czyli co o polskiej polityce powiedziałby gen Bronisłąw Grąbczewski
Zmiana tablicy w Smoleńsku jest kolejnym dowodem na olśniewający sukces polskiej polityki wobec Rosji, która każdym kroku demonstruje swą wolę pojednania i nowego otwarcia serwując naszemu krajowi kolejne upokorzenia. Przy tym akurat w tym wypadku jestem w stanie uwierzyć, iż sprawa tablicy była konsultowana z polskim MSZ i ekipa Sikorskiego wiernopoddańczo zgodziła się na taką zmianę a dopiero teraz – gdy sprawa wyszła na jaw – kategorycznie zaprzecza.
W kontekście współczesnej polskiej polityki wschodniej, która polega na podlizywaniu się silniejszym a pogardzaniu słabszymi, za bardzo celny uznałem fragment wspomnień Bronisława Grąbczewskiego, który idealnie pokazuje jak na Wschodzie kształtuje się stosunki międzynarodowe i jak tego robić nie należy. Oddajmy więc mu głos. Rzecz tyczy się angielskiego poselstwa do władcy Kaszgarii (podówczas niepodległego państwa a obecnie zachodniej prowincji Chin).
„Przebywanie poselstwa w Kaszgarze żywo przechowało się w pamięci wielu z otoczenia Jakuba-Beka [ówczesnego władcy Kaszgarii], którzy niejednokrotnie opowiadali mi rozmaite szczegóły z życia Anglików w Jarkendzie; podkreślali czołobitność i uniżoność, jakie poselstwo okazywało nie tylko Jakubowi-Bekowi i następcy jego, Bek-Kuli-Bekowi, ale nawet wyższym urzędnikom Jakuba-Beka. […]
Sir Forsyth [poseł angielski] na znak szacunku dla Szygauł Datchi [gubernatora Jarkendu] włożył […] [otrzymane w darze od Szygauła Datchi] ubranie na siebie i jechał w nim przez całą drogę do Kaszgaru. Następnie, otrzymawszy w drodze list od Jakuba-Beka, sir Forsyth przyjął go w obecności całego poselstwa, a przed rozpieczętowaniem zwrócił się twarzą w stronę Kaszgaru, gdzie mieszkał Jakub-Bek, i przycisnął list do oczu i serca; przeczytawszy zaś, schował w fałdy swego turbanu, którym był okręcony jego kołpak futrzany.
Okazywanie takich zewnętrznych oznak szacunku przyjęte było w stosunku do rozmaitych chaństw Azji Środkowej, lecz tylko przez poddanych nigdy zaś przez posłów jednego władcy do drugiego, tym bardziej przez poselstwo europejskie. To też Jakub-Bek, widząc taką uniżoność, zlekceważył poselstwo i żadnego traktatu z sir Forsyth’em nie zawarł.
(B. Grąbczewski, Kaszgaria [w:] Podróże po Azji Środkowej, Warszawa 2010, s. 205-206).
Bronisław Grąbczewski był Polakiem na rosyjskiej służbie, wybitnym podróżnikiem, wysokim wojskowym i urzędnikiem. Pełnił funkcje generalnego komisarza Kwantungu w Port Arthur oraz gubernatora i hetmana wojska astrachańskiego; jego rad słuchali Aleksander III i Mikołaj II. Trudno więc w jego spojrzeniu doszukiwać się kompleksów czy uprzedzeń. Swoje spostrzeżenia pisze z pozycji oficera i funkcjonariusza mocarstwa, które realizuje swoje globalne zamierzenia i interesy.
Dlatego też fragment ten premier Tusk, minister Sikorski i inne osoby odpowiedzialne za politykę wschodnią (i nie tylko wschodnią) winny przeczytać i wyciągnąć wnioski. Polityka prowadzona na kolanach nic nie zdziała, bo ten, kto nie ma szacunku dla siebie, nie zostanie obdarzony szacunkiem przez innych. Państwo, które znosi upokorzenia i nie upomina się o swoje interesy i honor (np. wyjaśnienie śmierci swojego prezydenta, najwyższych oficerów i wysokich urzędników), może i będzie lubiane (choć raczej z pobłażliwością), ale z pewnością nie będzie traktowane poważnie.


Komentarze
Pokaż komentarze