Ugruntowany w tzw. sferach opiniotwórczych pogląd łączy poparcie, jakie PO otrzymuje w dużych miastach i pewnych rejonach z wykształceniem wyborców. Innymi słowy – zgodnie ze znaną formułką – na PO głosują „młodzi, wykształceni, zamożni z dużych miast”. Szczyt takiej argumentacji osiąga Gazeta Wyborcza relacjonując sytuację na warszawskim Ursynowie. Nazywa ona tę warszawską sypialnię „dzielnicą wykształciuchów” i „matecznikiem PO”, w którym (rzekomo wbrew woli wyborców) PO zostało zepchnięte do opozycji.
Rozwarstwienie terytorialne preferencji wyborczych jest rzeczą nieulegająca wątpliwości. Dzieje się tak zresztą nie tylko w Polsce, ale też np. we Włoszech (liberalna Północ, lewicowy Środek i konserwatywne Południe), Portugalii (prawicowa Północ i socjalistyczne Południe) czy Rumunii (liberalno-lewicowa Mołdawia i Wołoszczyzna i konserwatywny Siedmiogród), że użyję tutaj pierwszych z brzegu przykładów. Kwestia takich ugruntowanych powiązań regionów z programami politycznymi winna budzić zainteresowanie i być przedmiotem studiów. Tymczasem daje się na nią odpowiedź nawet nie prostą, ile prostacką.
Pozornie można istotnie odnieść wrażenie, iż rejony (dzielnice) gdzie zamieszkują ludzie zamożni, młodzi i wykształceni sprzyja poparciu dla PO. Należy jednak zastanowić się, czy mamy do czynienia z zależnością czy jedynie z korelacją.
Mało kto dostrzega, iż poparcie dla PO zazwyczaj pokrywa się terytorialnie z regionami, w których nastąpiła największa imigracja. Im bardziej osiadli są mieszkańcy, tym mniej chętnie głosują na partię Donalda Tuska. Należy zwrócić uwagę, iż największe poparcie PO ma na tzw. ziemiach zachodnich i północnych. Nie ma wielkich różnic pomiędzy powiatem wysokomazowieckim a sztyneńskim czy piskim, poza tym, iż w powiat wysokomazowieckim zamieszkują potomkowie szlachty zagrodowej żyjący tam od pokoleń, zaś powiaty mazurskie – ludność przybyła z Kresów w końcu lat 40. Podobnie, rekordowe poparcie ma też PO w województwie lubuskim czy zachodniopomorskim, zaś najniższe na obecnych Kresach Rzeczypospolitej.
Podobnie rzecz będzie się miała z Warszawą – największe poparcie PO ma w dzielnicach nowych osiedli, które zamieszkują w dużej mierze osoby niedawno przybyłe do stolicy. Nie jest przypadkiem, iż największe poparcie w Warszawie PiS uzyskał w dzielnicach, gdzie blokowisk, czy nowych inwestycji budowlanych jest niewiele, zaś jest tam duży odsetek ludności „autochtonicznej”, tj. na Żoliborzu, Pradze Północ czy Woli
Należy pokusić się więc o tezę, że wpływ na preferencje wyborcze ma zakorzenienie mieszkańców w miejscu swojego zamieszkania. Ludzie „nowi”, niemający ugruntowania w swoim rejonie chętniej dokonywać będą wyboru zgodnego z rzeczywistym czy domniemanym oczekiwaniem innych, zwłaszcza środowisk opiniotwórczych. Brakującą potrzebę wspólnoty terytorialnej zastępować będą przynależnością do wspólnoty „nowoczesnych, europejskich, wykształconych” etc.
Teraz zastanówmy się nad wykształconymi. Ponieważ – w przeciwieństwie do współczynnika terytorialnego – wyprowadzić jakichkolwiek wniosków w tej mierze nie sposób z oficjalnych wyników wyborów, wnioskuje się przeto z sondaży, lub powiązania wykształcenia z miejscem zamieszkania.
Należy jednak pamiętać, iż obecnie słowo wykształcony zostało utożsamione z pojęciem absolwent wyższej uczelni, co jest semantycznym nadużyciem. Wobec inflacji „uczelni wyższych”, wprowadzenia tytułu licencjata oraz ogólnemu obniżenia poziomu edukacji na poziomie akademickim, takiego utożsamienia dokonać nie można. Obecnie absolwent wyższej uczelni jest (nie zawsze zresztą) specjalistą w swej wąskiej dziedzinie, lecz nie koniecznie jest osobą otwartą na świat, krytyczne myślącą a zwłaszcza posiadającą odpowiedni zasób wykształcenia ogólnego. Co więcej, prowadzone działania na gruncie edukacji średniej i wyższej przez minister Kudrycką i Hall (oraz przez ich poprzedników) doprowadziły do radykalnego obniżenia poziomu wykształcenia ogólnego, na rzecz przemiany uczelni, ale także szkól średnich w uczelnie zawodowe, których jedynym celem jest przygotowanie odpowiednich pracowników, a nie dobrych obywateli i członków kultury Zachodu.
Osoba taka ma jednak pretensje do bycia elitą, a zatem jest gotowa robić to, co jej to miejsce w elicie zapewni. Propagowane zatem poglądy i postawy świadczące o przynależności do świata osób „kulturalnych i wykształconych” znajdują w umysłach tych osób podatny grunt, nie z uwagi na rzeczywiste poglądy tych osób, lecz z uwagi na ich aspiracje. Tym samym więc polityczny wybór takiego „młodego wykształconego”, który w dodatku - co raz częściej - mieszka w sypialni wielkiego miasta, będzie oparty nie na jego wiedzy i sumieniu, lecz na tym, jak głosować wypada i należy w danym środowisku. Przyznanie się do wyboru niewłaściwego grozić będzie ostracyzmem czy wykluczeniem towarzyskim a w każdym razie innością. Trzeba mieć przekonanie o własnej wartości i świadomość własnych przekonań by się na to godzić.
Jest więc tedy taki człowiek wykształciuchem a nie osobą wykształconą, co słusznie – choć nieświadomie – opisuje Gazeta Wyborcza. Jest on kolejnym produktem buntu mas, zjawiska, które choć opisane 80 lat temu rozwija się bez przeszkód.
Do dokonywania wyboru politycznego, potrzeba mądrości, sprawiedliwości i odwagi a nie formalnego wykształcenia. Występowanie tych cech nie zależy od miejsca zamieszkania i nie zagwarantuje ich przynależność do grupy społecznej. Postawę takiego młodego wykształconego mieszkańca dużego miasta (kto wie, może nawet Ursynowa) ze swoimi prostym, moherowym ojcem opisał prawie 30 lat temu Jacek Kaczmarski, w swej piosence „Korespondencja Klasowa”. Nie sposób wybrać z niej cytatów, więc odsyłam do całego tekstu (http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/k/korespondencja_klasowa.php). Polecam. Nie straciła ona na aktualności..


Komentarze
Pokaż komentarze (6)