również ów najbardziej zdumiewający epizod dnia Pięćdziesiątnicy — cud glosolalii:
Wierni zgromadzeni są w Wieczerniku — „na tym samym miejscu (Dz. 2, 1),gdzie niedawno wybrali Macieja. Łukasz mówi nam, że zgromadzili się wszyscy. Czy ma na myśli tylko wszystkich dwunastu Apostołów, czy też owych 120 mężów, o których mówił w rozdziale poprzednim (1, 15)? Trudno rozstrzygnąć tę sprawę kategorycznie. Niektórzy komentatorzy, opowiadając za drugą koncepcją, twierdzą nawet (Th. Zahn), że w dniu Pięćdziesiątnicy były obecne w Wieczerniku również kobiety. Trzeba jednak pamiętać, że Chrystusowa obietnica zesłania Ducha Świętego (Dz. 1, 4-6) zwrócona jest tylko Apostołów i że potem (2, 14) Piotr przemawiając do rzeszy powstaje „wraz z jedenastoma i mówi tylko jakby w ich imieniu”.
Scenę nawiedzenia Łukasz opisuje bardzo krótko, zdaniami pełnymi nieporównanej plastyki: „I stal się z nagła z nieba szum, jak by zerwał się gwałtowny wicher i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im rozdzielone języki w kształcie jakoby ognia i jeden spoczął na każdym z nich z osobna „(2, 2-3).
Zaraz z następnego wersetu dowiemy się, że te zjawiska zewnętrzne są namacalnym przejawem czegoś niezmiernie ważnego: zstąpienia Ducha Świętego w dusze zebranych ludzi. Sam Bóg ukształtował tu materialne symbole, po wszystkie czasy będą nawiedzać wyobraźnię chrześcijańskich poetów-artystów. Oznaką obecności Ducha Świętego są płomienie nad głowami Apostołów. Są to „rozdzielone języki w kształcie jakoby ognia (w. 3). Wyrażenie użyte przez Łukasza, może być po prostu idiomem codziennej mowy, idiomem greckim albo semickim ,mówi się również potocznie o „językach ognia”. W tym jednak wypadku to słowo prowadzi ku temu, co napisano w następnym zdaniu, przygotowuje do cudu „glosolalii”. Ogień w kształcie języków jest widzialnym odpowiednikiem owego cudu, który za chwilę napełni zdumieniem tłum zebrany pod Wieczernikiem.
„Glosolalia jest w relacji Łukasza jak najściślej złączona z zesłaniem Ducha Świętego: „I wszyscy napełnieni byli Duchem Świętym i poczęli mówić obcymi językami (2, 4). Glosolalia — owo „mówienie językami — jest, więc niejako szczytowym przejawem zewnętrznym wielkiego faktu zstąpienia Ducha Świętego. Była ona zapowiedziana przez Chrystusa. Ewangelia św. Marka (16, 15-18) powtarza orędzie Zmartwychwstałego Chrystusa zwrócone do Apostołów, gdzie jest zapowiedź, iż wierzącym będą towarzyszyć różne cuda, min. „mówić oni będą nowymi językami (w. 17).
Wyrażenia użyte przez Łukasza w zacytowanym wyżej — jakże ważnym — zdaniu, podobnie jak fraza z Ewangelii św. Marka, były wielokrotnie analizowane przez egzegetów. Zwracano uwagę na uroczysty tok Łukaszowego periodu, na barwę słowa używanego zazwyczaj w odniesieniu do uroczystych wypowiedzi mędrców i proroków. Przede wszystkim jednak skupia uwagę to, co najistotniejsze dla zrozumienia cudu glosolalii: - „mówić obcymi językami”
Dalszy ciąg relacji Łukasza poucza nas, iż w tym wypadku trzeba pojmować owo wyrażenie jak najbardziej dosłownie. W dniu Pięćdziesiątnicy „przebywali w Jerozolimie Żydzi, mężowie nabożni pochodzący ze wszystkich krajów, jakie są pod niebem. Gdy tedy rozległ się ten szum, zbiegło się mnóstwo ludzi i ogarnęła ich trwoga, bo każdy słyszał ich przemawiających w swoim języku (2, 5-6). Byli tam „Partowie i Medowie, Elamici i mieszkańcy Mezopotamii, Judei i Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii i Pamfilu, Egiptu i ziem libijskich leżących kolo Cyreny i przybysze z Rzymu, Żydzi i prozelici, Kreteńczycy i Arabowie” (2, 9-II). Wszyscy ci ludzie słyszą, jak Apostołowie, którzy przecież z pochodzenia są Galilejczykami, przemawiają w językach ich krajów. Nie wiadomo oczywiście, czy były to jakieś pełne wypowiedzi, czy tylko oderwane słowa.
Jest natomiast rzeczą zupełnie jasną, że cud glosolalii nie miał na celu jakiejkolwiek użyteczności praktycznej, że nie został zdziałany po to, aby zgromadzony tłum mógł z r o z u m i e ć (w materialnym sensie tego słowa) treść orędzia Apostołów. Każdy z tych pielgrzymów bowiem z całą pewnością znał przynajmniej jeden spośród dwóch najbardziej wówczas rozpowszechnionych języków: aramejski albo grecki. Piotr, powstając potem „wraz z jedenastoma, przemawia do nich wszystkich w jednym języku: prawie na pewno jest to język aramejski, gdyż poprzez grecką wersję mowy Piotra, zanotowaną przez Łukasza, wyraźnie prześwituje frazeologia semicka. Dopiero dzięki tej mowie pielgrzymi zrozumieją treść posłannictwa Apostołów, istotę cudu, którego zewnętrznym, zdumiewającym przejawem była glosolalia. Samo „mówienie językami wywołuje w słuchających pielgrzymach tylko wstrząs, świadomość jakiegoś „mysterium tremendum niektórzy z nich, broniąc się przed tym uczuciem, szydzą: „Opili się młodym winem (2, ł3); inni jednak mówią z naciskiem: słyszymy ich mówiących w naszych językach o wielkich sprawach Bożych.
A tłumacząc dosłownie „innymi” (lub różnymi) językami. Mówić innymi językami nie oznacza mówienia obcymi językami, lecz językiem innym, różnym od zwyczajnego, a więc chodzi o pewien rodzaj modlitwy ekstatycznej. Celem tego języka, tej mowy nie było nauczanie, lecz chwalenie Boga modlitwą bardzo osobistą; była to mowa—modlitwa w stanie ekstatycznym płynąca z serca przepełnionego Duchem Świętym; w tej mowie—modlitwie posługiwano się zwykłymi formułami. Dobrze nastawieni słuchacze rozumieli sens tej mowy, tak jak swój własny język, i podziwiali apostołów: źle nastawieni uważali ją za bełkot pijacki. Ta ostatnia reakcja byłaby niezrozumiała, gdyby chodziło o mówienie obcym językami, znanymi słuchaczom. Takie rozumienie daru języków potwierdza św. Paweł, dla którego mówić językami nie oznacza mówienia obcymi językami, lecz oznacza mowę specjalną, daną przez Boga, niezrozumiałą dla innych, dlatego wymagającą specjalnego tłumaczenia (1 Kor 14, 2 n.)
Tę mowę językami rozumieli „pobożni Żydzi z wszystkich narodów pod słońcem” (w, 5) oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie (w. 11); rozumieli ją jak swój własny język. Różnorodność zgromadzonych Żydów i prozelitów wyraża ilość narodów (Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii. Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilu, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu; ww. 9 - li). Jakkolwiek będzie się interpretować dar mówienia językami, Duch Święty objawia się tu jako siła jednocząca Żydów i prozelitów „ze wszystkich narodów pod słońcem” (w. 5). Miejscem tego zjednoczenia ludów ziemi, zgodnie z - zapowiedzią proroków, jest Syjon — Jeruzalem. Jest to pierwsza komórka Kościoła powszechnego, „który okazuje się, jako lud zjednoczony, jednością Ojca i Syna i Ducha Świętego” Jedność ta jest figurą zjednoczenia wszystkich narodów w powszechności wiary. Ojcowie Kościoła bardzo często zestawiają zesłanie Ducha Świętego z rozproszeniem budowniczych wieży Babel. Pycha budowniczych wieży Babel sprawiła, że „Jahwe pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi” i „rozproszył ich” (Rdz 11, I - 9). W dzień Pięćdziesiątnicy Bóg przez Ducha Świętego sprawił, że ludzie porozumieli się znowu i zjednoczyli. Do tej idei patrystycznej nawiązał Sobór Watykański I „W dniu Pięćdziesiątnicy zstąpił na uczniów, aby pozostać z nimi na zawsze;
Kościół publicznie ujawnił się wobec rzeszy ludzkiej, zaczęło się rozszerzanie Ewangelii wśród narodów przez głoszenie słowa Bożego; wreszcie ujawniło się obrazowo zjednoczenie ludów w powszechnej wierze w Kościele Nowego Przymierza, mówiącym wszystkimi językami, w miłości rodzi i ogarniającym wszystkie języki i przezwyciężającym w ten sposób rozproszenie wieży Babel” Jednym słowem mówienie językami oznaczało jedność wielu ludów w Kościele
Drugim skutkiem zesłania Ducha było wystąpienie Piotra pełne mądrości, odwagi i przekonania (Dz 2, 14 35). Aż trudno uwierzyć, że to ten sam Piotr, który niedawno zaparł się Pana. Na Piotrze spełniła się zapowiedź Jezusa: „Ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz. 1,8). W dniu Pięćdziesiątnicy Duch Boży objawił się w Piotrze i apostołach jako „moc” zapowiedziana przez Chrystusa. Ta moc przenika apostołów, którzy dotąd byli bojaźliwi i słabi, uzbraja ich siłą potęgi Bożej, udziela ich słowom i decyzjom swego autorytetu (Dz. 8,29; 10,19-47; 11,12 - 16), uzasadnia autentyczność ich przepowiadania (Dz. 2,4; 10,38; 11,27), daje im wreszcie odwagę, by mimo prześladowań dawali świadectwo Chrystusowi (Dz. 4,8.31; 5, 52; 6, 10) czyniąc ich prorokami Boga i świadkami Chrystusa Jak bardzo Kościół pierwotny, a szczególnie apostołowie byli świadomi działania Ducha Świętego, świadczy bardzo ciekawa formuła, jaką spotykamy w Dziejach: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my” (Dz. 15, 28).
Trzecim skutkiem wylania Ducha Bożego było nawrócenie się „około trzech tysięcy dusz” (Dz 2, 40; otrzymali oni dary Ducha Świętego, ukazującego się tu, jako źródło mocy, życia i rozwoju Kościoła. On właśnie sprawia, że słowo Boże „wzrasta i pomnaża się (Dz 6,7; 12).



Komentarze
Pokaż komentarze (5)