Parę dni temu Gazeta Wyborcza streściła list pewnego duchownego skierowany do Nuncjusza, w którym ten duchowny zawarł swoje zastrzeżenia do tego, co dzieje się w polskim Kościele. Jestem przekonany o trosce i dobrych intencjach autora listu, Ojca Ludwika Wiśniewskiego. Potwierdzają to jego wyjaśnienia, opublikowane w GW dzisiaj. Mimo to ja, jako grzeszny członek Kościoła, skoro już tezy listu wyszły na jaw, pragnę zastanowić się nad słusznością zawartych w nich diagnozy. Członkowie Kościoła są bowiem grzeszni, Kościół Ziemski nie jest zatem wolny od błędów. Na te błędny należy wskazywać. Pytanie, czy wskazano winy prawdziwe. Trudnością w przedstawieniu jakiegokolwiek komentarza jest to, że Gazeta Wyborcza nie przedstawiła całości listu, lecz jedynie cytaty z niego wplotła w tekst dziennikarski. Wyjaśnienia o. Wiśniewskiego sugerują, iż nie zawsze ton jego listu był taki, jak opisała to Gazeta. Pytanie zatem, czy będę poniżej polemizował z tezami duchownego czy dziennikarki GW?
W pierwszej kolejności zarzuty skierowane są pod adresem Episkopatu – że jest w nim „gorszący podział”. Nie wiem, na czym, gorszący charakter tego podziału miałaby polegać. Spór i debata jest istotą rozwoju myśli. To, że w Episkopacie są wyraziciele różnych poglądów i wizji Kościoła to dobrze a nie źle. To, że są w Episkopacie biskupi bardziej i mniej święci, to truizm wynikający wprost z kondycji człowieka. Raczej brak podziałów, pełna jednomyślność, winien niepokoić. Oznaczałby bowiem brak refleksji albo zamordyzm. Debaty Kościołowi nigdy nie szkodziły.
Istotnie można Episkopatowi, a nawet całemu Kościołowi postawić zarzut związany ze sprawą Krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Ale nie taki, jaki jest zawarty w liście. Najbardziej uderzające w sprawie było bowiem milczenie Kościoła, gdy tłum ludzi zgromadził się wokół Krzyża by wyrazić swoją wiarę i pamięć o tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. To nie Krzyż na Krakowskim Przedmieściu dzielił, ale jego przeciwnicy dzieli. Tzw. obrońcy Krzyża byli atakowani właśnie jako katolicy. Atakowany i ośmieszany też był sam Krzyż. Pamiętajmy o haniebnej „akcji krzyż”, która odbyła się z poparciem mediów i autorytetów. I w takiej sytuacji Kościół milczał. Może i obrońcy Krzyża się mylili. Może powinni być bardziej elastyczni. Ale nikt z Episkopatu do nich nie przyszedł. Nikt z nimi nie porozmawiał. Kościół, do którego należą, zignorował ich, gdy oni głosu Kościoła skierowanego do nich najbardziej potrzebowali. Nie dziwmy się więc gwizdom, które powołały księży, gdy chcieli zabrać Krzyż do kościoła św. Anny. Sprawa Krzyża jest więc winą polskiego Kościoła, ale chyba nie o to chodziło o. Wiśniewskiemu.
Dominikanin zarzuca też Episkopatowi, że część hierarchów publikuje w Naszym Dzienniku. Oto wiec dowiadujemy się, że są gazety legalne, w których jednak publikować nie wypada. Rozumiem, że biskup nie powinien publikować w Nie czy Faktach i Mitach, ale w Naszym Dzienniku? Podobno roi się w nim od oszczerstw, ale nie wiemy, jakich (nie wynika to z listu, a ja też nie wiem, bo ND nie czytam). Biskupi nawet w Gazecie Wyborczej publikują, choć jej ortodoksja może budzić poważne wątpliwości. Jak widać o. Wiśniewskiemu przeszkadza to, że biskupi różnią się w poglądach.
Trudno jest mi wypowiadać się o tym, że połowa księży jest „zarażona ksenofobią, nacjonalizmem i wstydliwie skrywanym antysemityzmem”, choć zarazem przyznaję, że jest problemem zapominanie, iż Kościół jest „katolicki” a zatem powszechny. Nie tylko on stoi ponad narodami i państwami, ale w pewnym stopni zaprzecza im i obala wynikające z nich granice. Kościół prawdziwie Chrześcijański nigdy nie będzie więc kościołem narodowym. Więcej, dla Kościoła kwestia pochodzenia czy obywatelstwa powinna być zupełnie nie istotna i niknąć wobec paszportu, jaki daje chrzest. Inną jest jednak rzeczą, gdy zarzut – taki jak na wstępie – stawia się kapłanom upominającym się o cywilizacje i kulturę państwa i narodu, w jakim żyją. To samo dotyczy rzekomego upolitycznienia duchownych. Kościół działa w świecie i duchowny działa w świecie. Zbawienie też następuje przez świat. Dlatego Kościół ma prawo upominać świat i dbać o to, by królestwo ziemskie było jak najbliższe nauczaniu Chrystusa. Dlatego też Kościół ma nie tylko prawo, ale i obowiązek upominać rządzących i domagać się respektowania prawa naturalnego i moralności w życiu publicznym Kościół ma więc prawo wypowiadać się o polityce, bo polityka to zarządzanie życiem społecznym i dbanie o dobro wspólne. Kościół ma prawo „lobbować” o ustawodawstwo zgodne z Ewangelią tak samo, jak feministki czy hodowcy kurczaków mają prawo domagać się realizacji swoich postulatów. Różnica polega tylko na tym, iż Kościół w swych postulatach nie stawia sobie celów doczesnych, ale wieczne i nie kieruje się interesami partykularnymi, ale interesem całej ludzkości.
