Przed prawie 18 laty, w ostatniej kolejce polskiej ekstraklasy piłkarskiej, walczące o mistrzostwo Polski Legia Warszawa i ŁKS Łódź wygrały ze swoimi rywalami odpowiednio 6:0 i 7:1, choć nigdy wcześniej w tym sezonie nie odniosły tak wysokiego zwycięstwa. Co więcej, od tego, kto strzeli więcej bramek zależało, kto zdobędzie tytuł mistrza Polski, więc w obu toczących się równocześnie meczach, zespoły strzelały ich jak najwięcej. Kilka dni później ówczesny wiceprezes PZPN, znany z prywatnej uczciwości, nieżyjący już Ryszard Kulesza, na posiedzeniu Związku pytał swoich kolegów, którzy udawali, iż wszystko przebiegło zgodnie ze sportową rywalizacją: „cała Polska widziała, tylko Wy, Panowie, jesteście niewidomi”, stając się w tym momencie sumieniem polskiej piłki nożnej.
Przypomniała mi się ta historia, gdy usłyszałem o umorzeniu postępowania przygotowawczego ws. afery hazardowej. Trudno mi jest komentować samo postanowienie Prokuratury Okręgowej w Warszawie, jako że nie znam jego uzasadnienia ani większości akt sprawy (poza tymi, które ujawniono na posiedzeniach komisji śledczej albo w mediach). Nie wiem więc, co było przyczyną takiej decyzji, a zatem, czy wynikłą ona z błędów prokuratury lub CBA, z celowego pomijania istotnych dowodów czy też odpowiednio prowadzonych działań innych osób mających na celu ukrycie całej sprawy. Z własnej praktyki wiem, że to, co jest oczywiste na pierwszy rzut oka, czasem trudno przekłada się na materiał procesowy. Taka sytuacja jest zawsze czyjąś porażką. Jeśli przydarza się nie w sprawie cywilnej, ale karnej – prowadzonej przez prokuraturę z urzędu – to jest to klęska państwa.
Oglądałem wczoraj poświęcony temu zdarzeniu program „Minęła dwudziesta” na TVP Info. Abstrahuję już od postawy prowadzącej – Iwony Sulik – której agresywność w stosunku do posłów Arłukowicza i Dery była symptomatyczna, i która o wiele lepiej broniła interesów PO niż obecny tam Mirosław Sekuła. Rozmowa ta przypomniała mi bowiem, jak tenże poseł Sekuła i inni posłowie PO z komisji śledczej robili wszystko, by afery nie wyjaśnić, począwszy od objęcia zakresem prac komisji okresu od 2002 r. a kończąc na okolicznościach zamknięcia prac komisji i przygotowaniu raportu końcowego. Platforma Obywatelska wyciągnęła wnioski z afery Rywina, gdy komisja śledcza rozbiła SLD. Nie popełniła błędu, jakim było oddanie kierownictwa komisji w ręce przedstawiciela „stronnictwa sojuszniczego” oraz udawanie, iż zależy jej na rozwikłaniu sprawy. Od początku komisja stała się polem walki o prawdę (to górnolotne ale prawdziwe) pomiędzy posłami SLD i PiS a Platformy. Przy czym postawie PO daleko było do jakieś finezji i wyszukania, lecz było to bezczelne wykorzystywanie swojej przewagi liczebnej. Mirosław Sekuła et consortes nie próbowali nawet ubrać przemocy w jakieś aksamitne rękawiczki. Bo co by się stało, gdyby opozycja miała więcej czasu na przygotowanie raportu – i tak by został odrzucony. Albo po co było wykluczanie posłów PiS – wszak i tak byli w mniejszości. Darmo więc teraz poseł Sekuła powołuje się na napisany przez siebie raport, jako na stanowisko komisji. Jeszcze nie zapomniano o okolicznościach, w jakich powstawał.
Ale najciekawiej w sprawie zachowuje się PSL. We wczorajszej audycji poseł Eugeniusz Kłopotek właściwie nie ustępował kategorycznością stwierdzeń Arłukowiczowi i Derze. Czyżby zapomniał, iż przez cały czas pracy komisji hazardowej Platformie dzielnie sekundował poseł Stefaniuk, bez którego przedsięwzięcia posłów partii rządzącej nie mogły się udać? Czy już zapomniał, że klub PSL poparł raport Sekuły? Dlaczego więc dziś oburza się, że prokuratura stwierdziła to samo?
Być może, gdyby komisja śledcza mogła pracować normalnie aż do rozwikłania sprawy i przygotować rzetelny raport, efekt prac prokuratury byłby inny. A tak mamy powtórkę z afery Rywina, gdzie grupa trzymająca władzę byłą, ale jej nie było.
Dzięki komisji śledczej, „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze” poznaliśmy kulisy afery. Przeczytaliśmy rozmowy Mira i Zbycha i maile Marcina Rosoła. Cała Polska widziała, jak się w Polsce tworzy prawo i obsadza stanowiska z klucza ministerialnego. Ale są panowie, którzy pozostają niewidomi.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)