Postać Poncjusza Piłata w Kościele Zachodnim – w przeciwieństwie do Kościoła Wschodu – zawsze była postrzegana negatywnie, ale zarazem nie doczekała się chyba jakiejś głębszej analizy. Tymczasem jest to być może jeden z bardziej aktualnych bohaterów wydarzeń Męki Pańskiej. Analizując postać Piłata dotykamy do najistotniejszych pokładów władzy i polityki.
Bo też i dramat Piłata jest dramatem władzy par excellance. Dotyczy on umiejętności pogodzenia prawdy i sprawiedliwości w wymaganiami real politik. Piłat – jak jawi się w Ewangeliach – nie jest złym człowiekiem. Szybko dostrzega, iż Chrystus jest osobą niewinną i ofiarą – jak to pewnie widzi Piłat – wewnętrznych rozgrywek żydowskich. Ale prefekt Judei nie ma komfortu człowieka prywatnego. Jego odpowiedzialność, to odpowiedzialność za spokój w całej prowincji, prawdopodobnie najbardziej opornej w całym państwie. Zresztą Piłatowi utrzymanie pokoju zbyt dobrze nie szło, i jego urzędowanie naznaczone było licznymi konfliktami z Żydami. Na kolejne niepokoje nie mógł sobie pozwolić. Byłaby to klęska jego misji.
Sanhedryn dobrze wiedział o tym, iż zachowanie ładu i spokoju jest dla prokuratora sprawą najważniejszą. Dlatego wahającego się Piłata szantażują doniesieniem odpowiednim czynnikom, tego, że nie jest on „przyjacielem Cezara”. Oskarżenie takie, zwłaszcza w okresie faktycznych rządów prefekta pretorium Sejana, mogło oznaczać nie tylko dymisję, ale i śmierć. Zamieszki w Jerozolimie miałyby być może dla Piłata podobny skutek.
Dlatego Piłat uznaje, iż poświęcenie Chrystusa będzie właściwsze. Tak oto polityczność rozmija się z etycznością. Wypełnianie swoich funkcji przez władzę, tj. zapewnienie spokoju społecznego i bezpieczeństwa publicznego (co później eksponował choćby Hobbes) staje się ważniejsze od kwestii moralnych jednostek. W imię wyższego celu politycznego, Chrystus musi oddać swe życie a Piłat poświęcić swoje sumienie.
Dlatego Piłat do ostatka próbuje ocalić Chrystusa, ale tylko w ramach zastanego porządku. Dlatego nie odmawia zatwierdzenia wyroku, ale próbuje następnie uwolnić go zamiast Barabasza. I ku swojemu zdziwieniu orientuje się, iż zgromadzony przed pałacem tłum woli uwolnić mordercę niż Niewinnego. Ale nawet wówczas Piłat nie odważa się wystąpić przeciw tłumowi. Akt obmycia rąk jest niczym innym, jak kapitulacją sumienia wobec potrzeb polityki.
Czy my tego nie znamy i dzisiaj? Poświęcanie kwestii o wadze moralnej w imię uzyskania rezultatów politycznych jest aż nadto powszechne. Gdy parlament Belgii uchwalił w 1990 r. wprowadzenie dopuszczalności aborcji, król Baldwin I odmówił podpisania tej ustawy, ale zgodził się na czasowe pozbawienie go urzędu, by ustawę podpisali członkowie rządu. Czym różnił się w tej chwili od Piłata? A czy innego wyboru dokonują codziennie niemal politycy, gdy występują przeciwko własnemu sumieniu w imię jakiegoś wyższego politycznego celu (oby rzeczywiście był wyższy). Kto z ludzi władzy postawiony dziś na miejscu Piłata byłby w stanie zrobić więcej niż on?
Piłat odwołał się w pewnym momencie do woli ludu. Owej woli ludu, która dziś – wyrażona w akcie wyborczym, a często jedynie w sondażach czy w subiektywnym przekonaniu mówiących – staje się absolutnym wykładnikiem prawdy i sprawiedliwości. Gdy dziś słyszymy o mocy, jaką daje „legitymacja demokratyczna” i o sile „głosu ludu”, pamiętajmy, czym skończył się jeden z bardziej znanych aktów demokratycznych w dziejach (nota bene decyzje polityczne demokratycznych Aten to również pasmo zbrodni i amoralności). Oczywiście, ktoś może zauważyć, iż tłum pod pałacem Piłata był podburzony przez sługi arcykapłanów. Zgoda, ale czy dziś lud nie jest przez nikogo podburzany? Jaka jest różnica – poza posiadanymi możliwościami technicznymi – pomiędzy sługami arcykapłanów a obecnymi specjalistami od PR, marketingu politycznego i lobbingu? Skoro uważamy, że dziś naród wyraża swoją własną wolną i swobodną wolę w demokratycznych wyborach, musimy zaakceptować, iż tłum krzyczący 2000 lat temu „krew Jego na nas i na nasze dzieci” wyrażał swobodną decyzję Narodu Żydowskiego. Mając to na uwadze powiedzmy, czym – zachowując wszelkie proporcje – różni się od Piłata Hanna Gronkiewicz-Waltz przerzucając decyzję o wzniesieniu pomnika Lecha Kaczyńskiego na „wolę Warszawiaków” wyrażoną nota bene nie w referendum a jedynie w sondażu.
Kiedy więc w okresie Wielkiej Nocy, a zwłaszcza dzisiaj, w Wielki Piątek, wspominać będziemy także Poncjusza Piłata, uświadommy sobie, iż nie jest on nikim innym, jak archetypem polityka, zaś jego wybór, jego następcy obdarzeni władzą, będą powtarzać aż do skończenia Świata. Jeśli racje mają Koptowie, iż Piłat po Zmartwychwstaniu nawrócił się i został świętym, to on, a nie św. Tomasz Morus, winien więc zostać patronem polityków.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)