Balcerowicz musi odejść! Gdy swego czasu pewien polityk budował na tym haśle swoją popularność był ośmieszany i wyszydzany. Inna rzecz, że polityk ten na takie potraktowanie zasługiwał. Wówczas jednak to hasło stało się dla wielu (zwłaszcza głównych mediów i tzw. elit) przykładem analfabetyzmu ekonomicznego i antyinteligenckości.
Leszek Balcerowicz – niewątpliwy autor polskiej transformacji gospodarczej (inna rzecz, czy jego droga, była drogą jedyną) – stał się na lata symbolem polskiego kapitalizmu. Atakować Balcerowicza to atakować demokratyczną i wolnorynkową Polskę, sprowadzając się zarazem do poziomu niedouczonych mieszkańców popegieerowskich wsi. Na salonie polemika, czy Balcerowicz miał rację, a nawet – czy wybrane rozwiązania nie zawierały błędów, była niedopuszczalna. W odpowiedzi na hasło „Balcerowicz musi odejść”, wyniesiono Balcerowicza na sztandary i ołtarze, dogmatyzując zarazem jego nieomylność.
I oto nagle Platformerscy publicyści zaczęli głosić hasło „Balcerowicz musi odejść”. Jarosław Makowski w „Rzeczpospolitej” zarzuca byłemu prezesowi NBP „populizm dla elit” i wyśmiewa się z jego rzekomej wiary we własną nieomylność zaś Jacek Żakowski w Tok FM porównuje Balcerowicza do Wałęsy z okresu początków „wojny na górze”. W tym środowisku trudno takie porównanie uznać za pochwałę, zwłaszcza, gdy następnie zarzuty Balcerowicza zostają wytłumaczone frustracją wynikającą z utraty wpływów.
Cóż nagle się stało, iż doszło do takiej desakralizacji Balcerowicza? Co się wydarzyło, iż dzieci wyparły się swego ojca, a wierni – swego proroka? Otóż, prorok ośmielił się skrytykować bóstwo, jakim jest Donald Tusk.
Balcerowicz Tuskowi nie był potrzebny jako doradca czy specjalista, ale jako symbol. Symbol, którym można walić po głowie przeciwników. O tym, jak daleko jest premierowi do byłego ministra finansów, można było zobaczyć w sprawie dyskusji o zysk NBP, w której to Tusk wraz z całą Platformą stanęli na twardych pozycjach Andrzeja Leppera. Ale ponieważ przeciwnikiem nie był już Balcerowicz, lecz Sławomir Skrzypek, wszystko było ok.
Ale oto teraz, gdy Balcerowicz ośmiela się krytykować politykę gospodarczą rządu, każe mu się siedzieć cicho. Chór wielbicieli Balcerowicza zamilkł, bowiem był to jedynie chór wielbicieli Tuska, który przy okazji są w stanie sławić wszystkich, którym z Tuskiem po drodze. Ploplatformerscy publicyści po raz kolejny pokazali, iż są w stanie broniąc Tuska i jego partii, wyrzec się każdego prezentowanego wcześniej poglądu i stać się – mówiąc Mickiewiczem – „kurkiem na kościele”.
Balcerowicz zaś decydując się na spór z Platformą, poszedł na spór z dużą częścią salonu i elity – do której przecież należy i z której poniekąd żyje. Zaryzykował bezpardonowe ataki a nawet swoistą marginalizację. I jestem pod wrażeniem tej decyzji, niezależnie od tego, kto w tym sporze ma rację.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)