4 obserwujących
117 notek
117k odsłon
  508   0

Bitwa o Anglię. Rozmowy ostatniej szansy

Z fińskiego punktu widzenia pytanie brzmiało: czy ustąpienie Sowietom w sprawach terytorialnych doprowadzi do eskalacji żądań? Według premiera Cajandera i ministra spraw zagranicznych Erkko oddanie Związkowi Sowieckiemu Przylądka Hanko mogło być wstępem do procesu kończącego niepodległość Finlandii. Podstawy do takiego myślenia pojawiły się po rozmowie Mołotowa z delegacją Estonii 22 września 1939 roku, kiedy sowiecki minister spraw zagranicznych miał zakomunikować Estończykom, że ustalenia zawarte 20 lat wcześniej nie obowiązują, a głównym tego powodem było to, że Związek Sowiecki nie był już państwem zrujnowanym przez wojnę domową, lecz potęgą gospodarczą i militarną. Co prawda Finowie,w przeciwieństwie do Estonów, nigdy nie usłyszeli takich słów od Stalina lub Mołotowa, ale Finlandia była jednym z państw, które odzyskały niepodległość po pierwszej wojnie światowej i – według Kremla – okupowały obszar dawnej Rosji. Poza tym przykład Czechosłowacji i Polski musiał działać na wyobraźnię fińskich przywódców.

W przypadku Czechosłowacji celem Hitlera było od poczatku zajęcie całego kraju, natomiast Stalin wykazywał już w przeszłości pewną “powściągliwość” we wdrażaniu sowieckich rozwiązań w opanowanej przez republikanów części Hiszpanii – nie popierał, na przykład, przeprowadzenia tam kolektywizacji. Nie wiadomo więc było, jakie były rzeczywiste zamiary Stalina. Przewodniczący fińskiej delegacji w Moskwie, Juho Paasikivi, wysłał telegram do Helsinek, by uzyskać zgodę na odstąpienie Sowietom wyspy Jussarö oraz Fortu Ino na Przylądku Inoniemi. Rano 8 listopada ze stolicy Finlandii przyszła odpowiedź, że fiński rząd nie zgadza się na żadne ustępstwa względem Moskwy. Następnego dnia w Helsinkach sowiecki dyplomata Jelisiej Sinicyn próbował wytłumaczyć Eljasowi Erkko różnice pomiędzy caratem a Związkiem Sowieckim. Nie wpłynęło to na zmianę taktyki negocjacyjnej fińskiego ministra spraw zagranicznych. Tego samego dnia wieczorem Stalin przyjął ponownie na Kremlu delegację na czele z Paasikivim, który przeczytał sowieckiemu dyktatorowi odpowiedź swojego rządu. Nie było w niej zgody na oddanie trzech wysp położonych u wejścia do Zatoki Fińskiej, a jedynie na dzierżawę południowej części wyspy Suursaari. Stalin zauważył, że Finowie nie zaoferowali nawet Fortu Ino.

