Imrahil Imrahil
1299
BLOG

Czy Tomasz Hobbes był konserwatystą,

Imrahil Imrahil Polityka Obserwuj notkę 1

czyli o Lewiatanie i jego Schmittowskim odczytaniu

 

I.

Obiegowa opinia głosi, iż Tomasz Hobbes (podobnie zresztą jak i Carl Schmitt) jest protoplastą współczesnych konserwatystów. Uzasadnienie dla takiego poglądu widzi się przede wszystkim w przeświadczeniu Hobbesa o złej naturze człowieka i – co za tym idzie – o konieczności ujarzmiana tej natury przez państwo oraz w koncepcji silnego państwa dominującego (jeśli niewykluczającego) inne organizacje tzw. społeczeństwa obywatelskiego.

Pogląd taki nie wydaje się jednak słuszny. Po (nawet niezbyt dogłębnej) analizie myśli filozofa z Malmsbury wydaje się, iż jest on raczej prekursorem nowoczesności (co bardzo wyraźnie podkreśla Schmitt), piewcą państwa, które jest jak najdalsze od konserwatywnych wyobrażeń. Niezależnie więc od tego, czy analizie poddamy samą myśl autora Lewiatana, czy też konsekwencje jego myśl (znów niezastąpione są tutaj uwagi Schmitta), to w jej efekcie ukaże nam się nieprzekraczalna przepaść różniąca poglądy konserwatywne od Hobbesowskich.

 

II.

Pozornie konserwatywny jest – jak już wspomniałem – pogląd o złej naturze człowieka. Istotnie, konserwatysta będzie jak najdalszy od przypisywania ludziom wrodzonej dobroci i łagodności, pamiętając o ich ułomnym i grzesznym charakterze. Problem jednak w tym, iż w konserwatyzmie nie ma w ogóle miejsca na jakikolwiek stan natury, czy to ujmowany jako rzeczywistość historyczna czy jedynie jako założenie (celnie wykazał to Jacek Bartyzel w swoich 5 wykładach o demokracji i jej krytykach). Struktura państwowa jest elementem naturalnym. Ludzie łączą się we wspólnotę z samej istoty ludzkości, ta zaś z kolei wytwarza instytucje i struktury pozwalające wytworzyć jej na pewnym etapie strukturę państwową. Państwo nie jest zatem jakimkolwiek zrzeczeniem się przez jednostki swej indywidualnej wolności, która to wolność zawsze ze wspólnotowością ludzkiej egzystencji współistniała (o wolności będzie jeszcze dalej mowa). Ludzie znajdujący się od samego początku we wspólnocie wytworzyli wraz z tą wspólnota reguły nią rządzące w postaci zwyczajów, zasad moralnych czy prawa, a zatem stan wojny wszystkich ze wszystkimi nigdy nie istniał. Państwo jest etapem rozwoju i łączenia się kolejnych wspólnot w celu lepszej realizacji dobra wspólnego. Już więc w tym miejscu rozmija się myśl konserwatywna z Hobbesem.

 

III.

Kolejnym wyraźnym rysem filozofii Hobbesa jest zdominowanie przez Lewiatana wszystkich elementów życia zewnętrznego. Wobec Państwa nie może być jakiejkolwiek struktury opozycyjnej czy przeciwstawnej. Państwo gwarantuje pokój, więc wszystko, co od tego państwa niezależne (w sferze zewnętrznej), oznacza ryzyko powrotu do stanu wojny domowej. Państwo jako jedyne dostrzega i realizuje dobro wspólne. Echo tych poglądów odbijać się będzie jeszcze w faszyzmie i darmo Giovanni Gentile tłumaczyć będzie, iż nie jest to statolatria.

Ze statolatrią zaś konserwatyzmu pogodzić nie można. Przeciwnie, państwo jest jedynie jedną ze struktur wspólnoty (tak: wspólnoty – Gemeinschaft przeciwstawionej Weberowsko – Gesellschaft – społeczeństwu). Struktury te są jednak zarówno poniżej Państwa: rodzina, wspólnota terytorialna, korporacja zawodowa czy naukowa, jak i powyżej – wspólnota Kościoła, Respublica Christianorum czy Święte Cesarstwo. Przy czym określenie „poniżej” i „powyżej” nie oznacza hierarchii ważności i znaczenia a jedynie hierarchię swojego zakresu działania i odpowiedzialności.

Tymczasem celem Hobbesa jest rozprawienie się z jednej strony ze wszystkim strukturami znajdującymi się poniżej państwa, jako z zalążkiem możliwego buntu, wojny domowej czy rewolucji (Behemota, innymi słowy), z drugiej zaś strony – uderzenie w aspiracje Kościoła Katolickiego czy Cesarstwa. Państwo, które ex definitione ma być monopolistą w organizowaniu wspólnoty, nie jest państwem zgodnym z konserwatywną wizją świata. Wzorem państwa dla konserwatysty nie może być stechnicyzowane i zbiurokratyzowane centralistyczne państwo współczesne, (co wyraża legalna definicja Republiki Francuskiej - une et indivisible), lecz związkowe i korporacyjne stanowe państwo średniowiecza, w którym prawa jednostek i wspólnot nie wypływają z koncesji państwa, lecz mają jedno z państwem źródło. Na pomniku w Pampelunie kobieta uosabiająca Nawarrę dumnie ukazuje przed sobą swoje prawa (fueros). I tymi prawami, jak tarczą, może się ona zasłonić także przed Lewiatanem.

Trzeba w tym miejscu zauważyć zauważyć, iż ów zwalczany przez autora Lewiatana, uniwersalizm papieski i cesarski były sposobem przeciwdziałania wojny wszystkich ze wszystkimi na szczeblu państw, na który to szczebel – zdaniem Hobbesa - przeniosła się wojna domowa wobec spacyfikowania poszczególnych państw przez Lewiatanów. Inna rzecz, że za sprawą różnych Bodinów i Hobbesów zostały one ostatecznie pogrzebane.

 

IV.

Charakterystyczną cechą władzy u Hobbesa (na co słusznie zwraca uwagę Schmitt) jest jego uprawnienie i funkcja rozwiązywania sporów. Istotnie, władza polityczna to przede wszystkim władza sądzenia. Król to najwyższy sędzia i z jego delegacji (bądź – mówiąc nowocześniej – z upoważnienia państwa) orzekają sędziowie. Władza rozstrzygania sporów – być może pierwsza, jaka się wykształciła – to władza autorytetu a nie siły (auctoritas non potestas). Ludzie przychodzili to osoby, którą darzyli zaufaniem i o której roztropności byli przekonani – do starca bądź mędrca – by rozstrzygnął między nimi spory. Tak powstały i sądy i prawo (to jednak zupełnie inny temat, wart osobnego rozważenia).

Czym inny jest jednak rozstrzyganie sporów a czym innym ich kreowanie. Jeśli bowiem ktoś ogłasza, iż spośród wielu przyzna prymat jednemu, to automatycznie tworzy między tymi osobami konflikt. Nie byłoby wojny trojańskiej, gdyby Parys miał trzy jabłka a nie tylko jedno. Tymczasem tak właśnie czyni Hobbes, przyznając władcy prawo do narzucenia poglądów religijnych, decydowania o tym, w co należy wierzyć i co uważać za cud. Należy oddać sprawiedliwość Hobbesowi, iż nie on to wymyślił. Na tej zasadzie pogański jeszcze Konstantyn Wielki czuł się uprawniony do zwoływania soborów i decydowania o prawdach wiary chrześcijańskiej, na tej zasadzie oparto pokój augsburski. Celnie też Hobbes wskazuje, iż kwestia religii jest problemem politycznym. Nie tylko w wojnie trzydziestoletniej, ale także w tzw. wojnach religijnych XVI w. nie chodziło „o msze, o odpusty, o świętych, o nadania, o sakramenty”, jak śpiewał Jacek Kaczmarski, lecz o kwestie stricte polityczne, ubrane jedynie z przyczyn taktyczno-propagandowych w szaty konfesyjne. Luteranizm podzieliłby los waldensów, albigensów, katarów, gdyby nie poparcie polityczne, jakie otrzymał (co wiązało się z tym, iż w odróżnieniu od poprzednich herezji, jego poglądy nie godziły w polityczno-społeczne status quo).

Tymczasem jednak nie oznacza to, że sposobem prowadzenia polityki – zwłaszcza polityki mającej na celu pacyfikację – jest generowanie religijnych sporów (nawet jeśli promowana przez władzę religia ma być treścią wyciągniętą przed nawias, zdolną do akceptacji przez wszystkich). Nie jest bowiem tak, iż trzeba rządzić za pomocą religii, zaś pluralizm religijny oznacza wojnę. Tak będzie tylko wtedy, jeśli przyjmiemy, że pluralizm ten jest jedynie tymczasowy i że - wcześniej czy później - z tego zamieszania wykrystalizuje się jedna państwowa religia. Dziwne jest jednak, iż Hobbes pominął (co można wybaczyć jego piewcy – Schmittowi – który nie był naturalnie zbyt chętny do patrzenia na wschód), iż istniało inne wyjście. Niewiele wcześniej polsko-litewskie państwo ogłosiło swoją neutralność wobec wyznawanych (także jawnie) poglądów. Stwierdzenie, iż monarcha „nie jest królem sumień poddanych” rozwiązywało sprawę lepiej niż jakiekolwiek przyznanie prymatu jednej religii. Często bowiem najlepszym rozwiązaniem konfliktu jest nie jego jednoznaczne rozstrzygnięcie, lecz zlikwidowanie samej konfliktogennej sytuacji. Hobbes natomiast zaś te konfliktogenne sytuacje mnoży.

Można zaprotestować, dlaczego wspomniana postawa kłuci się z konserwatyzmem. Ano, kłuci się. Po pierwsze, dlatego iż dopuszcza, by „król usiadł na ołtarzu” i przyznaje państwu kompetencje innych wspólnot, innych autorytetów i innego prawa. Po drugie zaś, dlatego iż dla konserwatysty nie jest istotna homogenizacja społeczeństwa, skoro państwo istnieje– w myśl słów św. Augustyna – nie po to by czynić ludzi lepszymi, lecz po to by ich powstrzymywać od grzechu. Oto racja stanu i innej nie trzeba. I choć słychać Hobbesa w stwierdzeniach agnostyka Karola Maurrasa o tym, iż Francja musi być katolicka. I choć pobrzmiewa Hobbes w sporach Franco z papieżem o nominacje biskupie, to są to tylko analogie pozorne. Czym innym jest bowiem – oparty na szczerzej wierze lub tradycji – pogląd, iż państwo musi oprzeć się na jakiejś religii, iż państwo może wręcz opowiedzieć się za jakąś religią, a czym innym – wyeliminowanie innych wyznań ze sfery publicznej. Różnica pomiędzy katolicką mszą w habsburskie święto państwowe a Lewiatanem decydującym o tym, co jest, a co nie jest cudem, to różnica jakościowa.

U Hobbesa poddani mogą wierzyć, w co chcą, byleby czynili to w sferze wewnętrznej i by nie stało to na przeszkodzie ich zewnętrznej obediencji wobec państwa. Schmitt widzi w tym – z jednej strony - swoisty „liberalizm” Hobbesa, z drugiej zaś – zaczątek jego klęski. Tymczasem pogląd taki nie jest, zatem żadną łaską wobec poddanych Lewiatana, ani tym bardziej błędem, lecz kapitulacją wobec rzeczywistości. Państwo także dzisiaj, a tym bardziej w czasach Hobbesa nie jest w stanie kontrolować tego, co ludzie myślą, w kogo wierzą i komu oddają w swych sercach cześć. Władza kończy się na przejawach zewnętrznych aktywności ludzkiej. Skoro zatem cała sfera zewnętrzna jest podporządkowana Państwu, to akceptacja wolności sfery wewnętrznej nie jest zaprzeczeniem totalizmu całej koncepcji. Tej sfery nie jest w stanie skontrolować nikt. „Tylko myśli nie da się oclić” jak ponoć mawiają celnicy.

 

V.

