Władze Szwecji odmówiły wydania Polsce stalinowskiego prokuratora Stefana Michnika. Uzasadnieniem odmowy jest to, iż czyny te – zgodnie z prawem szwedzkim – przedawniły się.
Czy oznacza to, że kolejny stalinowski zbrodniarz uniknie odpowiedzialności? Niestety wydaje się, że tak.
W kraju niedotkniętym bezpośrednio tragedią komunizmu trudno jest wyjaśnić jej zbrodnicze oblicze. Dla sądu rozpoznającego sprawę był to zapewne zwykły przypadek człowieka oskarżonego o przestępstwo pospolite. I jak jasne jest, że nie uda się nikomu sprowadzić do tego poziomu zbrodniarza niemieckiego, tak ze zbrodniarzem komunistycznym idzie to nadzwyczaj łatwo. Co zatem robić?
Rodzi się przede wszystkim pytanie, czy polska prokuratura starała się (albo czy będzie się starać przy składaniu środka odwoławczego) ukazać działania, o które Stefan M. jest oskarżony, jako zbrodni przeciwko ludzkości. A zatem, by do takich ludzi stosować dokładnie te same przepisy (w tym normy prawa międzynarodowego), co do gestapowców czy strażników z Auschwitz.
Wiąże się z tym ogromny trud edukacyjny, zarówno skierowany wobec konkretnego składu sądu, jak i wobec społeczeństw Zachodu w ogóle. Sprawa Stefana Michnika mogłaby być dobrym do tego pretekstem. Przy czym nie chodzi tutaj tylko o Polskę i tylko o stalinizm, lecz o zbrodniczy charakter komunizmu jako takiego. Chodzi o ukazanie, że ideologia komunistyczna jest par excellance totalitarna i mordercza. Trzeba przekonać społeczeństwa Zachodu, iż nie ma jakościowej różnicy między Dachau a Wyspami Sołowieckimi, czy między Heleną Wolińską a Adolfem Eichmannem.
Drogi ku temu są różne. Jedną z nich jest składanie wniosków o ekstradycje i o wydanie w trybie europejskiego nakazu aresztowania kolejnych zbrodniarzy (niewielu już ich zostało) skorelowane z odpowiednią akcją medialną (np. konferencją prasową polskich prokuratorów w Szwecji). Kolejną, jeszcze ważniejszą, są działania promocyjne polskich placówek za granicą (przede wszystkim Instytutów Kultury), podejmowane w sposób atrakcyjny i przystępny dla przeciętnej osoby. A przeciętnemu Europejczykowi komunizm, jawi się, jeśli nie pozytywnie, to jako utopijna, może cokolwiek radykalna, ale w gruncie rzecz poczciwa ideologia. A materiału do takiej pracy jest sporo – począwszy od Conradowskiego Tajnego agentaczy W oczach Zachodu (tłumaczących zresztą charakter Rosji, jako takiej), przez wystawy dotyczące komunistycznych zbrodni, aż po filmy (których – poza Katyniem- wciąż brak).
Następnym koniecznym krokiem musi być wyraźna moralna polityka polskiego rządu piętnująca wszelkie próby traktowania ideologii komunistycznej, jako równorzędnego partnera. Nawet mała i słaba Polska winna piętnować przyjazne gesty USA, Francji czy Niemiec wobec zbrodniczego reżimy chińskiego. Tymczasem oglądamy rzeczy przeciwne – tchórzliwą politykę PO wobec Chin ws. „Ronda Wolnego Tybetu” w Warszawie, czy haniebny udział polskich sportowców, działaczy i polityków na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. A przecież protest przeciwko tym igrzyskom, wspomnienie, iż równolegle dzieją się w tamtym kraju niewyobrażalne zbrodnie, byłby idealnym momentem na poruszenie Świata. Należy też inicjować akcje bojkotu rządów, w skład których wchodzą partie jawnie komunistyczne (na wzór bojkotu Austrii za czasów Haidera).
Wiem, jestem bardzo naiwny. Ale uważam, że polityka jest albo polityką moralną albo nie ma jej wcale. Nie można troszczyć się o własne interesy kosztem tolerowania zbrodni. Nie przekona mnie Tusk, czy Sikorski, iż to, aby Polacy kupowali tanie chińskie buty czy długopisy jest ważniejsze niż życie chińskich więźniów obozów koncentracyjnych. Głos Polski, ale także Czech, Słowacji, Węgier i Krajów Bałtyckich musi być słyszalny i przypominać o tym, że zbrodnicza ideologia komunistyczna jest wciąż żywa. Gdy tymczasem wszędzie (także w Polsce) słyszy się – często z komunistycznych, bądź prokomunistycznych ust – iż największym zagrożeniem jest nawrót martwej praktycznie i marginalnej ideologii nazistowskiej (nagminne zresztą mylonej z faszyzmem). Kraje, przez które przetoczyła się sowiecka i komunistyczna machina musza być sumieniem Świata o zbrodniach tego reżimu, by Świat o nich nie zapomniał. Polska nie może iść drogą mocarstw Zachodu, dla których zyski biznesowe są ważniejsze od życia chińskich opozycjonistów, zaś brak prawa homoseksualistów w Polsce – ważniejszy od praw Wietnamczyków. Jak to śpiewał Jacek Kaczmarski:
„Boże Jedyny, dzięki Ci za siłę,
Którą nam dałeś na te długie lata.
Bo, choć osobno - jesteśmy silniejsi
Od kata
Oraz od przyjaciół kata”.
Sukces komunizmu w Europie był efektem ciężkiej pracy agentury wpływu i „użytecznych idiotów”. Ale czemuż my tych użytecznych idiotów nie mamy. Co robią polskie instytucje kulturalne, co robi Agencja Wywiadu i Służba Wywiadu Wojskowego by kreować korzystną dla Polski i polskich interesów propagandę (w tym w znacznej mierze historyczną?. Tego ostatniego oczywiście się nie dowiemy, ale bam poważne obawy, że nic. Wreszcie zawsze pozostawało potraktować Wolińską czy Michnika jak Izrael Reichmanna, zaś powstały w tego efekcie skandal wykorzystać dla uzasadnienia naszych racji.
Tymczasem w tej chwili Zachód nie ma wrażliwości na komunistyczne zbrodnie. I nie ma w tym ich winy, lecz nasza, żeśmy tej pamięci nie zdołali w nich zaszczepić. Może gdybyśmy nie przespali ostatnich dwudziestu lat, może gdyby o pamięć ofiar komunizmu Polska upominała się tak głośno jak Izrael o ofiary Holocaustu (do czego miał pełne moralne prawo i co jest doskonałym dowodem na sukces polityki pamięci), to dzisiaj orzeczenie szwedzkie sądu byłoby inne. I zapadłoby ono o wiele wcześniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)