Dwóch członków zarządu Presspubliki S.A. wydawcy „Rzeczpospolitej” przeprosiło za rozmowę z reżyserem Grzegorzem Braunem, w którym ten wypowiada się krytycznie o postaci abp Józefa Życińskiego.
Nie wdając się w ocenę samej postaci ś.p. Metropolity Lubelskiego, gdyż nie mam do tego odpowiedniej wiedzy, nie mogę zaakceptować argumentacji, która nakazuje milczenie o pewnych sprawach. Panowie Łętowski i Sierant w wiernopoddańczym liście do rektora KUL (nota bene nazywając go „Ekscelencją” choć rektor biskupem nie jest), stwierdzają iż doszło do obrzucenia abpa Życińskiego obelgami. Zdaniem obu Panów, Grzegorz Braun nie zasłużył na to, aby być wysłuchany, gdyż rozpowszechnia kalumnie, zaś poglądy „propagujące rasizm, antysemityzm czy przeświadczenie o helu rozpylonym nad lotniskiem w Smoleńsku” nie korzystają z przywileju udziału w debacie publicznej na takich samych prawach jak inne.
Wypowiedź ta jest ciekawa co najmniej z dwóch względów. Po pierwsze, po raz kolejny okazuje się, iż są osoby, których krytykować nie wolno. Których zaangażowania politycznego czy życiowych wyborów zakazane jest oceniać. Grzegorz Braun użył słów ostrych, jednak nie sposób jest uznać, iż jest to „zabijanie słowami”. Jeśli Braun ma rację, jeśli chodzi o to, że Życiński był TW o pseudonimie „Filozof”, to jego słowa są słowami słusznymi. Każda osoba publiczna może być oceniana. Są jednak w Polsce osoby, które można jedynie chwalić i im pochlebiać. Są też osoby, na które wolno bezkarnie pluć. Są bohaterowie, których trzeba „odbrązowić” i są „świętości narodowe”. W ten sposób nigdy nie ocenimy historii (tej bliskiej i tej odległej) i zawsze jako wspólnota będziemy ułomni, zastępując prawdę mitami i legendami. Historia zawsze podlega ocenie i ta ocena buduje rzeczywistość. Ocenie tej musi podlegać wszystko i wszyscy. Tymczasem wolno oskarżać o największe podłości naród polski (jak czyni to np. Gross), nie można oceniać postawy Wałęsy czy abpa Życińskiego. Ciekawe tylko, że Panowie Łętowski, Sierant wraz z prof. Krzemińskim, nie protestowali, gdy „zabijano słowem” Lecha Kaczyńskiego, a dziś robi się to z Jego bratem, do tego stopnia, że pewien człowiek postanowił Jarosława Kaczyńskiego zabić dosłownie. Ale to przecież nie jest to samo….
Równie niepokojące jest zestawienie rasizmu i antysemityzmu z helem nad Smoleńskiem. Jest to kolejny wyraz tendencji do obrzydzania wszelkich poglądów niewygodnych dla salonu (nie: Salonu24), o czym ostatnio pisał w Rzeczpospolitej prof. Krasnodębski odnosząc się do haseł faszyzmu i antyfaszyzmu. Co ma bowiem piernik do wiatraka? Jaki jest związek poglądu o niższości Żydów z hipotezą o zamachu na prezydencki Tu-154? Nie mogę tego zestawienia zrozumieć. Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to tylko to, iż istnieją w Polsce poglądy zabronione, których nie wolno jest propagować. Na równi z ideologiami zbrodniczymi jest też np. prawda o katastrofie w Smoleński czy badanie związków Kościoła z totalitaryzmem w Polsce.
Kilka lat temu w odpowiedzi na ujawnienie przez Bronisława Wildsteina listy katalogowej z IPN, Grzegorz Gauden wyrzucił go z pracy, czym poza swoją małością dał wyraz temu, jak rozumie wolność mediów. Na szczęście Gaudena już w „Rzeczpospolitej” nie ma. Teraz Panowie Łętowski i Sierant poszli tą samą drogą w swojej wiernopoddańczej deklaracji lojalności wobec nietykalnego salonu. Idealnie wykazali, iż wolność słowa i prawo dyskusji dotyczy tylko poglądów akceptowanych przez właściwe czynniki. Wszystko inne jest zbrodnią.
I tylko, jak śpiewał Karel Kryl, „paní Pravda mlčí na podstavci, němá a slepá – sádrová”….


Komentarze
Pokaż komentarze (13)