Powyższa krytyka nie powoduje, iż dla konserwatysty w myśli Hobbesa nie ma nic atrakcyjnego. Przeciwnie. Niesłychaną – a pomijaną - rolę (ponowne zwrócenie na to uwagi jest ponownie zasługą Schmitta) jest powiązanie władzy z obowiązkami, prawa z odpowiedzialnością. Nie jest to jednak pogląd nowy. To w średniowiecznej koncepcji władcy podkreśla się, iż jest on depozytariuszem części boskości (jako że władza pochodzi tylko od Boga) i w związku z tym musi ją wykorzystywać godnie. Władze powierza się władcy po to, by dbał o dobro wspólne, by chronił i opiekował się mu poddanymi. Co istotne jednak, w koncepcji średniowiecznej władzy tej można było nadużyć. Cele władzy ograniczały ją. U Hobbesa, z kolei, władza nie jest ograniczona niczym, w tym prawem przez siebie ustanowionym, zaś ponad Lewiatanem i jego prawem nie ma już nic. Poddani Lewiatana są wolni od posłuszeństwa, gdy nie wypełnia on swojej funkcji (gdyż przestaje być Lewiatanem), ale muszą być mu posłuszni, gdy wypełnia on swe funkcje aż za nadto. Poddany taki jest wolny od posłuszeństwa, gdy szkodę wyrządzi mu inny człowiek, a nie jest wolny, gdy tę samą szkodę wyrządzi mu władca.

Z tych jednak przyczyn, nie rozpacza nad obalonymi Burbonami Joseph de Maistre, lecz stwierdza, iż sami sobie na rewolucję zasłużyli, która była karą za grzechy. Abstrahując od metafizycznego uzasadnienia rewolucji, rys jest ten sam, co u Hobbesa. Jeśli władca przestaje pełnić swoje funkcje – przestaje być władcą. Władza nie jest po to, by stawiać sobie pałace i wydawać bale, lecz by realnie dbać o dobro wspólne. Ciekawe, co na to europejscy monarchowie, który do tego stopnia pozbawieni są poczucia własnej godności i znaczenia, że godzą się odczytywać jako własne mowy tronowe teksty przygotowane przez szefów rządów parlamentarnych?

Konserwatysta musi więc w Lewiatanie (także w tym, jak go odczytał Schmitt) widzieć państwo absolutnie zaprzeczające swojej wizji: Państwo nieodpowiedzialnej władzy (nieodpowiedzialnej za wykonywanie tej władzy, zaś odpowiedzialnej za jej niewykonywanie), która zapomina o swoim boskim pochodzeniu (władza bowiem pochodzi od Boga niezależnie od sposobu kreacji władcy), władzy, która zawłaszcza wszystkie sfery istniejącej wspólnoty, ubezwłasnowolnia rodziny, gminy, cechy, gildie i uniwersytety, gdyż nie znosi jakichkolwiek struktur od siebie niezależnych; władzy, która siada na ołtarzu i rości sobie prawo do rozstrzygania o prawdach wiary. To przeciw Lewiatanowi występowali powstańcy w Wandei i hiszpańscy karliści podnosząc sztandary praw Kościoła i przywilejów prowincji. A nowoczesny Lewiatan – może jeszcze nie „wielki mechanizm”, ale już nie „wielki człowiek” – zabijał ich, robiąc z ich skóry buty dla swoich oficerów.

Imrahil
O mnie Imrahil

"Miejsce byłego, bogatego w doświadczenie intelektu twórcy zastępuje dzika wola burzyciela. Na pierwszy plan są wysuwane żądania niższych instynktów, co nadaje spekulacyjny charakter myśli we wszystkich jej przejawach, a więc w polityce, ekonomii, nauce i sztuce. Ludzkość daleko odbiega od duchowych zagadnień i dążeń. (...) Lecz wówczas (...) pojawił się Ten, o którym mówił apostoł Jan w Apokalipsie (...). Ten Przeklęty jest już pośród ludzkiej rzeszy i cofa fale kultury i duchowego postępu od Boga ku sobie (...). Państwo to powinno być silne moralnie i fizycznie. Musiałoby zagrodzić od wpływów rewolucji wysokim murem surowych i mądrych praw oraz bronić swoich duchowych podwalin: kultu, wiary, filozofii i polityki." baron Roman Ungern von Sternberg

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka