43 obserwujących
1402 notki
829k odsłon
  476   0

Sławomir Drelich: "Opluć, zgnoić, zgnieść - antyliberalna retory

Ikoną owej aferalnej wizji polskiego liberalizmu jest oczywiście autor planu transformacji polskiej gospodarki, były wicepremier, minister gospodarki i minister finansów, były prezes banku centralnego, Leszek Balcerowicz. Andrzej Lepper określa go mianem „bandyty ekonomicznego", który „dokonuje holokaustu na narodzie polskim" i dlatego powinien być ścigany „jako winny zbrodni ludobójstwa z przyczyn ekonomicznych". Brak sympatii Leppera do Balcerowicza dał się zauważyć nie tylko podczas wystąpień sejmowych lidera Samoobrony, które zawsze kończone były frazą: „Balcerowicz musi odejść", ale także w politycznym „pisarstwie" Leppera. W książce Lista Leppera późniejszy minister rolnictwa opisuje swoje spotkanie z Balcerowiczem, stylizując go na mrocznego księcia, siedzącego w ciemnym i ponurym gabinecie. Biedny Andrzej Lepper - nasuwa się skojarzenie czytelnika - spotkał się z samym Lucyferem, Księciem Ciemności.

Leszek Balcerowicz symbolizuje cały liberalizm i wszystkich liberałów, bowiem nienawiść bądź antypatia ku niemu skierowana płynęła i płynie nie tylko z kręgów populistycznych. Demagogia antyliberalna stale gości już w polskiej polityce. Liberałowie obarczeni zostali wyłączną odpowiedzialnością za wszystko to, co najgorsze w całym procesie transformacji gospodarczej. Tego typu retoryka stosowana przez przedstawicieli innych niż populistyczne partii politycznych (choć może należałoby je również nazwać w pewnym sensie populistycznymi), była i po dziś dzień jest niezwykle powszechna. Wystarczy przypomnieć słynną dychotomię z parlamentarnej i prezydenckiej kampanii wyborczej 2005 roku, kiedy to ścierać się miały ze sobą dwie Polski: „Polska liberalna" z „Polską solidarną". Liberałowie pokazywani byli jako ci, którym idea solidarności i sprawiedliwości społecznej jest obca, jako owi „oni", jako „obcy". Liberałowie - razem z postkomunistami - postawieni zostali po tej samej stronie barykady, po której stało ZOMO. Kolejny raz użycie kategorii „liberalizm", „liberał" czy „liberalny" okazało się skuteczne, przynajmniej można tak wnioskować po wynikach wyborów owego 2005 roku.

Amoralne wykształciuchy

Jak widać, antyliberalny mit ukształtowany w III RP miał się całkiem dobrze w okresie funkcjonowania tzw. IV Rzeczypospolitej, choć paradoksalnie to właśnie liberałowie różnej proweniencji ów projekt IV RP współtworzyli. Od czasu starcia między dwiema wielkimi partiami prawicowymi w kampanii wyborczej 2005 roku, żargon antyliberalny był systematycznie wzbogacany. Kolejne określenia szkalujące liberałów pojawiały się jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Największą karierę zrobiło chyba określenie „wykształciuch". Sam jego twórca, Ludwik Dorn, zdefiniował klasę „wykształciuchów" jako „mocno ignorancką, egoistyczną, narcystyczną warstwę wykształconych, która nie ma wiele wspólnego z polską inteligencją". Określenie Dorna jest efektem skumulowania wszystkich stereotypowych przekonań dotyczących liberałów, jakie były upowszechniane przez polityków obu stron sceny politycznej po 1989 roku. Społeczny egoizm, brak patriotyzmu i poczucia więzi narodowej, do tego jeszcze przekonanie o własnej wyższości i pogarda dla uboższych warstw społecznych - to wszystko charakteryzuje właśnie owego „wykształciucha".

Pojedynczy „wykształciuch" jest z punktu widzenia żargonu antyliberalnego co najwyżej godny pożałowania, zdecydowanie większym niebezpieczeństwem są zorganizowane grupy „wykształciuchów", tworzące coś, co w języku IV RP nazwano „łże-elitami", czy trochę bardziej zagadkowo „szarą siecią". „Łże-elity" to wszyscy ci, którzy otwarcie opowiedzieli się przeciwko odnowie moralnej, przeciwko oczyszczeniu Polski z wszelkiego zła i budowaniu nowej jakości w życiu publicznym. Tutaj wyraźnie dostrzec można ów społeczny permisywizm i moralny indyferentyzm. Bo to przecież liberałowie wespół z postkomunistami chronią agentów i ubeków przed karzącą ręką sprawiedliwości dziejowej, nie godzą się na odebranie im ich przywilejów i generalnie są przeciwnikami przeprowadzenia lustracji i dekomunizacji (pozwolę sobie pozostawić to bez dodatkowego komentarza i nie dyskutować nad tym, kto w rzeczywistości jest zwolennikiem prawdziwej lustracji). To liberałowie wespół z lewakami, gejami, lesbijkami - zwanymi w żargonie antyliberalnym po prostu zboczeńcami czy pedałami - pragną zniszczyć instytucję rodziny, zdeprawować młodzież, zrujnować podstawy i fundamenty cywilizacji europejskiej, upowszechnić moralną degrengoladę. Racjonalnie myślącemu człowiekowi w ogóle trudno odnieść się do tego typu zarzutów i dobrać odpowiednią argumentację. W sytuacji, w której próbuje się uczynić go stroną w „wojnie o mundurki szkolne", on może co najwyżej mrugnąć okiem i kiwnąć z politowaniem głową.

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale