Platforma Obywatelska po raz kolejny przystąpiła do brutalnego ataku podważając uznane autorytety! Po odbrązowieniu Balcerowicza nadszedł czas na byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego Jerzego Stępnia. Minister Jacek Rostowski oburzył się na słowa Stępnia, iż zmiany w OFE mogą być sprzeczne z Konstytucją.
Wątpliwości Jerzego Stępnia są słuszne. Trybunał Konstytucyjny w wielu wyrokach wyprowadził z Konstytucji RP, a zwłaszcza z jej art. 2 („Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym realizującym zasady sprawiedliwości społecznej) zasadę ochrony praw nabytych. Innymi słowy – jeżeli komuś przysługuje jakieś prawo, które nabył on legalnie, to bez jego zgody nie można go tego prawa pozbawić. Zasada ta przenika zresztą wiele gałęzi prawa, przede wszystkim prawo cywilne czy handlowe (np. art. 419 § 1 k.s.h.) a nawet postępowanie administracyjne (art. 155 k.p.c.).
W sprawie OFE niewątpliwie mamy do czynienia ze zmianą reguł w trakcie gry. Wszystko byłoby czyste, gdyby nową zasadę podziału składki wprowadzono jedynie dla osób, które zostają po raz pierwszy objęte ubezpieczeniem emerytalnym po wejściu w życie tej zmiany. Jednak, jeżeli dotyczyć to będzie również osób, które już są w systemie to sprawi, iż bez ich zgody nastąpiła ingerencja w ich interesy prawnie chronione – reguły, jakie rządzą gromadzeniem środków na wypłatę przyszłych emerytur. Najbardziej jaskrawie przejawiać się to będzie w przypadku osób, które w 1999 r. mogły wybrać czy pozostają w starym systemie czy też wybierają nowy system. Te bowiem dokonały wyboru w momencie, kiedy podział składki był inny. Być może w obecnej sytuacji wybrałyby inaczej, jednak zmiany raz dokonanej decyzji – pomimo zmiany okoliczności stojących za tą decyzją – się nie dopuszcza.
W sprawie jest jednak drugie dno – dopóki Jerzy Stępień (konsekwentnie zwany, także przez Rostowskiego, „profesorem”, choć nie ma on żadnego stopnia ani tytułu naukowego) zajmował się atakowaniem PiSu, był jednym z czołowych autorytetów i intelektualistów, którego krytyka była wyrazem antyintelektualizmu, pogardy etc. Sam Stępień pouczając i mądrząc się (np. przy okazji wyroku ws. ustawy lustracyjnej) uważał, iż sam jego urząd daje mu nominacje na intelektualistę i nauczyciela ludu, aspirując do prestiżu i autorytetu, jaki miał jego poprzednik, prof. Marek Safjan. Autorytet Safjana wynikał jednak nie z jego funkcji, ale z jego osobowości, wiedzy, horyzontów myślowych i taktu w sprawowaniu swego stanowiska. Tego zaś – wbrew oczekiwaniom Stępnia – nie przejmuje się po poprzednikach na stanowisku prezesa TK.
W każdym razie, gdyby Stępień skrytykował PiS, i to ta partia odniosłaby się do jego zarzutów z lekceważeniem, podniósłby się natychmiast rwetes. Minister finansów rządu Platformy może natomiast kwitować zarzuty Stępnia, iż są one absurdalne, nie tłumacząc, na czym ich absurdalność miałaby polegać i dlaczego Stępień nie ma racji. I nie świadczy to wcale ani o płytkości intelektualnej ministra i całego rządu, ani o lekceważeniu autorytetów ani o ignorancji i pogardzie dla innych poglądów A wiele wskazuje, że akurat w tym wypadku Jerzy Stępień ma rację….


Komentarze
Pokaż komentarze (3)