czyli „Rozmowy kontrolowane” jako traktat historyczno-polityczny
Rocznica wyborów 4 czerwca 1989 r. przypomniała mi o „Rozmowach Kontrolowanych” Sylwestra Chęcińskiego i – jak zawsze odkąd to zauważyłem – uderzyła mnie przenikliwość pewnej refleksji historyczno-politycznej (a może polityczno-historycznej) zawartej w tym filmie.
Przypomnijmy, że główny jego wątek opiera się na przygodach pewnego SB-ka (granego przez Stanisława Tyma), który w wyniku licznych nieporozumień zostaje uznany za aktywnego działacza Solidarności. I to nie byle jakiego: szuka go całe SB i milicja, a on zniszczył czołg (za pomocą wiśniówki)!
I oto na zakończenie, nasz bohater - zdenerwowany tym, iż działacze Solidarności w dobrej wierze udaremnili jego konszachty z kolegami z SB - kłóci się ze swoim przełożonym z podziemia (słynny trener Jarząbek z „Misia”). I ten ostatni, w akcie desperacji, odbiera głównemu bohaterowi „prawo do noszenia znaczka”. W końcowej scenie, bohater grany przez Stanisława Tyma, chroni się przed milicyjną pogonią w Pałacu Kultury i – chcąc spuścić wodę w toalecie – powoduje zawalenie się całego gmachu. Otrząsnąwszy się z ruin wypowiada znamienne słowa: „To się odbuduje!”.
Czy czegoś ta historia państwu nie przypomina? Nie ręczę za prawdziwość przedstawionego poniżej odczytania. Jest to tylko jedna z możliwości, ale w 1991 r., gdy powstawał ten film, doskonale zdawano sobie sprawę, kto został „pozbawiony prawa do noszenia znaczka”. Stosując zatem ten klucz, raz jeszcze odczytajmy „Rozmowy kontrolowane”. Oto PRL zostaje obalony przez Tego-który-nie-ma-prawa-do-noszenia-znaczka (mniejsza z tym, iż w rzeczywistości owo pozbawienie prawa miało miejsce już po upadku systemu). Ten zaś chodzi w aurze bojownika o wolność, czołowego antykomunisty i opozycjonisty. Wszyscy są przekonani, iż Ten-który-nie-ma-prawa-do-noszenia-znaczka jest szczerym patriotą, który za cel ma wyzwolenie i odrodzenie Polski. Jego słów „To się odbuduje” nikt nie słyszał. Tymczasem przyjrzyjmy się działaniom tej osoby: kolacjom z Urbanem, przyjaźnią z Jaruzelskim, obroną człowieka honoru – Kiszczaka, atakowaniem wszelkich ruchów dekomunizacyjnych i lustracyjnych. I zestawmy je z ostatnimi słowami wypowiedzianymi przez Ryszarda Ochódzkiego, który właśnie został pozbawiony prawa do noszenia znaczka.
Ale podobieństwa będziemy mieli także wcześniej. Oto rzeczywisty Ten-który-nie-ma-prawa-do-noszenia-znaczka wywodził się ze środowisk, którym jak najdalej było do prawdziwej opozycji wobec zniewolonej Polski. Jego konflikt (faktycznie ostry) z władzami PRL nie ma podłoża fundamentalnego. Ten-który-nie-ma-prawa-do-noszenia-znaczka walczy nie o Polskę wolną od wpływu komunistów i Sowietów, lecz o Polskę komunistyczną, ale ze swoim (i swoich kolegów) udziałem we władzy. Walka tej osoby z systemem – podobnie jak walka Ryszarda Ochódzkiego w „Rozmowach Kontrolowanych”- była walką z pewnymi frakcjami i osobami, w żadnym razie niemającą za cel obalenie systemu. A że była to walka ostra, a niekiedy krwawa, to inna rzecz… Ten-który-stracił-prawo-do noszenia-znaczka nie był oczywiście funkcjonariuszem czy agentem SB. W PRL przecierpiał jak mało kto po roku 1956. Ale sam sprzeciw wobec tamtej rzeczywistości nie świadczy jeszcze o treści pozytywnego programu.
W 1989 r. opozycji udało się zdobyć wpływ na komunistyczną władzę. Był on chyba większy niż komukolwiek się spodobało i „Solidarność” się nim zachłysnęła. I stąd – zamiast dokończyć Solidarnościową kontrrewolucję (bo była to reakcja na rewolucję komunistyczną) - uznano, iż okupanci z PRL są władzą legalną, fundamentem Wolnej Polski może być stalinowska konstytucja, zaś gen. Jaruzelski jest najlepszym kandydatem na stanowisko, które już dawno było zajęte przez jedynego legalnego Prezydenta Rzeczypospolitej.
Dlatego też ilekroć przyglądamy się działaniom niektórych osób na scenie publicznej i próbujemy zrozumieć ich motywacje, zastanówmy się, czy osoby te – przerażone tym, czego dokonały w roku 1989 - nie powiedziały do siebie „To się odbuduje”.


Komentarze
Pokaż komentarze