O Radiu Maryja trudno mi się wypowiadać. W przeciwieństwie bowiem do innych, nie będę zabierał głosu, gdy radia tego nie słucham. Z pewnością są na jego antenie głosy sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Jednak nikomu nie udało się Radia Maryja zastąpić. Jednak rola, jaką odgrywa on w życiu wielu ludzi, zasługa, jaka jest postawienie wiary jako sprawy najważniejszej w życiu człowieka są nie do przecenienia. Radio Maryja oddało głos zwykłym ludziom i pokazało im, że oni są podmiotem, mają wartość. Zrobiło to, czego nie potrafiła zrobić hierarchia Kościoła pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu.
Zgadzam się natomiast w kwestiach lustracji i abpa Paetza, choć w tej pierwszej kwestii mam wątpliwości, czy dobrze rozumiem o. Wiśniewskiego. Kościół z ciężkim zadaniem, jakim było rozliczenie się z czasami okupacji sowieckiej sobie nie poradził. Lojalność środowiskowa okazywała się ważniejsza od prawdy. Poczucie zagrożenia skłaniało do zatajania rzeczywistości. Członkowie Kościoła mają prawo wiedzieć, kto jak zachował się w czasach próby. Dopiero wtedy można to zachowanie ocenić. Samo ujawnienie współpracy z SB nie jest jeszcze potępieniem. Nie można zatajać prawdy w imię wybaczenia, bo bez prawdy nie ma wybaczenia. Przeciwnicy lustracji wielokroć powoływali się na przypadki św. Piotra i Pawła, ale wyparcia się św. Piotra i przeszłości św. Pawła nikt nie wykreślił z Ewangelii. Oni sami Ne zaprzeczali swoim grzechom i słabościom. Chrystus wybaczył Piotrowi a prześladowani wybaczyli Szawłowi. Ale stało się tak, dlatego że sami przyznali się do winy i poprosili o przebaczenie. Gdyby natomiast św. Paweł żył w czasach obecnych, to jego „zwolennicy” nakazaliby spalić wszelkie dokumenty dotyczące jego działalności poprzedzających drogę do Damaszku, nakazywaliby czcić go jako wiernego ucznia Chrystusa od narodzin i domagaliby się aby w imię wybaczenia win zatajać je. To nie jest postawa chrześcijańska.
W sprawie abpa Paetza sprawa jest trochę inna. Tu zadecydowała lojalność towarzysko-środowiskowa. Wszak obrońcy abpa Paetza byli nie tylko wśród duchownych, ale wśród poznańskich elit. A to niezłomna postawa abpa Gądeckiego uniemożliwiła Juliuszowi Paetzowi powrót. Kościół po trudach, ale z tą sprawą umiał sobie moim zdaniem poradzić.
Jest natomiast coś w zarzucie, że Kościół nie umie się komunikować ze światem. Język wielu duchownych, w tym hierarchów przepełniony jest charakterystyczną nowomową. Pewne działania rażą naiwnością. Wydaje się, że Kościół nie jest gotowy do debaty, że w starciu ze współczesnym światem Kościołowi nie tylko brak nowego św. Tomasza wobec nowego Awerroesa, ale nawet nowego Piotra Skargi czy kard. Hozjusza wobec nowej reformacji. Wystarczy spojrzeć na rozmowę R. Mazurka z ks. prof. Franciszkiem Longchamps de Berier w „Plus Minus” sprzed jakichś 2 miesięcy. Jeden z czołowych intelektualistów Kościoła nie jest w stanie w sposób przekonujący odpowiedzieć na istotne pytania zadawane przez człowieka myślącego podobnie, a nie wroga.
Zgodzić się więc należy z postulatem wielkiej debaty w Kościele, ale pamiętać trzeba, że taka debata nie może polegać na przytakiwaniu sobie. W takiej debacie mają prawo wziąć również udział ci, co piszą do Naszego Dziennika albo występują w Radiu Maryja. I ta debata nie zasypie podziałów w Episkopacie. Kościół musi być też gotowy do debaty ze Światem. Przypominać – ale i uzasadniać – swoje nauczanie. Kościołowi (nie tylko w Polsce) potrzeba więcej radości, entuzjazmu do debat z myślącymi inaczej. Ale musi temu towarzyszyć wiedza, argumentacja i umiejętność przemawiania i przekonywania konkretnego odbiorcy. Potrzeba odwagi i talentów św. Pawła piszącego do Pogan i stającego przed Areopagiem. Bo Chrześcijaństwo to wspaniała przygoda dla ducha, ale też dla umysłu. Trzeba to tylko okazać!
PS. Wstawiajac ten tekst miałem problem z przypisaniem go do odpowiedniej kategorii. Dlaczego w Salonie 24 nie ma kategorii "Wiara" czy "Religia"?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)