1 obserwujący
28 notek
15k odsłon
820 odsłon

Izrael - Polska. Zwycięstwo w towarzyskim meczu eliminacyjnym

Wykop Skomentuj16

    Przed nami ostatnie boje w eliminacjach do Euro 2020. Awans już jest, więc dwa mecze o pietruszkę, można dopracować zgranie, schematy, stałe fragmenty gry itd.. Pojawiły się plotki, że jest szansa, że zajmując pierwsze miejsce w grupie będziemy losowani z pierwszego koszyka w finałach ME. Potem okazało się, że to jednak mało prawdopodobne, więc motywacji do gry trzeba było szukać gdzie indziej. Selekcjoner zapowiadał, że "teraz czas na stabilizację, a nie eksperymenty, awans tego nie zmienia...", więc wydawało się, że na Izrael wyjdziemy once de gala. Tymczasem selekcjoner Brzęczek nieco zaskoczył. Posadził na ławce naszą największą gwiazdę Lewandowskiego i jednego z liderów Grosickiego. Szansę gry od pierwszych minut dostali Frankowski i przeżywający ostatnio z Milanem trudne chwile Piątek. W porównaniu z ostatnim meczem z Macedonią miejsca w "11" nie utrzymali także Bereszyński i Góralski. Na ich pozycjach pojawili się Kędziora i Bielik. Nasz skład:

Szczęsny - Kędziora, Glik, Bednarek, Reca - Frankowski, Bielik, Krychowiak, Zieliński, Szymański - Piątek.

    Lepiej zacząć nie mogliśmy. W 3 min Zieliński krótkim zwodem zwiódł dwóch obrońców i kąśliwie uderzył z 17 metrów, bramkarz odbił do boku, próbował dobić Szymański, jednak kąt był zbyt ostry i jego dobitkę bramkarz wybił na róg. Dośrodkowanie, do piłki skacze Bednarek, ta po odbiciu się od pleców obrońcy trafia pod nogi Krychowiaka i snajper Lokomotivu (chyba można tak powiedzieć - 6 goli w lidze rosyjskiej) huknął pod ladę. 1:0 po 4 minutach gry. Dobrze weszliśmy w mecz, kontrolowaliśmy grę. Izraelczycy przyglądali się jak rozgrywamy między sobą piłkę, nie dopuszczaliśmy ich pod nasze pole karne. Polacy potrafili długo utrzymywać się przy piłce, ale groźnych akcji nie stwarzaliśmy. Wynikało to z tego, że mało było ruchu bez piłki. W 20 min była taka sytuacja, że zamknęliśmy Izrael w hokejowym zamku, piłka trafiła na prawe skrzydło do Frankowskiego, ten trzymał piłkę przy nodze i rozglądał się jak zagrać, tymczasem jego partnerzy stali jak wryci czekając co zrobi. Trzeba w takiej sytuacji więcej ruchu, zmiany pozycji, aby wymusić podanie. Z czasem te groźne sytuacje się pojawiały, bo nasza przewaga była bezdyskusyjna i repertuar pomysłów na grę znacznie bogatszy od przeciwnika. Ciekawą sytuację mieliśmy w 27 min, Taha zbyt lekko podał do bramkarza, ruszył do niej Piątek, omal jej nie przejął, ale bramkarz po tym rajdzie Piątka odruchowo złapał piłkę, więc sędzia podyktował rzut wolny pośredni, bo Marciano łapać jej nie mógł. Z rzutu wolnego po podaniu Krychowiaka strzelał Zieliński, jednak piłka po głowie obrońcy poleciała nad bramkę. Aktywny był Piątek, często cofał się, pokazując się do rozegrania i nie wyglądało to źle. Jak chociażby w 38 min, gdy nasi zagrali popisową akcję, piętka Piątka do Zielińskiego momentalnie przyśpieszyła grę, ten ładnie wypatrzył Frankowskiego, który wyszedł sam na sam z Marciano, ale zmarnował wyśmienitą sytuację trafiając wprost w bramkarza. Piękna, składna akcja Polaków, chciałoby się takich więcej. Wcześniej oko w oko z bramkarzem stanął Szymański po podaniu Kędziory, jednak posłał piłkę obok słupka.

    Pewnie na placu gry czuł się, najlepszy w naszym zespole, Zieliński. Balans ciała, drybling - proszę bardzo, swoboda gry, dokładne podania - wszystko jest. Do tego pierdyliard strzałów na bramkę, w większości celnych. Dziś na Zielińskiego patrzyło się z przyjemnością. Tak tak, na tego samego Zielińskiego, który w ostatnich meczach tak irytował swoją nonszalancką i bezpłciową grą.

    W 54 min strzelamy drugą bramkę. Podobnie jak pierwsza, pada po rzucie rożnym. Tym razem uderza Bielik, piłka trafia w słupek, a do dobitki doskakuje lis (wygłodniały ostatnio) pola karnego Krzysztof Piątek i pakuje ją z metra do bramki. I podobnie jak w meczu z Izraelem w Warszawie nie pokazuje swojej opatentowanej cieszynki. Nie rozumiem tego, że niby ta cieszynka miała symbolizować strzelanie do Żydów? To ma być jakaś hiperpoprawność polityczna, czy co? Może obawia się oskarżeń o antysemityzm. Kto wie, może i tak być, przecież jak wiadomo nic gorszego od oskarżeń o antysemityzm być nie może. No, absurd jakiś. Wracajmy na boisko. Po godzinie na placu gry melduje się najlepszy piłkarz na świecie w ostatnich tygodniach, czyli Pan piłkarz Robert Lewandowski, zmieniając rozgrywającego niezłe zawody Szymańskiego. Gdyby tak jeszcze wykorzystał tę sytuację sam na sam, to byłoby bardzo dobrze.Po drugim golu nieco spuściliśmy z tonu. Inicjatywę przejęli gospodarze, parę razy musiał interweniować Szczęsny, groźnym uderzeniem popisał się wreszcie najlepszy strzelec eliminacji Zahavi, ale minimalnie chybił. Kwadrans przed końcem sprawialiśmy wrażenie, że najchętniej skończylibyśmy już ten mecz. Taka gra na alibi, zabezpieczyć tyły i czyhać na jakieś kontry. W takim meczu jak dziś to bez znaczenia, ale gdybyśmy grali o punkty to byłoby igranie z ogniem. W 83 min pojawił się na boisku, po sześciu latach przerwy w reprezentacji, ulubieniec Brzęczka z Wisły Płock - Dominik Furman. Zmienił lidera naszej drugiej linii Krychowiaka. Kolejny dobry mecz Grześka. Takiego Krychowiaka potrzebujemy na Euro. Dziś swoją dobrą postawę na boisku okrasił golem. Nasza zachowawcza gra w końcu się zemściła. Izraelczycy dopięli swego i w 88 minucie strzelili kontaktowego gola. 

    Końcówka była kuriozalna. W 90 min na boisku wbiegł intruz, fan Lewandowskiego, który w końcu do Lewego dobiegł. Intruza wyprowadzono, jednak sędzia nie był pewien czy jest na tyle bezpiecznie, że można kontynuować grę. Ostatecznie wszyscy wrócili dograć dwie minuty. W ostatniej akcji meczu swoją okazję do strzelenia gola miał Lewandowski, ale bramkarz jego strzał obronił.

    Gdyby nie ta końcówka, mecz należałoby ocenić bardzo pozytywnie. Jednak pamiętajmy, dla nas to był mecz tak naprawdę towarzyski i piłkarze pewnie podświadomie to czuli, stąd rozluźnienie. Ważne, żeby drużyna w meczach o stawkę nie zapominała o koncentracji i determinacji przez pełne 90 minut. Mental do korekty, punkty do kolekcji. Bomba na stadion nie spadła, wracamy do Warszawy na pożegnalny mecz w eliminacjach i pożegnanie Łukasza Piszczka.


Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport