47Było juz późno, łódź znajdowała się w pośrodku jeziora, a On sam na lądzie.
48Gdy zauważył jak się trudzili wiosłowaniem - mieli bowiem wiatr z przeciwnej strony - wybrał się do nich w porze czwartej straży nocy, krocząc po jeziorze i miał zamiar przejść obok nich.
Wers 47 - Jest juz późny wieczór; Jezus jest sam a uczniowie na jeziorze. Myśl teologiczna, która, zostanie później rozwinięta: pomiędzy Jezusem a uczniami istnieje nadal jeszcze przepaść.
Wers 48 - Jezus widzi, jaką walkę staczają uczniowie z burzą i morzem. Nie widzi oczyma ciała, gdyż jest ciemno.
Czeka długo aż do czwartej straży nocnej. W przeliczeniu na rachubę grecko-rzymską jest to mniej więcej godzina 3 - 6 nad ranem. Wtedy objawia się uczniom. Kroczy obok nich. Mija ich celowo. Uczniowie mają okazje, by zobaczyć Jezusa w chwale, tak jak Mojżesz, gdy przechodziła obok niego chwała Jahwe na Synaju (Wj 33. 21-23 -I rzekł jeszcze Pan: «Oto miejsce obok Mnie, stań przy skale. 22 Gdy przechodzić będzie moja chwała, postawię cię w rozpadlinie skały i położę rękę moją na tobie, aż przejdę. 23 A gdy cofnę rękę, ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie ukażę») lub Eliasz, gdy Bóg na górze Horeb przeszedł obok niego w niezauważalnym szeleście (1 Krl 19,11nn).
Jezus przychodzi do uczniów, tak jak Jahwe przychodzi do wielkich mężów ST, nie ujawnia sie w pełni majestatu, ale w taki sposób, by uczniowie uświadomili sobie Jego obecność.
49Zauważywszy Go jednak chodzącego po jeziorze, sądzili, że to jest : zjawa, i z przerażenia krzyknęli. 50 Wszyscy widzieli Go, bowiem i zdrętwieli: on jednak od razu rozmawiał z nimi i powiedział im: Miejcie ufność, ja jestem, nie lękajcie się. 51 Po czym wszedł do nich do lodzi a wiatr uspokoił się. Ich zaś ogarnęło wielkie zdumienie.
49-50. Uczniów ogarnia jednak przerażenie. Wprawdzie ujrzeli Jezusa, ale w pierwszej chwili uważali, że mają przed sobą widmo. Swoją obecność Jezus potwierdza słowami „Jam jest". Tymi słowami Jahwe obiecuje „Swojemu słudze Izraelowi" pomoc i zbawienie: „Macie poznać i wierzyć i uznać, że Ja jestem... Tak, Ja jestem Panem, i poza mną nie ma nikogo, który by [was] wspomagał" (Iz 43, 10nn). Słowa te zna także paralelny opis J 6, 20 -Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się.20 On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się!». Znaczy to, że słowa są punktem kulminacyjnym obu opisów opierających się o tę samą tradycję. Nawet dla badaczy patrzących bardzo krytycznie na scenę kroczenia po jeziorze, zgodność w relacji tych słów nie powinna być obojętna przy wyprowadzaniu wniosków odnośnie historyczności tego epizodu. Podobne motywy starotestamentalne czy hellenistyczne są tylko dalekimi analogiami niezmieniającymi istoty rzeczy:Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, a Pan cofnął wody gwałtownym wiatrem wschodnim, który wiał przez całą noc, i uczynił morze suchą ziemią. Wody się rozstąpiły, a Izraelici szli przez środek morza po suchej ziemi, mając mur z wód po prawej i po lewej stronie (Wj 21- 22)
Gdy więc lud wyruszył ze swoich namiotów, by przeprawić się przez Jordan, kapłani niosący Arkę Przymierza szli na czele ludu. 15 Zaledwie niosący arkę przyszli nad Jordan, a nogi kapłanów niosących arkę zanurzyły się w wodzie przybrzeżnej - Jordan bowiem wezbrał aż po brzegi przez cały czas żniwa (J 3, 14-15)
Tu jednak chodzi o wyraźną ingerencję Boga w historię Izraela. Eliasz i Elizeusz kroczyli przez Jordan (2 Krl 2, 7nn. 14nn -I wziął płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego, uderzył wody, <lecz one się nie rozdzieliły>. Wtedy rzekł: «Gdzie jest Pan, Bóg Eliasza?» I uderzył wody, a one rozdzieliły się w obydwie strony. Elizeusz zaś przeszedł środkiem. 15 Uczniowie proroków, którzy byli w Jerychu, ujrzeli go z przeciwka, i oświadczyli: «Duch Eliasza spoczął na Elizeuszu»ujawniając charyzmatproroczy, uznany przez uczniów proroków.
Motyw z Wj 14, 21-31 znajduje swoje echo w Ps 77, 20nn: „Droga Twoja prowadziła przez Morze..." oraz w Hiob 9, 8nn: „Rozpłaszczył sam niebo i kroczy po falach morskich". Tu Jahwe występuje w całej swojej potędze.
Motywacja z Wj nie ma jednak zastosowania w naszym opisie. Nie chodzi ani o przekroczenia morza, ani o epifanię przed ludem bożym, lecz o nadnaturalne moce Jezusa, znajdujące swój wyraz w określonym cudzie.
W literaturze hellenistycznej Lucjan (Filips 13) mówi o Pewnym magiku imieniem Hyperboreer, który umiał fruwać w powietrzu jak ptak i chodzić po wodzie. Ale sam Lucjan o nim mówi kpiąco, że nosił buty wieśniaka. Przykłady tego typu można by mnożyć. Paralele te jednak nie mają żadnego punktu stycznego z tym, co dla opisu Marka jest istotne: objawienie- się Jezusa wobec swoich uczniów.
51. Epifania Jezusa nie odniosła pożądanych skutków. Jezus wchodzi do łodzi a uczniowie nadal są zdumieni, tym bardziej, że nagle uciszyła się burza. Przypuszczalnie Marek myśli także o cudownym uciszeniu burzy, jakkolwiek tego nie wypowiada wyraźnie. Zdumienie jest także charakterystyczne dla tłumów, kiedy dzieją się rzeczy nadzwyczajne (1,22; 2, 12; 6,2;7, 37;11, 18). Marek używa tu tych samych słów, którymi kreśli reakcję ludzi na cud wskrzeszenia córki Jaira (5,42). Podobnie jak tłumy się zachwycają Jezusem, zdumiewają się, ogarnia ich postrach - tak i uczniowie. Brak tylko jednego. Epifania Jezusa nie przyczynia się do ich pełnej wiary w Synostwo Boże swojego Mistrza.
52Nie zrozumieli, bowiem sprawy chlebów, gdyż ich serca były zatwardziale. 53 I dostawszy się na ląd przybyli do Genezaret, gdzie się zatrzymali.
52. Serce uczniów jest zatwardziale. Miało to już miejsce przy cudownym rozmnożeniu chlebów. Wówczas nie pojęli, że Jezus jest dawcą życia, który potrafi nakarmić i ożywić wszystkich, teraz nie zrozumieli, że Jezus jest ponad niebezpieczeństwem i śmiercią. Mt 14, 33 odsłania już rąbek tajemnicy Jezusa. Uczniowie upadają w łodzi na kolana i wyznają: „Prawdziwie, Synem Bożym jesteś". Mimo tego uznawali Go za niezwykłego człowieka, którego Bóg obdarzył ogromną mocą. Ale w ich rozumowaniu istniał ciemny punkt. Usiłując ten nowy cud zamknąć w jedną całość, wioślarze czując jeszcze cudowny chleb w żołądkach i mając rozszerzone ze strachu oczy na widok zjawy, nie umieli (ciekawe, kto by umiał) jeszcze zdobyć się na właściwy osąd tego wszystkiego. W duchu argumentowali dokładnie tak samo jak ów tłum, cudownie nakarmiony rozmnożonym chlebem. Jeżeli ten – myśleli – może czynić takie wielkie cuda, dlaczego nie decyduje się wystąpić, jako potężny „król mesjański” Izraela?? Cóż Go od tego wstrzymuje??? Dlatego zdumiewali się w duszy, że nic z cudu chlebów nie zrozumieli, gdyż umysł ich był otępiały. W markowej relacji uczniowie dopiero po zmartwychwstaniu Jezusa pojęli w pełni to, co działo się na ich oczach, kiedy Jezus przebywał wśród nich, jakkolwiek już wówczas Jezus był Panem. Jan daje temu jeszcze pełniejszy wyraz niż Mt, posługując sie często formułą objawieniową. „Jam jest". Z nią łączy Jezusowe obietnice zbawcze: „Jam jest Światłością świata" (8, L2 i 9, 5), „Jam jest Zmartwychwstanie i Życie" (ll, 25), „Jam jest Chleb Żywota" (6, 35. 48).
Marek relacjonuje to, co przekazała mu tradycja. Niemniej wydarzenie historyczne interpretuje teologicznie. Ewangelista chce czytelnikowi powiedzieć, że nawet uczniowie nie poznali, kim Jezus był rzeczywiście. To po prostu przerastało ich możliwości. Brak im wiary. Zaznacza się tu pewien tragizm związany ze splotem cudu pomnożenia chlebów i sceną chodzenia po falach. Za cudem stoi wprawdzie Jezus, ale cud mógł mieć własną wymowę. Mimo to ta wymowa nie znalazła echa wśród uczniów a przecież cud miał ich zbliżyć do Jezusa. Teraz sam Jezus stoi przed uczniami. Niestety, sytuacja przedstawiona w w. 45 nn nie zmieniła się. Jezus jest sam, a uczniowie są nadal od Niego odłączeni. Uczniowie dopiero po zmartwychwstaniu pojęli całkowicie, że wywyższony Pan to Jezus, który już za życia swego ujawnił im swoje Synostwo Boże.



Komentarze
Pokaż komentarze