Teoretycznie Finowie powinni liczyć na pomoc Trzeciej Rzeszy, aby równoważyć wpływy sowieckie nad Bałtykiem. Jednak Hitler, będący w stanie wojny z Francją i Wielką Brytanią, miał wystarczająco dużo własnych problemów, aby jeszcze rozpraszać uwagę na wspieranie niewielkiej Finlandii. Żeby prowadzić wojnę Trzecia Rzesza potrzebowała amunicji w ilościach pozwalających uniknąć kryzysu amunicyjnego z czasów pierwszej wojny światowej. Łatwo powiedzieć, ale jak to osiągnąć, biorąc pod uwagę fakt, że tylko produkcja dla Luftwaffe pochłaniała ogromne środki niemieckiego przemysłu. Podczas pierwszego światowego konfliktu, fabryki produkujące amunicję zużywały miesięcznie 400 tys. ton stali. Aby utrzymać ten poziom jesienią 1939 roku niemieckie fabryki zbrojeniowe musiałyby wykorzystywać czwartą część produkcji stali niemieckiego przemysłu, a dodatkowo potrzeba było ogromnych ilości miedzi na łuski do pocisków. Führer brał pod uwagę, że wojna na zachodzie może przerodzić się w walkę w okopach, na co wskazywałaby presja wywierana przez niego na produkcję amunicji do artylerii. Produkcja ta miała wzrosnąć trzykrotnie, aby osiągnąć jesienią 1940 roku poziom 3 mln sztuk pocisków do lekkich haubic, a do ciężkich 650 tys. sztuk. Oczywiście miesięcznie. Wreszcie skierowano też do masowej produkcji bombowiec Ju 88. Zarówno produkcja amunicji jak i samolotów miała do czerwca 1940 roku pochłaniać 70% środków przeznaczonych na produkcję uzbrojenia. Trzeba też tutaj dodać, że w pierwszej połowie 1939 roku produkcja skierowana do sił zbrojnych nie miała priorytetu, a skutki cięć w dostawach surowców były odczuwalne jeszcze jesienią. Na przykład Luftwaffe potrzebowała 6 miesięcy, aby po uzyskaniu priorytetu na dostawę surowców, wejść na poziom produkcji przewidziany w dekretach Hitlera z października i listopada 1939 roku. Cele polityki polegającej na przestawienie gospodarki na produkcję zbrojeniową wyłożył gen. Wilhelm Keitel w rozmowie z gen. Georgiem Thomasem:

„Wszystko trzeba skupić tak, żeby skończyć z mocarstwami zachodnimi tak szybko, jak to tylko możliwe, ponieważ nie jest jasne, jak długo będą przy nas obstawać Rosjanie.”

Tak więc dwie sojusznicze potęgi lądowe, Trzecia Rzesza i Związek Sowiecki, sprzymierzyły siły przeciwko potęgom morskim jakimi były Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, mające wsparcie na lądzie ze strony osłoniętej Linią Maginota Francji. Trzeba jednak było wziąć pod uwagę różnicę potencjałów obu walczących ze sobą bloków. Gdyby dodać do siebie gospodarkę niemiecką, sowiecką i włoską wyszłoby, że potencjał gospodarczy tych państw był o około 20% większy od potencjału gospodarczego Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii i Holandii (zakładając, że dwa ostatnie państwa porzuciłyby politykę neutralności). W tym aspekcie kluczowe stało się, kiedy do konfliktu włączą się Stany Zjednoczone. Amerykanie potrzebowali jednak „lotniskowca” w postaci Wielkiej Brytanii, aby stamtąd dokonać inwazji na Europę. Niemcy zdawali sobie z tego sprawę. Dlatego w maju 1938 roku podjęli decyzję o rozbudowie floty powietrznej, która miała liczyć do 1942 roku 7 tys. średnich bombowców Ju 88 oraz ponad 800 czterosilnikowych bombowców He 177. Z kolei Kriegsmarine miała w 1944 roku dorównać Royal Navy. Do 1948 roku niemiecka marynarka wojenna miała składać się z 797 okrętów – wszystko za cenę 33 mld marek. Wymagało to mobilizacji całego społeczeństwa, którego potrzeby należało podporządkować planowi militaryzacji Trzeciej Rzeszy. Hermann Göring, będący szefem Rady Obrony, postulował stworzenie narodowego rejestru, który pozwalałby na skierowanie poszczególnych pracowników do gałęzi gospodarki uznanych za priorytetowe. Przemysł motoryzacyjny miał przejść w ręce pełnomocnika rządu, a jego głównym zadaniem miało być znalezienie oszczędności liczonych na kilkaset milionów marek. Oznaczało to w praktyce, że ludzie, którzy tygodniowo wpłacali minimum 5 marek, aby po zebraniu kwoty w wysokości 750 marek stać się właścicielami volkswagena (cena całkowita wynosiła 1000 marek dzięki państwowej dotacji), nigdy nie usiedli za kierownicą własnego samochodu, a na odszkodowania musieli czekać do lat 60. Pełnomocnikiem rządu został oczywiście oficer wojska pułkownik Adolf von Schell, mający kierować do produkcji tylko te modele, które były potrzebne Wehrmachtowi.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura